W samo południe w Teatrze Bolszoj

Choć nie wybierałam się do Moskwy specjalnie, żeby obejrzeć spektakl baletowy (celem był spektakl opery Don Carlos z udziałem naszego znakomitego basa Rafała Siwka, o czym piszę TUTAJ), to nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby nie zetknąć się na żywo i na macierzystej scenie z tym wspaniałym zespołem i solistami. Szczęściem Bolszoj od jakiegoś czasu ma dwie sceny, na których gra i opery i balety (w zależności od potrzeb i gabarytów przedstawienia), więc choć na historycznej scenie szykowano się do wieczornej opery, na nowej scenie, otwartej w 2002 roku w południe można było obejrzeć składankę baletową z bardzo ciekawym repertuarem i w jak najbardziej pierwszorzędnej obsadzie. W dodatku ceny biletów na nową scenę są o wiele przystępniejsze niż na spektakle w budynku głównym i wynoszą w przeliczeniu od 45 do 270 zł, więc nie wahałam się ani chwili. Kupiłam przez Internet bilet na parterze, aby, skoro już jestem w Bolszoj, nic mi nie umknęło, i dzięki temu mogłam na żywo obejrzeć Klatkę Jerome Robbinsa, Etudes Haralda Landera i można powiedzieć – kultową Carmen-Suitę Alberta Alonso. Dwie pierwsze choreografie były transmitowane w cyklu „Bolshoi Ballet Live” do kin, trzecia – będzie transmitowana  w maju tego roku, była więc i będzie okazja do porównań.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Żarliwa – o Karolinie Jupowicz

Teatr Wielki – Opera Narodowa poinformowała, że z końcem 2018 roku swoją pracę, a tym samym karierę artystyczną, w zespole Polskiego Baletu Narodowego zakończyła pierwsza solistka Karolina Jupowicz. Nie będzie hucznego pożegnania, spektaklu, ukłonów i uścisków, bo artystka od jakiegoś czasu nie wychodziła już na scenę, ale i tak żałuję, że wierni widzowie i wielbiciele talentu tej wspaniałej tancerki nie będą mieli okazji do złożenia jej podziękowań za wszystkie wzruszenia artystycznej, jakimi ich obdarowała.

Swoją drogą cóż to był wspaniały rocznik w Warszawskiej Szkole Baletowej, gdy kończyły ją ramię w ramię Karolina Jupowicz i Izabela Milewska, wkrótce na długie lata dwie wybitne postaci warszawskiej sceny baletowej, tak różne i z powodu emplois, i scenicznego i artystycznego temperamentu, a obie doskonałe! Co więcej – były role, choć nieliczne, które obie artystki wykonywały na zmianę, jak choćby psotna Lisa w Córce źle strzeżonej, Aurora w Śpiącej królewnie i dramatyczna partia Julii w Romeo i Julii. Dopiero oglądanie tak różnych, a pod względem taneczno-technicznym doskonałych wykonań uświadamiało, jak wiele może dać od siebie artysta baletu, jak nadać własny rys postaci, a nawet choreografii – przez sposób wykonania, rozłożenie akcentów, czy grę aktorską wreszcie. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , | 5 komentarzy

Drzewko bonsai i Mandaryn w czasach #metoo

To było do przewidzenia. Zrezygnowałam z części swoich wcześniejszych planów wyjazdowych, aby tylko móc wybrać się do Kieleckiego Teatru Tańca na premierę dwóch baletów do muzyki Béli Bartóka: Drewnianego księcia i Cudownego Mandaryna. Ten pierwszy balet był zresztą bodaj nigdy nie wystawiany w Polsce na profesjonalnej scenie, natomiast Mandaryn, choć miał kilka ciekawych inscenizacji także nie gości na polskich scenach od dawna. Powód to oczywiście z jednej strony problem ze skomponowaniem tych dzieł z innymi w pełnowymiarowy wieczór, bo każde z nich trwa mniej niż godzinę (a wieczory baletowe nie cieszą się takim powodzeniem, jak pełnospektaklowe balety z akcją), z drugiej – chyba wciąż muzyka Bartóka przerasta przeciętnego widza. Partytury to wspaniałe, iskrzące się inwencją, mroczne, miejscami tylko ilustracyjne, ale ilustrujące nastrój, a nie wydarzenia. Prawdziwe fajerwerki orkiestracji, wielka siła ekspresji, przytłaczająca momentami masa dźwięku… czy ta muzyka po 100 latach od skomponowania nadal jest dla słuchacza trudna? Nie odnoszę takiego wrażenia, ale na pewno nie jest „łatwa i przyjemna”. Jeśli zaś dołożymy do tego mroczne i brutalne libretto Cudownego Mandaryna, to wystawianie Bartóka na baletowej scenie to wciąż ryzyko frekwencyjne. Ryzyka Kielecki Teatr Tańca się nie boi, dzięki czemu pojawiła się okazja, aby tak mało jednak znane dzieła obejrzeć właśnie w Kielcach. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wesele w Ojcowie i Harnasie

Gościnny występ zespołu Baletu Cracovia Danza na Dniach Sztuki Tańca organizowanych przez Teatr Wielki – Operę Narodową bardzo mnie ucieszył, bo do tej pory miałam nieliczne tylko okazje podziwiać ten zespół w repertuarze tańców dawnych, a ostatnio każdy mój plan wybrania się do Krakowa niweczyły jakieś nieprzewidziane okoliczności. Cracovia Danza poszerza swój repertuar o wycieczki w inne regiony tańca i efektem tego poszerzania są m.in. dwie polskie pozycje repertuarowe: Wesele w Ojcowie i Harnasie. Wesele w Ojcowie właściwie można by zresztą poniekąd „podciągnąć”, jeśli nie pod „taniec dawny”, to na pewno pod baletową historię, bo dzieło powstało w 1823 roku i nazywane jest pierwszym polskim baletem narodowym. Szkoda,  że nasze sceny nie mają ochoty go kultywować, bo choć libretto jest wątłe, to piękna wystawa i kostiumy oraz tak modne obecnie historycznie poinformowane wykonanie muzyki Karola Kurpińskiego i Józefa Damsego mogłoby zrobić z niego perełkę. Ostatecznie w XIX wieku był to prawdziwy przebój scen i to nie tylko polskich (zagranicznych widzów chyba musiały zachwycać polskie ludowe stroje i żywiołowe krakowiaki i mazury), który osiągnął w samej tylko Warszawie zawrotną liczbę 400 wystawień. Również XX-wieczne Harnasie ze znakomitą muzyką Karola Szymanowskiego robiły furorę na Zachodzie (słynna paryska premiera w 1936 roku w choreografii Serge’a Lifara tańczącego rolę Harnasia), ale obecnie także zbyt rzadko goszczą na rodzimych scenach. Niestety, publiczność niechętnie chodzi na wieczory baletowe złożone z kilku krótszych form, więc dyrekcje równie niechętnie takie wieczory włączają do repertuaru, a i Wesele w Ojcowie, i Harnasie to balety jednoaktowe, niespełna godzinne. Tym większa chwała zespołowi Cracovia Danza, że je wykonuje i że przywiózł je do Warszawy, zgrabnie łącząc oba „wesela” (bo Harnasie przecież też rozgrywają się podczas góralskiego wesela, z którego Harnaś uprowadza Młodą). Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nasz, a jakby nie nasz Chopin

Mam prawdziwy problem z wieczorem baletowym, czy też spektaklem baletowym w dwóch częściach, zatytułowanym Nasz Chopin, który z okazji 100-lecia odzyskania Niepodległości przygotował Polski Balet Narodowy. Moje uczucia i odczucia po obejrzeniu premiery są tak dwoiste, że długo zbierałam się do napisania tej recenzji, i długo ważyłam wszystkie moje „za” i „przeciw”. Postawiłam sobie dwa pytania i dałam sobie dwie sprzeczne (acz tylko pozornie) odpowiedzi: czy przyjemnie mi się ten spektakl oglądało? – Tak. Czy chciałabym go zobaczyć jeszcze raz? – Nie. Dlaczego? Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ulotny wdzięk zasuszonej róży – Giselle we Wrocławiu

Giselle – najsłynniejszy balet romantyczny można wystawić trzymając się wiernie tradycji i pieczołowicie odwzorowując XIX-wieczną choreografię i stylistykę, albo pokusić się o całkowicie nowe odczytanie i interpretację tego baletowego zabytku. Używam słowa „zabytek” w jego najlepszym, godnym szacunku znaczeniu, bo klasyczna Giselle jest czymś ponadczasowym, wartym zachowania, jak zasuszona idealna róża, albo stara fotografia, na której nasi pradziadkowie zasiedli przed obiektywem w swoich najlepszych ubraniach. W mediach przy okazji gdańskiej i wrocławskiej premiery Giselle pojawiło się tu i ówdzie inne słowo – ramotka. Choć w formie zdrobnienia, nadal to słowo o wydźwięku pejoratywnym, tymczasem sądzę, przy całej mojej miłości dla baletów klasycznych, że na takie określenie prędzej zasługują późniejsze balety ze skomplikowaną i nieprawdopodobną akcją, jak Paquita czy Córka faraona, zaś Giselle – nawet w XIX-wiecznym kostiumie, z wieśniaczkami w tiulowych spódniczkach i damami dworu w aksamitnych beretach – dzięki swojej prostocie i subtelności – nadal pozostaje świeża. Premiera w Operze Wrocławskiej, która odbyła się 27 października udowodniła, że jeśli zaprezentujemy dzieło z pietyzmem, szacunkiem i obdarzymy je miłością, nie zapominając o marginesie swobody twórczej, dostosowującej je do dzisiejszych wymogów sztuki baletowej i realiów scenicznych, widz bez mrugnięcia okiem „kupi” ten XIX-wieczny zabytek. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 3 komentarze

Bałtycka Giselle

„Kaszubska Giselle”, „Giselle w tawernie Fala”, „Albert jako narzeczony celebrytki Batyldy” – przyznam, że zapowiedzi nowej wersji słynnego baletu romantycznego, rozpowszechniane przez Operę Bałtycką niespecjalnie zachęcały do obejrzenia spektaklu. Oczywiście rozumiem, ze miały zaciekawiać, podobnie jak streszczenie, opublikowane w sieci, a później w programie do przedstawienia, ale na szczęście okazało się, że nie miały wiele wspólnego z efektem scenicznym, na który wpływ miały artystyczne osobowości i doświadczenie realizatorów. To te nazwiska spowodowały, że chciałam nową Giselle w Operze Bałtyckiej zobaczyć, pomimo wyżej wspomnianych zapowiedzi zalatujących smażalnią i flądrą. A może to miał być swoisty kamuflaż, aby piękno spektaklu zrobiło na widzach jeszcze większe wrażenie? Bo gdańska Giselle choć nowa i „unowocześniona”, odarta z tiulowych paczek romantycznych i tradycyjnego niemieckiego „romantyzmu”, jest na równi z „tradycyjną” piękna, czysta i subtelna. A tego właśnie oczekuję od tego tytułu. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Poloneza czas… przypomnieć

Dziś, czyli 29 września miał miejsce w stolicy Warszawski korowód poloneza. Zorganizowany przez Miasto Stołeczne taniec na ulicach Warszawy był jednym z wydarzeń łączących się z rocznicą stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. I tak też sobie myślę, że jeszcze tylko takie rocznice i takie wydarzenia przypominają nam o naszych pięknych tańcach ludowych i narodowych, a zwłaszcza polonezie i mazurze, które w ostatnich 20 latach zupełnie zniknęły z szeroko pojętej przestrzeni kulturalnej i społecznej. Fakt, że nadal studniówki otwiera polonez. Konia z rzędem jednak temu, kto widział na tych imprezach poloneza „zatańczonego”, a nie jakieś marszowe dyganie w skomplikowanych figurach. Oczywiście, zdarzają się chlubne wyjątki, najczęściej jednak to wuefista lub inny nauczyciel przygotowuje młodzież do tego tańca i skutki bywają żałosne. Nie mówiąc już o tym (choć purystką absolutnie nie jestem), że młodzież traktuje studniówkę jak wyjątkową, ale jednak dyskotekę, i do poloneza staje w strojach niespecjalnie harmonizujących z charakterem tego tańca. No, ale o to już mniejsza. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii edukacja, ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Złote Czubki 2017-18

Wręczam „Złote Czubki” po raz pierwszy! Uprzedzając ewentualne zapytania i kontrowersje, jakie zawsze budzą wszelkie nagrody i werdykty, pozwolę sobie zaznaczyć, że to nagroda tak subiektywna, jak to tylko możliwe, związana z tym blogiem i osobą blogerki, która ogląda to, co ją zainteresuje i zaciekawi, gdzie jest w stanie dojechać i na co ją stać. Nie jest to więc żadne podsumowanie sezonu, a jedyną osobą zgłaszającą kandydatury do wszystkich kategorii (sama sobie), a potem wydającą werdykt ostateczny jestem ja. To miła okazja do sięgnięcia do wspomnień z minionych miesięcy i uświadomienia sobie, kto i co tak na prawdę wywarło na mnie największe wrażenie. nagroda ta jest też forma zabawy, bo nie ma żadnego wyrazu materialnego czy wartościowego – jest jak blog – wirtualna.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Finał, finał, finał

Finał sezonu artystycznego w Polskim Balecie Narodowym był wyjątkowo pracowity. Spektakle Obsesji, Damy kameliowej i Jeziora łabędziego – niektóre zespoły baletowe w Polsce – bez obrazy – nie mają tylu przedstawień w roku, co PBN w czerwcu. Co za tym idzie i ja spędziłam w tym miesiącu kilka wieczorów w warszawskim Teatrze Wielkim, co przypomniało mi najpiękniejsze czasy, gdy do gmachu przy placu Teatralnym biegało się co wieczór. Wejściówka z dłoń i na schodki parteru. Dziś nawet wejściówki mają ceny cokolwiek zaporowe, a miejsc na schodkach już zajmować nie wolno. Zachodzę w głowę, jak to było możliwe, że jako licealistka z kieszonkowym mogłam bywać codziennie w naszej operze, a jako dorosły, ciężko pracujący człowiek nie… Wróćmy jednak do czerwcowych spektakli PBN, bo było na czym i na kim baletomańskie oko zawiesić.  Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje, sylwetki | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz