O „Greku Zorbie” w Łodzi

O premierze baletu „Grek Zorba” w Teatrze Wielkim w Łodzi napisałam na portalu taniec.POLSKA

Link do tekstu TUTAJ

fot. Paweł Augustyniak / TW w Łodzi

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Don Juan – seksoholik

Niezwykle cenię Roberta Bondarę jako choreografa, nawet jeśli nie wszystkie jego dotychczasowe prace doceniłam i oceniłam jednoznacznie pozytywnie. To artysta poszukujący, zanurzający się w tworzonym przez siebie dziele i poszukujący najrozmaitszych tropów, które może w nim wykorzystać, a przy tym, od jakiegoś czasu, wraz z grupą stałych współpracowników, tworzący sceniczne wizje trafiające w mój gust estetyczny. Wreszcie – niezwykłe jest obserwować jak artysta tej miary rozwija się na gruncie choreograficznym od swej pierwszej pracy przygotowanej na konkurs im. Bronisławy Niżyńskiej, poprzez liczne prace warsztatowe podczas Kreacji Polskiego Baletu Narodowego, pierwsze zamówienia ze strony macierzystego teatru, aż po  balety tworzone na innych scen, zarówno polskich jak i zagranicznych. Gdy więc Robertowi Bondarze zaproponowano funkcję kierownika baletu Teatru Wielkiego w Poznaniu, wiedziałam, że znajdzie tam pole do swej pracy twórczej i ciekawa byłam rezultatów. Poznań zachwycił się wcześniej jego reżyserią i choreografią w operze Legenda Bałtyku, ale czy gotów jest na chorograficzny eksperyment Bondary? I czy Bondara gotów jest na odpowiedzialne stanowisko, na którym wymaga się nie tyko kreatywności i silnej osobowości, ale umiejętności balansowania pomiędzy swoją dobrze pojętą ambicją artystyczną, a gustami widowni? Po premierze Don Juana na scenie Teatru Wielkiego im. Moniuszki mogę powiedzieć, że tak. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Być jak Małgorzata Gautier

Uwielbiam gościnne występy tancerek i tancerzy z innych zespołów w naszych, warszawskich spektaklach. Nie zdarza się to często, bo m.in. tym balet różni się od opery, że niezwykle trudno „wskoczyć” z marszu w obcy dla siebie spektakl – wyrafinowane partnerowania i wirtuozowskie podnoszenia wymagają czasem tygodni, jeśli nie miesięcy prób, aby partnerzy się zgrali, aby wszystko wyszło nie tylko poprawnie i bezpiecznie, ale przede wszystkim lekko. Na szczęście bywa, że niektóre spektakle – wielkie tytuły klasyczne albo tzw. klasyka XX i XXI wieku – są grane na wielu scenach w tej samej choreografii. Wtedy tancerz lub tancerka, która tańczy w takim przedstawieniu w swoim macierzystym teatrze i ma rolę „zrobioną”, nie musi się uczyć nowych kroków, a „jedynie” nowego partnera/partnerki lub partnerów scenicznych. Takie występy zaś dają nie tylko publiczności możliwość zobaczenia bez ruszania się z własnego miasta kogoś innego, nowego, innego stylu tańca, ale także zapraszającemu zespołowi odświeżenie spojrzenia na spektakl, nową mobilizację, okazję do zobaczenia innego stylu pracy… Takie okazje mieliśmy w tym sezonie już dwie: raz, gdy we wrześniu w warszawskim Jeziorze łabędzim partię Matyldy wykonała Ksenia Ovsyanick (musiała się nauczyć dużej części nowej dla siebie choreografii Krzysztofa Pastora) i teraz, gdy jako Małgorzatę Gautier w Damie kameliowej mogliśmy oglądać Annę Tsygankovą z Het Nationale Ballet.  Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nowa – nie nowa Giselle

Gdy na początku sezonu Teatr Bolszoj ogłosił, że w ramach transmisji kinowych pokaże nową wersję choreograficzną Giselle autorstwa Aleksieja Ratmańskiego, trochę się obawiałam. Rosyjski choreograf (dawniej dyrektor baletu moskiewskiej sceny w latach 2004-2008 i choreograf-rezydent American Ballet Theatre) jest znany z jednej strony jako zapalony rekonstruktor dawnych baletów romantycznych i klasycznych, a z drugiej – realizuje też własne wersje popularnych baletów, które jednak nie do końca mnie przekonują. Bliżej premiery tej realizacji, która miała miejsce w Bolszoj 21 listopada ubiegłego roku okazało się, że Ratmański tworzy po swojemu oczyszczoną i miejscami przeredagowaną, ale jak najbardziej klasyczną choreografię wg znanych z innych światowych scen i sceny moskiewskiej wzorców, czyli połączenia spuścizny choreograficznej (jak można domniemywać, bo jak wiadomo żadne zapisy pierwotnej choreografii nie istnieją) Jeana Coralliego, Julesa Perrota, Mariusa Petipy (który w Rosji wystawił swoje wersje Giselle aż 4 razy), a także bliższych naszym czasom Aleksandra Gorskiego i Jurija Grigorowicza. Wersja baletu autorstwa tego ostatniego jest zresztą wciąż w repertuarze Teatru Bolszoj i mimo upływu lat ma się doskonale. Kilka lat temu była zresztą z wielkim sukcesem transmitowana do kin oraz wielokrotnie powtarzana w retransmisjach, w gwiazdorskiej obsadzie ze Swietłaną Zacharową i Siergiejem Połuninem w głównych partiach. Po obejrzeniu wersji Ratmańskiego przyszło mi na myśl popularne stwierdzenie: „lepsze jest wrogiem dobrego” i choć każdy ma prawo do własnych interpretacji nieśmiertelnych tytułów i własnych poszukiwań twórczych, to nie do końca jestem przekonana, jaki cel chciał osiągnąć choreograf i co jego zmiany wniosły lub dodały tej Giselle? Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Dziadek do orzechów niejedno ma imię

Między Świętami Bożego Narodzenia i Nowym Rokiem udało mi się dotrzeć na spektakl Dziadka do orzechów w Operze Wrocławskiej. Premiera miała miejsce 6 grudnia dopiero co minionego 2019 roku i spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem publiczności i krytyki. Nic dziwnego, bo Dziadek do orzechów w choreografii Youriego Vámosa to swego rodzaju klasyk XX wieku, choć akurat z techniki tańca klasycznego korzysta w stopniu bardzo umiarkowanym. Premiera tej inscenizacji miała miejsce w latach 80-tych XX wieku, ale przedstawienie nie starzeje się zupełnie, bo w warstwie scenograficznej nawiązuje do klasycznych wyobrażeń na temat XIX-wiecznej Dickensowskiej Anglii i obrazków z książek dla dzieci, a w warstwie choreograficznej posługuje się niezwykle oryginalnym i bogatym językiem tańca współczesnego Vámosa, połączonym z elementami klasyki (m.in. pas de deux Klary i Dziadka do orzechów). Największym jednak atutem, który docenić musi nawet taka tradycjonalistka baletowa, jak ja, jest… zmienione libretto, które paradoksalnie niemal niczego Dziadkowi do orzechów nie odbiera, a dodaje mu bogatszej dramaturgii. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Sen nocy letniej w Operze Krakowskiej

Zapraszam do lektury mojej recenzji tej premiery na portalu taniec.POLSKA – TUTAJ

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rajmonda na wpół ożywiona

Tydzień temu w kinach na całym świecie, w tym w kilkudziesięciu w Polsce, rozpoczął się jubileuszowy, bo już dziesiąty, sezon transmisji i retransmisji spektakli baletowych ze sceny Teatru Bolszoj w Moskwie. Transmitowano po raz pierwszy na żywo Rajmondę, balet z 1898 roku, stworzony przez Mariusa Petipę do muzyki Aleksandra Głazunowa. Oczywiście, jak to z XIX-wiecznymi baletami bywało i bywa, do naszych czasów nie przetrwała tamta, historyczna wersja. Choreografię, a nawet libretto Rajmondy „po drodze” przez czas przerabiali i poprawiali, albo po prostu przeinaczali, przekazując sobie to, co pamiętali, najróżniejsi choreografowie i pedagodzy. Jedni nieświadomie (z powodu zawodnej pamięci), inni świadomie – w celu uatrakcyjnienia widowiska, podążania z duchem czasów, etc. zmieniali i samą warstwę ruchową, i interpretacyjną, i treściową. Rajmonda to typowy balet divertissement, w którym fabuła (wyjątkowo zresztą wątła, nawet jak na XIX-wieczną „ramotkę”) stanowi jedynie pretekst do tanecznych popisów, feerii kostiumów, tańców różnych narodów oraz fantastycznych wizji przedstawionych za pomocą tańca klasycznego o najwyższym stopniu trudności. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Radziecki „Spartakus” w Royal Opera House

Ponieważ lata temu popełniłam dość udany esej wprowadzający w książeczce towarzyszącej nagraniu baletu Spartakus w serii płyt DVD „La Scala” pozwalam sobie teraz przytoczyć go tutaj, jako słowo wstępne do recenzji londyńskiego spektaklu tego baletu w wykonaniu baletu Teatru Bolszoj.

„Choć Spartakus, w przeciwieństwie do XIX-wiecznych rosyjskich baletów klasycznych nie podbił całego świata, niewątpliwie należy do arcydzieł tej sztuki. Sama kompozycja Chaczaturiana, którą twórca określił jako napisaną współczesnym językiem muzycznym, we współczesnym rozumieniu formy muzyczno-teatralnej, porywa pięknymi melodiami, zawartą w niej energią i barwną instrumentacją.

Libretto na podstawie kronik rzymskich opracował Nikołaj Wołkow. Balet miał odzwierciedlać najważniejsze idee komunizmu: walkę o wolność uciemiężonych ludów i klas społecznych. Spartakus był doskonałym ucieleśnieniem takiej właśnie walki. Chaczaturian twierdził zresztą: W sztuce teatralnej i filmowej, pociągają mnie, jako kompozytora, obrazy heroiczne, „prawda namiętności”, wielkie konflikty społeczne. Skomponował prawie trzy godziny muzyki pełnej patosu, opartej na motywach marszowych, ale również egzotycznych i orientalnych tańcach. Do najbardziej wzruszających, a jednocześnie najbardziej znanych fragmentów partytury należy liryczny temat obrazujący miłość Frygii i Spartakusa. Obok niego w ucho wpada marszowy taniec Spartakusa i triumfalne wejście rzymskich legionów. Muzyka w zależności od ilustrowanej sceny skrzy się bogactwem, uderza mocą, wybucha zgniłkiem bitwy lub wesołej zabawy ucztujących Rzymian. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nieludzka precyzja, czyli „Jezioro łabędzie”z Bolszoj w Londynie

O zespole baletowym Teatru Bolszoj w Moskwie napisano już jeśli nie wszystko, to tak dużo, że trudno coś dodać. Olbrzymi zespół – prawie 200 osób, znakomici soliści i tancerze zespołowi wybierani z najlepszych absolwentów rosyjskich szkół baletowych, a od niedawna także innych nacji (pojawili się Kubańczycy, Włosi czy Francuzi), szeroki i coraz bardziej różnorodny repertuar, w którym jednak wciąż dominuje rosyjska i radziecka klasyka i neoklasyka – to buduje wizerunek pierwszej sceny baletowej Rosji. Specyfiką Bolszoj jest m.in. właśnie to, że nadal prezentuje inscenizacje z lat 60., 70. i 80-tych, których próżno szukać na innych scenach, a które są nadal dla baletomanów przyciągające i wartościowe, jak choćby nieśmiertelny Spartakus w choreografii Jurija Grigorowicza – dotąd bezkonkurencyjna baletowa interpretacja tej partytury. W czasach tworzenia miał oczywiście wymowę ideologiczną, ale walka o wolność i samostanowienie jest tematem tak nośnym i uniwersalnym, a historia przywódcy powstania niewolników w czasach rzymskich tak znana, że przedstawienie może swobodnie funkcjonować i dziś bez „socrealistycznych” nawiązań. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Ten zgrywus Ek

Obejrzeć jakikolwiek spektakl baletowy na scenie Opery Paryskiej, w pięknym budynku Opera Garnier i w wykonaniu Ballet de l’Opéra de Paris to marzenie. Obejrzeć na tej scenie wieczór baletowy w choreografii Matsa Eka, a w tym jego najnowszą pracę – Bolero – to marzenie spełnione, które udało mi się wcielić w życie w minionym tygodniu. Mimo że część zespołu paryskiego baletu przebywała właśnie na tournée w Chinach, to teatr do 14 lipca włącznie prezentował swoją najnowszą premierę: Carmen, Another Place i Bolero Eka. Dwie pierwsze choreografie Szwed zrealizował na francuskiej scenie narodowej dawno temu, Bolero przygotował specjalnie na jej zamówienie i to po latach choreograficznego „milczenia”, artysta bowiem odszedł już na twórczą „emeryturę” i zajmował się w ostatnich latach wyłącznie reżyserią teatralną. Dla Paryża jednak zrobił wyjątek, co daje nadzieję, że może jeszcze rozważy swoją decyzję dotyczącą pracy choreografa. O twórczości i języku choreograficznym Eka napisałam dawno temu, podczas studiów na Teorii Tańca ćwiczenie warsztatowe zadane przez Jagodę Ignaczak. Opublikowałam je później w Dodatku baletowym do kwartalnika Trubadur i teraz pozwalam sobie załączyć link do niego, bo widzę, że zupełnie się nie zestarzało… Tekst TUTAJ. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz