Balet nie istnieje?

Długo zastanawiałam się, o czym powinien być ten pierwszy wpis. Pewne było, że nie  o konkretnym wydarzeniu, artyście, ale raczej o sytuacji baletu na naszym polskim podwórku. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nie powinno się zaczynać bloga od „narzekactwa”, ale co zrobić… Niech będzie to odczytane jako głos sprzeciwu i chęć naprawy sytuacji, a nie tylko gorzka krytyka.

Wciąż głowię się nad tym i nie potrafię znaleźć przyczyny, dlaczego w ciągu ostatnich dwudziestu lat naszej „prawdziwej wolności” balet został tak porzucony, odtrącony i zapomniany. Sztuka – zdawałoby się – uniwersalna, piękna, może nieco dziwaczna, ale przez to otoczona mgiełką tajemniczości. Dwadzieścia lat temu, kiedy ulegałam kolejnemu
nawrotowi zafascynowania baletem i biegałam na dosłownie wszystkie przedstawienia taneczne dostępne w Warszawie, wiedzę o nich czerpałam ze źródeł ogólnie dostępnych – prasy, radia i telewizji. Nie było Internetu, nie było kanałów tematycznych, co najwyżej można było sobie pooglądać „ruską telewizję”. A w niej, podobnie jak i w naszej, balet był! Każda premiera i występ gościnny nazajutrz był komentowany  przez prasę, skrzętnie
robiłam więc wycinki, a potem kserówki z trzech – czterech gazet, a po tygodniu
również z tygodników opinii. Potem jakoś wszystko zaczęło zanikać. Z ogólnopolskiej anteny bezszelestnie „zsunęły się” pogadanki Waldorffa, programy Bogusława Kaczyńskiego, Piotra Nędzyńskiego, z gazet obowiązkowe recenzje z najważniejszych premier, nie tylko łódzkich, gdańskich, czy poznańskich, ale i warszawskich. Dziś, jeśli już pojawiają się, to w dodatkach regionalnych, do których bez dobrodziejstwa Internetu nie ma szans dotrzeć, wiele gazet codziennych w ogóle zrezygnowało z usług etatowych dziennikarzy posiadających jaka taką wiedzę na ten temat. Dlaczego?

Wiele lat temu starałam się o możliwość pisania recenzji baletowych i tanecznych pewnej gazecie. Ówczesny szef działu kultury na słowa balet klasyczny otrząsnął się obrzydzeniem  i zapowiedział, że absolutnie go to nie interesuje, bo „my się staramy być redakcją nowoczesną”… Nie podjęłam dyskusji. W innej redakcji dowiedziałam się, że temat sytuacji
polskiego baletu jest „zbyt hermetyczny i specjalistyczny”, żeby to mogło zainteresować
czytelników. Nie skomentowałam, że regularnie sama czytuję na ich łamach teksty o fizyce czarnych dziur, dotyczące alternatywnej sceny muzycznej albo formacji młodych brutalistów. I tak balet przestaje istnieć w przestrzeni publicznej, bo przecież, czego nie pokażą w telewizji – tego nie ma.

Dlatego przeciętny wykształcony Polak nie wstydzi się, że nic nie wie o balecie, jak i ogólnie o muzyce klasycznej. Z wyłączeniem opery! Opera stała się modna dzięki reżyserom, którzy przeprowadzili w niej zapóźnioną w naszym kraju rewolucję inscenizacyjną oraz obecnie dzięki kilku znakomitym śpiewakom, którzy przebili się do świadomości społecznej jako „celebryci” z pieczątką sukcesu na najlepszych zachodnich  scenach. O tym, że nasi tancerze od lat, a nawet wieków (Balety Diagilewa) zasilają najlepsze światowe kompanie, są cenionymi solistami, pedagogami i choreografami – tego nie wie nikt. A kiedy już trafi
się jakiś informacyjny „rodzynek”, okazuje się, że pomylenie tytułu pierwszego tancerza z baletmistrzem, a baleriny z baletnicą też nie jest powodem do wstydu. A przecież to tak, jakby nazwać Matejkę plakacistą, albo Miłosza powieściopisarzem – co za różnica!

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Balet nie istnieje?

  1. Corcia pisze:

    Gratuluje pierwszego wpisu! 🙂 Nie wstydzą się, że nie wiedzą i sami na tym najwięcej tracą. Cóż, więcej miejsc na parterze dla nas… choć ostatnio mam wrażenie, że jest trochę trudniej niż kiedyś o dobre miejsce na „wejściówce”.

  2. Chiaranzana pisze:

    Balet istnieje, wystarczy wyjechać poza granicę naszego kraju. Wszystko zależy od edukacji kulturalnej która moim zdaniem się skończyła. Zwłaszcza nie rozumiem negacji wśród ludzi wykształconych w muzyce klasycznej, którzy o balecie a szerzej o tańcu nic nie wiedzą i traktują go jako „per noga”. Muzykolodzy, krytycy muzyczni, operowi … i to jest tragiczne.
    Gratuluję bloga i czekam na …kontynuację.

  3. jaromir pisze:

    To fajnie , ze ktoś taki będzie dzielił się swoimi przemyśleniami i wrażeniami w blogowej formie. Bardzo ciekawa, stonowana, a jednocześnie wyrazista grafika oddaje klimat.
    Gratuluję podjęcia się blogowania – będę tu zaglądał, chociaż jakoś przykro czyta się , bo trudno o dobry nastrój, gdy porusza się problemy, a na wstępie ten podstawowy, ze balet jest postrzegany w Polsce tak jak jest postrzegany, a chcielibyśmy, aby było inaczej.
    Jak sobie przeglądam strony zagranicznych teatrów i zespołów, ich repertuar, to dochodzę do wniosku, ze nie jest tak źle w Polsce na tle wielu krajów. Z tym , ze tam taniec zyskuje, a u nas w porównaniu z przeszłością , która jeszcze pamiętam jakby tracił, tracił w odbiorze, tracił na zasięgu i uznaniu w szerszych kręgach. Tym ważniejsza jest zwartość, integracja tych osób dla których to jest ważne.
    Jestem przekonany, ze ten blog będzie temu chociaż odrobinę służył. Nie wszystko stracone – głowa do góry. Jeszcze raz gratuluję pomysłu.

  4. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Dziekuje wszystkim za słowa wsparcia i zachety. Ja tez uważam, ze polski taniec i balet w tej chwili przechodzi prawdziwą rewolucje przez pzyspieszoną ewolucję 🙂 Nowe osoby na czele wiekszosci naszych zespołów, nowe, coraz bardziej międzynarodowe (jak wszędzie na świecie) składy zespołów, nowe choreografie spoza kregu znanych i lubiany, wielośc stylów… Do pełni szczęscia brakuje zauważenia tego przez tzw. publikatory, które zauwazają najbardziej fikusne i hermetyczne wystawy sztuki współczesnej, ale nie zauważają premier baletowych – albo w bardzo ograniczonym stopniu 😉

  5. Iga pisze:

    Moje zajmowanie się rozwijaniem zainteresowania sztuką baletowa i operową od ponad 10 lat w szkołach, pewnego małego środowiska prowincjonalnego, pozwoliło mi się przekonać, że tego rodzaju sztuka jest potrzebna. W ciągu tego czasu spowodowałam obejrzenie w TWON ok.100 spektakli przez dzieci, młodzież, ich rodziny, znajomych, zwiedzanie kulis teatru, uczestniczenie w spotkaniu z niektórymi artystami. Pozwolę sobie przytoczyć parę spostrzeżeń na temat.
    Jeśli chcemy zainteresować tego rodzaju sztuką, powinniśmy więcej, szeroko o niej mówić. W świadomości przeciętnego człowieka, klasyka znaczy przeżytek, staroświecki, odrzuca się jako nie na czasie nie modne. Jeśli już ma ktoś zdecydować się na wyjście do Teatru Wielkiego, to często pada pytanie, co to za aktorzy i w jakim filmie grali, czy to ktoś, kogo znamy z telewizji. Propozycja pójścia na przedstawienie baletowe wywołuje powszechne przerażenie, że w balecie się nie mówi. I co teraz? – Popadanie w popłoch. Najlepiej dać sobie z tym spokój. Zainteresowanie określonym spektaklem ogranicza się tylko do wybierania tematyki przedstawienia, fabuły. Temat baśniowy dla młodzieży i dorosłego to nieomal ujma na honorze.
    Jako osoba promująca ten rodzaj sztuki, przekonałam się, że zainteresować się da, nawet w dzisiejszych czasach, bez względu na wiek, zawód, wieś czy miasto, czy też środowisko społeczne. Klasyka nie byłaby klasyką gdyby nie miała głębi wartości zawsze aktualnych, bogactwa treści i emocji, wśród których każdy człowiek gdzieś jest w stanie się odnaleźć. Z relacji wielu ( bez przygotowania artystycznego) grup z którymi przyszło mi wybrać się do Teatru Wielkiego wynika, że szukają czego innego, niż w środkach masowego przekazu. Bardzo wielu zwykłych, przeciętnych ludzi, nie tylko wykształconych, docenia walory wychowawcze i estetyczne baletu czy opery i wręcz każe swoim dzieciom uczestniczyć w spektaklach, sami włączając się również. Ci twierdzą zgodnie, że za mało jest okazji ( mówię tu o prowincjonalnych , małych środowiskach) do kontaktu z tego rodzaju sztuką i cieszą się, jak ktoś zorganizuje dla nich taką możliwość. Muzyka klasyczna, opera, balet są sztuką trudną, bo niecodzienną, której odbioru trzeba się stopniowo uczyć aby móc świadomie ją wybrać spośród całej rzeszy otaczających ofert kulturalnych. Nie ma co ruszać na balet czy operę, jak również koncert muzyki klasycznej bez uprzedniego ukierunkowania, przygotowania do odbioru i to na wielu płaszczyznach. Bardzo ważna jest również ewaluacja, podzielenie się wrażeniami, wyjaśnienie wątpliwości po spektaklu. O sztuce masowej mówi się głośno i na każdym kroku, natomiast bardzo nieśmiało, jakby ukradkiem o muzyce poważnej, a co do baletu………., trzeba po prostu dobrze i długo szukać go w mediach.
    Telewizja posiada największą siłę przekonywania. Ważny, bo pokazywali, czy mówili w telewizji. Nieobecny, niepotrzebny, znaczy niezrozumiały, bo obcy. Dlatego również podzielam opinię o przywróceniu programów edukacyjnych na antenie TV. Oczywiście bardzo ważna jest osobowość prowadzącego pełna pasji, która pociągnęła by za sobą.
    Zrozumieć daną operę, czy balet, aby nie zasnąć, to nie tylko poznać język jakim posługują się, umieć również odnaleźć w nich syntezę wszelkich sztuk, tło formowania się danego dzieła artystycznego. Jak każda sztuka, tak i balet wyrasta na gruncie jakiejś świadomości społecznej, dziejów ludzkości czy danego narodu, o czym znów należało by mieć odrobinę podstawowej wiedzy.
    Tu można rozważać dalej, co z poziomem edukacji, w dzisiejszym szkolnictwie, wynikającym przecież z systemu wartości naszego dnia codziennego. Przeciętne szkoły niestety w założeniach programowych ani w realiach w jakich funkcjonują nie są w stanie w sposób zadowalający zrealizować tego zadania. Nie byłabym za objazdową Filharmonią po salach gimnastycznych szkół jako zachęcającą formą początkową. Częściej staje się śmieszna lub drażliwa niż przekonująca. Opera czy balet powinny mieć oprawę w postaci miejsca godnego jej odbioru, dopiero robią wrażenie, wywołując znaczące przeżycie estetyczne.
    Wróćmy do programu szkolnego. Jest jeden temat, potraktowany bardzo powierzchownie, gdzie figuruje m. in. wzmianka o tym, że coś takiego jest jak balet, coś tam ogólnie o reformach, parę nazwisk, tytułów i to wszystko, czasem jeszcze jakiś fragment muzyczny do wysłuchania. Szybko się o tym zapomni nie powracając do tematu. Pomijam tu szkolnictwo artystyczne czy bardzo rzadko spotykane klasy profilowane o tym charakterze lub programy autorskie. Trudno się później dziwić, że w sumie ,,przeciętny z ulicy” człowiek wykształcony, nie poczuwa się do znajomości czegoś, o czym się nie mówi.
    Nadzieja jednak pozostaje, biorąc pod uwagę, że mamy wielu świetnych tancerzy, coraz ciekawsze spektakle i zajęte miejsca w teatrze.

  6. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Igo, doskonale zdiagnozowałas problem ale tez ciesze się ze masz dobe doświadczenia i nie załamujesz rąk 😉 Zarówno ja, jak i moja mama nauczycielka mamy wspaniałe doświadczenia związane z wprowadzaniem dzieci i młodych ludzi w świat opery i baletu. Trzeba jednak zastosowac w zalezności od grupy docelowej rózne podejscia i sztuczki w zalezności od grupy docelowej. Mojej mamie udało sie poprzez przygotowywanie dzieci do odbioru spektakli (pogadanka, wyjaśnienie czemu nie mówią, czemu i jak tańczą, jakiego przygotowania to wymaga, o czym to bedzie, na co zwrócic uwagę) doprowadzić do tego, ze dzieci z jej klas wychowawczych przychodziły po pewnym zasie i pytały: kiedy znów pójdziemy na balet? Podobnie mój tata, który niedługo tez był wychowawcą i stosował te same metody. Mawiał: mozecie tego nie polubic, mozecie nigdy więcej w życiu nie pójść do opery czy filharmonii, ale ja chce wam dac okazję zobaczyc czym to jest. I jego uczen po kilku latach sotkany na ulicy opoiadał jak to swoją dziewczynę zabrał na elegancką randkę… do opery. Wystarczy więc dać dzieciom (i dorosłym) szanse spotkania sę z prawdziwa sztuka ale przy małym przygotowaniu: tak aby to co inne, nieznane, dziwaczne nie budziło smiechu, zdziwienia lub znudzenia. małym chłopcom opowiadac ze tancerze musza trenowac jak sportowcy, miec kondycję, tłumaczyć dlaczego nosza obcisłe kostiumy – podobnie jak sportowcy. Dorosłym tłumaczyć konwencję, potrzebe zapoznania się wczesniej ze streszczeniem tak, aby w czasie spektaklu nie musiec doczytywac „co oni śpiewają” albo „która to ta spiąca królewna”? Niestety, tak ak napisałaś, zarówno młody jak i dorosły człowiek obecnie nie bardzo skąd ma wynieśc taka podstawowa wiedzę, chyba ze z muzykalnej rodziny, od szalonego nauczyciela-pasjonata, nawiedzonej koleżanki z klasy/roku, albo – jesli już złapie bakcyla – z Internetu

  7. Michał pisze:

    Bardzo się cieszę, że znalazłem Pani bloga !
    Mało jest miejsc w internecie z aktualnymi informacjami o polskim balecie.
    A to szczególnie istotne choćby dla osób takich jak ja – czyli „gorzej wykształconych z mniejszych ośrodków”.
    Pani diagnoza, że balet nie istniej w jest szczególnie trafna własnie w mniejszych miastach, miasteczkach o wioskach nie wspominając. Myślę, że mieszkaniec Warszawy, Poznania, Łodzi czy trójmiasta, ma chociaż teoretyczna możliwość natknięcia się chocy na jakiś plakat informacje cokolwiek ! U mnie – a na co dzień mieszkam w niedużym mieście z tak zwanej ściany wschodniej – balet nie jako sztuka ale wręcz jako słowo ktore coś znaczy ponad dobrą imprezę nie funkcjonuje. Szkoła, dom kultury, jakiś teatr nie mówią na ten temat nic. Całkowicie nie ma. Jak Panie zauważyły wcześniej media elektroniczne z niewiadomych powodów uparcie milczą o balecie. Więc generalnie dla ludzi nieco młodszych niż ja którzy mogli zobaczyć w telewizji sporo dobrych przedstawień to nawet nie puste słowo, to słowo bez znaczenia albo o znaczeniu kompletnie innym. Znów nawiązując do wczesniejszych komentarzy powiem, że nie trzeba dużo aby to zmienić. Kontakt bezpośredni z teatrem, z jego klimatem z oprawą jakżeż inna od tego co oferuje zwykły dzień może (oczywiście nie musi) coś tam wzbudzić. Obserwuję to na kilku przykładach, które miały okazję być w Warszawie czy Poznaniu na przedstawieniach. Iskra się tli ! Oczywiście aby się tliła musi trafić na osoby o jakiejkolwiek wrażliwości. Jakiejkolwiek …
    A i oto coraz trudniej.
    Nadzieję upatruje właśnie w takich miejscach jak Pani.
    Czas telewizji jako medium kształtującego odiorcę dla baletu został całkowicie stracony, ale przychodzi w/g mnie nowy czas. Własnie czas internetu. Nasza-klasa, Facebook (głowie on…) zaczynają dla młodych ludzi mieć znaczenie opiniotwórcze w stopniu większym niż telewizja.
    A te media nie są zależne od widzimisię jakiegoś redaktora który może coś lubić lub nie. Tutaj więcej siły jest w poszczególnych osobach. A w zasadzie w grupach ludzi.
    Ufff trochę jak na pierwszy raz dużo i chaotycznie – ale cóż musiałem ! 🙂
    Trzymam kciuki Pani Katarzyno za powodzenie tej strony !

    Z Pozdrowieniami
    Michał

    • Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

      Dziekuje Michale. Życze powodzenia w zgłebianuu tajników sztuki baletowej i nie tylko i zapraszam na forum balet.pl – tam dopieo jest pole do nauki i dyskusji! Widać miłosnicy baletu muszą sami stwarzac sobie – własnie w Internecie – miejsca dla krzewienia swojej pasji. Wiem doskonale, jak mały impuls moze rozbudzic zainteresownaie jakąs „niszową” w naszym środowisku sztuką: wielu melomanów dotarło do opery poprzez koncert 3 tenorów. Dzis opera w Polsce przezywa nowy renesans, moim zaniem balet tez – jelsi chodzi o to, co pojawia się na naszych nielicznych aletowych scenach i licznych scenach tanecznych, ale jakos nie zdąrzyło sie to jeszcze przebić do szerszego odbiorcy. Moze trzeba gali 3 pierwszych tancerzy lub 3 primabalerin?

  8. JL pisze:

    Trudno się nie zgodzić z większością tego co wyżej
    Aczkolwiek mój sprzeciw budzi stwierdzenie, że chłopcom trzeba mówić, że tancerz ćwiczy tak ciężko jak sportowiec i że tak samo jak sportowiec nosi obcisły kostium. Owszem parametry wydolnościowe i fizyczne tancerza i sportowca są podobne ale co z tego skoro wysiłek i przygotowanie ciała obu ma inny cel, ruch inny charakter, a to one są oceniane, asymilowane bądź odrzucane. Podobnie z kostiumami, to że w niektórych dyscyplinach sportowych nosi się obcisłe kostiumy po to by zmniejszyć opór powietrza i być szybszym o ułamki sekund nie znaczy, że tancerz wygląda tak samo jak panczenista. Trykoty spełniają inne zadanie, mają inna historię. Rozumiem, że analogie sportowe stosuje się po to aby podnieść status i niby zmienić postrzeganie mężczyzny w balecie. Ale to ślepa uliczka, sztuczna zasłona. Warto zaakceptować, że wizerunek mężczyzny w balecie jest transgresją czyli przekroczeniem obowiązujących dziś norm tego co męskie i niemęskie. I nie ma w tym nic złego, strasznego co trzema ugłaskać ponieważ sztuka powinna rządzić się innymi prawami. Taniec teatralny zachodu to określona estetyka i konwencja, która ma swoje źródło w baroku. A jak wiadomo wówczas obowiązywały inne wzorce kulturowe. Jeżeli od dziecka uczymy się w szkole, że w średniowieczu ideałem osobowym był święty bądź rycerz równie dobrze możemy sobie uzmysłowić, że w baroku wzorce męskości były inne niż współcześnie, a także rozwinąć to zagadnienie i opowiedzieć jak one kształtowały się wraz z rozwojem baletu. Skąd i dlaczego wzięły się uprzedzenia wobec mężczyzn w balecie ?. To na tym warto się skupić bowiem wspomniane zagadnienia są o wiele bardziej interesujące niż sportowe uniki. Te prędzej wzbudzą reakcje jaką pokazał ojciec z filmu „Billy Elliot”. Rozumiem, że dla wielu tancerzy piętno tzw. „niemęskości” może być dyskomfortem, jednak twierdzenie „że nogi tancerza to takie same nogi jak piłkarza” 🙂 nic nie zmieni. Jakkolwiek w ustach uroczego i utalentowanego tancerza NBP brzmi rozbrajająco ale na prawdę nie zaklinajmy rzeczywistości. Nicolas Le Riche to nie Leo Messi i na odwrót nawet jeżeli obaj są wirtuozami ale każdy w swoim fachu.

    • Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

      JL- oczywiście, masz rację, przykład z porównaniem tancerzy do sportowców był uproszczeniem, ale był to przykład wziey z mojej praktyki z dziecmi w wieku wczesno-szkolnym. Tu jeszcze niby zarzut „niemęskości” nie miał wielkiego znaczenia, raczej kwestia niezwykłego ubrania. ozatym inaczej niż dziewczynki, chłopców dzis nie zwabi bajkowy koloryt – wola wojownicze żółwie albo Batmana ;)) natomiast reakcja podczas wykładów czy oglądania spektakli wywołana refleksja o sprawności fizycznej tancerzy yła bardzo żywa i czytelna. Oczywiście to tylko jeden z „chwytów” w opowiadaniu o balecie, o którym czesto (choć nigdy go nie wizieli) uczniowie juz gdzies słyszeli ze to przezytek, „głuie”, „smieszne” lub własnie „niemęskie”. Myslę, ze ogólnie najlepiej srawdza sie zarażanie własną pasja i miłoscią do ukochanej sztuki -dzieci, ale i osoby drosłe od razu chwytaja prawdziwa fascynacje, szczery zachwyt i pasję.

  9. Iga pisze:

    Nigdy nie wiadomo kiedy i w jakim wieku ktoś może odkryć w sobie jakieś fascynacje.
    Pierwszy raz, kiedy zorganizowałam dla młodzieży nastoletniej możliwość obejrzenia spektaklu w TWON, którym był ,,Dziadek do orzechów”, okazało się, że bardzo duża grupa wśród nich, to osoby o wielkiej wrażliwości. Zachwyt był niesamowity. Już w przerwie spektaklu usłyszałam ,, Proszę panią, jakie to śliczne……” Nalegano o natychmiastową rezerwację kolejnego przedstawienia. I tak się zaczęło. Później współpraca z innymi różnymi szkołami i instytucjami z okolicy. Krąg sympatyków się poszerzał. Z czasem utworzyła się bardzo duża grupa stałych bywalców, która chłonęła wszystko, na czym można było bywać. Wykształciły się upodobania bardziej w kierunku opery albo baletu. I nie ma tu znaczenia płeć. Niektórzy bywali po kilka razy na tym samym spektaklu. Większość przedstawień można było obejrzeć 2, 3, 4 razy, inne prawie co roku, m. in. np. ,,Jezioro łabędzie” z tej racji, że najsłynniejszy balet, który wypadałoby znać, czy opery Moniuszki, jako, że polskie, narodowe.
    Każdy spektakl jednak musiał być omówiony wcześniej pod kątem: historycznym, muzycznym, plastycznym, jako dzieło artystyczne, będące syntezą różnych dziedzin sztuki, jako dorobek kultury, ludzie – współtwórcy, znaczenie w dziejach kultury światowej, narodowej. W przygotowaniu do odbioru wykorzystywane były rekwizyty, mapy ( np. geograficzne umiejscowienie ), cytaty, ciekawostki, plansze, zdjęcia, nagrania. Każdy spektakl wnosi coś nowego o czym można długo rozprawiać. W ukierunkowaniu między innymi zawsze młodzież musiała wykonać określone zadanie oglądając później przedstawienie. Odszukać odpowiedzi na wskazane pytania, rozwiązać zagadki, niedomówienia celowo wprowadzane w trakcie przygotowania do spektaklu. Po obejrzeniu uczestnicy wspólnie dzielili się refleksjami w dyskusji lub wykonywali ciekawe pisemne spostrzeżenia..
    Niedługo gusta u stałych bywalców okazywały się wymagające, niekiedy zaskakujące. Bardzo mnie zdziwiło, gdy tuż po zasuniętej kurtynie, po balecie ,,Szymanowski” ( Pieśń o nocy, Stabat Mater, Harnasie) młodzież podnosząc się z krzeseł pyta, kiedy jedziemy następny raz na ten balet.
    Osoby będące wielokrotnie na spektaklach baletowych nie miały problemu z jego odczytaniem.
    Umiały w poszczególnych ruchach, scenach odnaleźć treść, poszczególne zdarzenia, emocje. Itd..
    Pojawiali się faworyci wśród artystów, znały ich nazwiska, potrafiły ocenić po swojemu, z całą powagą ich wykonanie, porównywać, umotywować dlaczego tak, a nie inaczej.
    Muszę przyznać, że chociaż małe środowisko, uważane od zawsze za jałowe kulturalnie, to wykazało bardzo dużą grupę stałych bywalców TWON i miłośników tak trudnej sztuki . Do tej pory, wiele osób w różnym wieku, spotkanych w przypadkowych okolicznościach dopytuje się, na co w najbliższym czasie jest wyjazd? Chętni są, bez względu na wzrastające nieustannie ceny biletów, przejazdów. W środowisku słowo teatr kojarzy się głównie z teatrem operowo – baletowym . Doszło do tego, że wśród polonistów zdarzają się również i tacy, którzy organizują dla młodzieży wyjazdy do TWON na balet lub operę.
    Natomiast lepszy dostęp do kultury w dużym mieście też traktowany bywa różnie.
    Kiedy ileś lat temu byliśmy w TWON na zwiedzaniu kulis teatru, wówczas dwudziesty któryś raz w ogóle w Teatrze Wielkim, przewodnik słysząc, że grupa z prowincji, z przekonaniem i współczuciem pokiwał głową, że z pewnością pierwszy raz w życiu TWON. Później usprawiedliwiał swoją wypowiedź, że właśnie grupa z warszawskiego LO, oprowadzana przed chwilą, zaszczyciła pierwszy raz w życiu TWON.
    Pomimo, że dla zachowania równowagi dobra i zła w przyrodzie, czuwają jak zwykle uporczywi tzw. przeszkadzacze – obóz krytykantów, obrońcy starego porządku rzeczy, to jednak najwyraźniej tego rodzaju sztuka jest potrzebna o czym świadczą powyższe przykłady.
    Na zakończenie, aby nie przesłodzić wywodów przytoczę fakt:
    Spotykam się z rozżalonym rodzicem dziecka, które po północy ( dłuższy dojazd) wróciło z Teatru Wielkiego. Nie mogło odrobić lekcji, bo j. polski jest codziennie, a wyjazd do teatru był wkrótce po zajęciach w szkole. Okazało, że poniosło konsekwencje ukulturalniania z komentarzem polonistki: ,,Skoro wybierasz teatr…………”

  10. Chiaranzana pisze:

    Czyli nie była to polonistka! eh. tak polska kulawa edukacja … A co do tego ze różni ludzie są po raz pierwszy za kulisami teatru to wina polityki danej instytucji. Przecież żaden teatr nie zachęca do zwiedzania i obserwowania pracy w pracowni kostiumologicznej czy szewskiej.

    • Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

      Chodziło chyba raczej o to, że przewodnik sądził, ze wycieczka młodych ludzi spoza stolicy jest WOGÓLE po raz pierwszy w opeze jako budynku, a nie za kulisami, tymczasem oni byli wielokrotnie na spektaklach w odróznieniu od „warszawskich” dzieci, które przyjechały na wycieczke po zapleczu, a nigdy nie widziały żadnego spektaklu

  11. Iga pisze:

    Tak, chodziło o to, że prowincja jakoby tym bardziej nie interesowała się operą i baletem skoro warszawiacy nie bywają w TWON.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*