Masterclass tańczy

Akademia Baletu Masterclass powstała dopiero w 2016 roku, więc tym bardziej imponujące, że jest w stanie zaprezentować taką galę baletową, jaką miałam przyjemność oglądać 12 czerwca w Domu Kultury Kadr w Warszawie. Założycielką Akademii, organizatorką, pedagogiem i dobrym duchem przedsięwzięcia jest Izabela Milewska, pierwsza solistka Polskiego Baletu Narodowego, a wcześniej baletu Teatru Wielkiego-Opery Narodowej. Wspaniale, że artystka o takim doświadczeniu scenicznym i dokonaniach artystycznych dzieli się swoją wiedzą z młodymi, ale i całkiem dorosłymi adeptami sztuki tańca. W Akademii Masterclass każdy może przyjść, jak to od dawna jest na Zachodzie, (a i u nas takie miejsca są coraz liczniejsze, niektóre mogą się poszczycić kilkunastoletnią już historią) i stanąć do drążka, a także, osiągnąwszy jakiś poziom umiejętności, wskoczyć w pointy i wykonać ukochaną wariację klasyczną. Tak właśnie było na gali – podczas wieczoru zaprezentowały się tancerki w wieku dziecięcym, nastoletnim, ale też dorosłym… Chłopców i mężczyzn, za wyjątkiem pedagoga Akademii Adama Kozala i gościa specjalnego Kristóf Szabó, niestety nie było. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii edukacja, ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rozkoszna Coppelia

Wybierając się na transmisję kinową Coppelii z moskiewskiego Teatru Bolszoj zastanawiałam się ile razy i kiedy widziałam ten balet w Polsce. Otóż tylko raz! W Poznaniu w Teatrze Wielkim wystawiono to urocze dziełko w 2009 roku w opracowaniu choreograficznym Sławomira Woźniaka, a partię Swanildy tańczyła, jeszcze wtedy mi nie znana, Aleksandra Liaszenko, która wkrótce potem zawędrowała do zespołu warszawskiego baletu, by stać się jedną z jego najjaśniejszych gwiazd. Ten spektakl pamiętałam doskonale, wiem też, że Coppelia w wersji Giorgia Madii była (jest?) w repertuarze Opery Wrocławskiej (ale tego przedstawienia nie widziałam). Zadziwiające, że ten czarujący balet komiczny jest tak rzadko wystawiany. Dziwić to może tym bardziej, że  w odróżnieniu od popularnego Jeziora łabędziego czy Śpiącej królewny nie wymaga dużego zespołu, więc łatwiej go zaprezentować również kompaniom nie liczącym się w dziesiątki tancerzy. Oczywiście spektakl z Bolszoj, który widzowie na całym świecie mogli 10 czerwca obejrzeć na żywo na ekranach kin, prezentował się bardzo okazale, był też podzielony aż na trzy akty, nie tylko ze względu na tradycyjną teatralną scenografię (pieczołowicie odtworzoną według zachowanych szkiców z końca XIX wieku), ale także z powodu rozbudowanych scen zbiorowych, zgodnie z choreografią zrekonstruowaną przez Siergieja Wichariewa na podstawie notacji Stiepanowa, którą na szczęście w Petersburgu starano się zapisać wszystkie balety w choreografii Mariusa Petipy.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kreacje 10 – opuszczamy bezpieczny brzeg

Choć pewnie wypadałoby napisać parę kurtuazyjnych (ale szczerych!) zdań na temat jubileuszu warsztatów choreograficznych Kreacje (czy ktoś pamięta, że pierwsze nazywały się Creations?) Polskiego Baletu Narodowego, to przy aż piętnastu tegorocznych zaprezentowanych choreografiach przejdę od razu do rzeczy. Dziesiąta edycja Kreacji była nie tylko wyjątkowa pod względem ilości zgłoszonych uczestników, a co za tym idzie długości trwania pokazów (trzy godziny tańca, jak w porządnym XIX-wiecznym balecie klasycznym ze wszelkimi szykanami!), ale także pod względem jakości tych prezentacji. Były już oczywiście edycje może nawet równie udane, zresztą poniekąd celem Kreacji nie jest świetny wynik, a raczej interesujący i rozwijający uczestników proces, ale tym razem całość robiła naprawdę wielkie wrażenie! A było ono tym większe, że w sporej części mieliśmy do czynienia z choreograficznymi debiutami często bardzo młodych tancerzy warszawskiego zespołu. Ponadto, trzeba koniecznie podkreślić, że i młodzi, i rutynowani już choreografowie, sięgali po tak różnorodne środki wyrazu, że chyba po raz pierwszy nie mogłabym wskazać jednego dominującego „trendu” w ich pracach, jednego wzoru czy wpływu, któremu świadomie, lub podświadomie się poddali. Zdarzało mi się w latach ubiegłych zwracać uwagę, że uczestnikom warsztatu przytrafiło się ulec fascynacji jakimś efektem, np. świetlnym, czy też ruchowym. W tej edycji musiałabym się nagłowić, by taki przykład wskazać, choć oczywiście różne inspiracje (być może czasem bezwiedne) twórczością choreografów ostatnio współpracujących z PBN też można było zauważyć. To jednak nie błąd, bo nie jest błędem wzorować się na najlepszych… Właśnie uświadomiłam sobie, że pisałam to samo przy okazji debiutu choreograficznego Roberta Bondary w 2008 roku (Andante con moto). No i proszę jak daleko zaszedł ten artysta od tamtego pamiętnego wieczoru konkursu choreograficznego im. Bronisławy Niżyńskiej, który miał zresztą tylko tę jedną edycję. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dwa oblicza kobiety – Szeherezada i Medea

Wiele razy pisałam i jeszcze pewnie nie raz napiszę, że nie lubię w operze i balecie uwspółcześniania dla „uwspółcześniania”. Gdy czytam, że dzięki współczesnemu kostiumowi historia opowiedziana w dziele stała się bliższa dzisiejszemu widzowi mam ochotę strzelać. W moim odczuciu nie to bowiem, jakie ubrania noszą na scenie bohaterowie świadczy o ponadczasowości przesłania, ale to, czy oglądając spektakl i wychodząc z niego czuję się poruszona emocjonalnie, czy myślę: tak, to moja historia, albo: na szczęście mnie to nigdy nie spotkało, ale znam te problemy, albo wreszcie, czy po prostu wczuwam się w sytuację postaci scenicznych, bo emanuje z nich prawda – nie historyczna czy współczesna, ale emocjonalna! Taka prawda emanuje z obu baletów składających się na wieczór w choreografii Roberta Bondary przygotowany przez zespół baletowy Opery Śląskiej w Bytomiu. Zarówno Szeherezada do muzyki Nikołaja Rimskiego-Korsakowa, jak i Medea z muzyką Samuela Barbera otrzymały od choreografa i, co ważne, reżysera spektaklu w jednej osobie, nowe oblicza, nie tylko ze względu na rzecz w gruncie rzeczy powierzchowną, czyli kostium, ale przede wszystkim ze względu na sposób myślenia o bohaterkach.  Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Klasyka jest bezlitosna – gala baletowa w Łodzi

Jakoś powolutku odradza nam się tradycja urządzania gal baletowych. Wprawdzie trudno mówić o jakimś wszechobecnym trendzie (wszechobecnym – dobre sobie – skoro zespoły baletowe z prawdziwego zdarzenia można w Polsce na palcach jednej ręki policzyć), ale coś się dzieje. Byłabym oczywiście niesprawiedliwa, nie wspominając o tradycyjnych letnich galach baletowych w Krakowie (na jednej nawet udało mi się być) oraz galach z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca odbywających się rok rocznie w Bytomiu – tam niestety na razie nie dotarłam. O istnieniu tworu, jakim jest gala, przypomniał sobie ostatnio Teatr Wielki-Opera Narodowa i Polski Balet Narodowy, który zapowiedział już świętowanie podobnym wydarzeniem swojego 10-lecia w przyszłym sezonie. Teraz zaś miałam okazję obejrzeć Galę Baletową zorganizowaną łódzkim Teatrze Wielkim w wykonaniu wyłącznie miejscowych tancerzy (z jednym udziałem gościnnym). Koncert fragmentów baletowych zaprezentowano po raz pierwszy z okazji Dnia Tańca w kwietniu, teraz powtórzono – w zmienionej obsadzie i nieco innym układzie 23 maja. Zachęcona entuzjastyczną recenzją koleżanki po fachu, a bardzo żałując, że nie mogłam obejrzeć wydarzenia w Dniu Tańca, wybrałam się do Łodzi teraz, aby przy tak sprzyjającej okazji na nowo zapoznać się z tamtejszym zespołem, który oglądałam ostatnio w nieszczególnie udanej, dziwacznej premiery Spartakusa (choć wykonanej na całkiem przyzwoitym poziomie). Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarze

Thanatos zamyka oczy

Będzie szczerze do bólu, bo prawa bloga pozwalają na większą swobodę i otwartość, niż mniej lub bardziej kurtuazyjne recenzje. Poza tym chcę, żeby to było jasne: z BTT (dawniej Bałtycki Teatr Tańca, obecnie Biały Teatr Tańca) łączy mnie szorstka i jednostronna miłość. BTT zapraszał i zaprasza, a ja z małymi wyjątkami nie przyjeżdżałam, nie przychodziłam i starałam się nie oglądać… Gdy jeszcze BTT nie był autorskim teatrem tańca Izadory Weiss, ale już był przez nią kierowanym zespołem w Operze Bałtyckiej, obejrzałam tam trzy premiery i napisałam recenzje w nieistniejącym już Dodatku Baletowym do klubowego czasopisma Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur”. Recenzje były bardzo złe, bardzo wredne, ale też bardzo oddające moje uczucia i wrażenia. Efekt był taki, że pół tzw. „środowiska” się na mnie obraziło,  a nawet otrzymałam noty protestacyjne, a drugie pół cichaczem przyklasnęło. A ja zostałam z ciężką konfuzją, bo w Operze Bałtyckiej pojawiały się co jakiś czas interesujące premiery operowe w reżyserii Marka Weissa lub zapraszanych przez niego innych twórców, na które czasem chciałabym się wybrać, ale pojawiały się też kolejne premiery w choreografii Izadory Weiss, o których mogłam sądzić, że nie dadzą mi pola do szczerych pochwał. I tak wybrałam salomonowe w moim mniemaniu rozwiązanie – ograniczyłam liczbę moich wizyt w Gdańsku do wyjątkowo wyselekcjonowanych premier operowych z całkowitą rezygnacją z premier baletowych. Mogłam sobie na to pozwolić, byłam bowiem wtedy przez pewien czas recenzentem muzycznym „Życia Warszawy”, czyli „z urzędu” opisywać musiałam tylko wydarzenia warszawskiej, zaś w „Dodatku baletowym” czy innych periodykach, które były łaskawe zamieszczać moje teksty, to ja wybierałam tematy i spektakle, o których chciałam pisać. Ostatecznie nikomu nie sprawiałam przykrości – nie ma nic gorszego niż oglądanie z musu przedstawień, których się nie lubi. Recenzent też człowiek, a przede wszystkim też, a może przede wszystkim, widz i chciałby chodzić do teatru dla przyjemności. Poza tym – naprawdę – pisanie „złych”, krytycznych recenzji nie należy do takich przyjemności, jak sądzą niektórzy (zresztą z tego się wyrasta), a przy tym, jeśli nie można z czystym sumieniem pochwalić – przykro. Chwila rozkoszy podczas wymyślania kąśliwych sformułowań nie jest tego warta.  Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wieczór polski w Operze Wrocławskiej

Wieczory baletowe źle się sprzedają. Tak zwana szeroka publiczność zawsze będzie wolała obejrzeć pełnospektaklowy balet z akcją lub choćby jej zarysem, niż dwie-trzy skromniejszych rozmiarów choreografie. Ten stereotyp udało się już kilkakrotnie na naszym polskim gruncie przełamać Polskiemu Baletowi Narodowemu, kiedy to na spektakl złożony z trzech (!) choreograficznych interpretacji Święta wiosny nie można było wściubić szpilki, a na składankę Chopiniana – Bolero – Chroma próżno było szukać wolnych biletów. Mam nadzieję, że w Operze Wrocławskiej będzie tak z przedstawieniem o, niestety mało zachęcającym, tytule Wieczór polski, bo z całą pewnością sobie na to zasłużył (liczę zresztą, że podobnie będzie z repertuarową perełką, wieczorem baletowym Eufolia / Ambulo, który dotychczas prezentowany był tylko w ramach Festiwalu Oper Współczesnych). W najnowszej premierze baletu Opery Wrocławskiej, zamykającej również dwuletnie kierowanie tym zespołem przez Magdalenę Ciechowicz i Jacka Tyskiego (choreograf-rezydent), znalazły się obok siebie prace dwojga wybitnych, zasłużonych twórców, którzy w dużej mierze ukształtowali ostatnie 30 lat polskiej choreografii: Teresy Kujawy i Emila Wesołowskiego. Exodus Kujawy do muzyki Wojciecha Kilara to wznowienie baletu z 2001 roku, natomiast Koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina tanecznie zinterpretowany przez Wesołowskiego to premiera. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , | 4 komentarze

Każda Małgorzata inna

Wprawdzie o premierze Damy kameliowej w wykonaniu Polskiego Baletu Narodowego obiecałam napisać na łamach „Ruchu Muzycznego” (zatem już teraz polecam kolejny, czerwcowy zapewne numer tego pisma), ale że właśnie wróciłam ze spektaklu w trzeciej obsadzie klawiatura mnie świerzbi, aby przelać wrażenia na  bloga. Ponieważ o samym balecie Johna Neumeiera przez 40 lat jego egzystowania na światowych scenach napisano sporo, skupię się niemal wyłącznie na warszawskim wykonaniu i dwóch obsadach, które miałam możliwość obejrzeć (drugiej obsady nie miałam na razie możliwości obejrzeć – do nadrobienia). Przy okazji tej premiery bardzo wiele mówiło się o tym, jak choreograf kładł nacisk na stworzenie przez tancerzy własnych interpretacji odgrywanych i tańczonych postaci. „Odgrywanych” to nawet niewłaściwe słowo, bo Neumeier zalecał tancerzom nie „grać”, ale „stać się” bohaterami baletu. W rozmowach z tancerzami – oficjalnych, tych prowadzonych przez Macieja Krawca przed poszczególnymi spektaklami we foyer Teatru Wielkiego (polecam bardzo te spotkania) – i tych nieoficjalnych np. przy okazji bankietu po premierze, także przewijał się motyw wejścia w rolę, nie kopiowania niczyjej interpretacji z wcześniejszych wystawień Damy kameliowej na światowych scenach.  Biorąc tylko tę wskazówkę za wyznacznik sukcesu, trzeba by uznać warszawską premierę za sukces właśnie. Zresztą, choć bez kompleksów PBN równa do najlepszych, to już samo uzyskanie prawa do wystawienia tego jednego z najważniejszych XX-wiecznych baletów z akcją, jest niemałym osiągnięciem. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ognisty „Płomień Paryża”

Niełatwo wystawiać i niełatwo oglądać dziś sowieckie balety. Nie każdy jest szalonym baletomanem, który czeka na 32 fouetté i skoki szpagatowe w męskiej wariacji, więc bez problemu łyknie, że był to ulubiony balet Stalina. Dla mnie od dawna liczy się taniec, maestria i dreszczyk, którego doznaję obcując z najwyższych lotów sztuką wykonawczą, więc historyjka opowiadana przez balet może mieć dla mnie drugorzędne znaczenie. Oczywiście, aby wywołać te emocje i we mnie, i przede wszystkim w wykonawcy, musi być jakiś impuls, czasem pochodzący z libretta właśnie, czasem tylko z muzyki – jak to bywa w baletach abstrakcyjnych, czy popisowych, jak Grand Pas. Dzięki transmisjom kinowym z moskiewskiego Teatru Bolszoj miałam już okazję obejrzeć „przerobiony” przez Jurija Grigorowicza Złoty Wiek, który kiedyś był o rywalizacji radzieckiej drużyny sportowej ze sportowcami ze „zgniłego zachodu”, a teraz jest o miłości tancerki kabaretowej z sowieckim człowiekiem w epoce NEP-u. Widziałam też Jasny Potok, w którym Aleksiej Ratmański mniej lub bardziej dowcipnie wybrnął z sielskiego obrazka radzieckiego kołchozu odwiedzanego przez parę tancerzy baletowych (!). Złoty Wiek, przy całej jego NEP-owskiej otoczce jest wspaniałym przykładem Grigorowiczowskiej choreografii, Jasny Potok mniej mi się podobał, bo skupiał się głownie na zadaniach aktorskich, tak, aby wydobyć z tego absurdalnego kołchoźnianego landszaftu jak najwięcej komizmu sytuacyjnego. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Szarobłękitni Romeo i Julia

Recenzję absolutnie każdej wersji baletu Romeo i Julia powinnam zacząć od wyznania, że obawiam się iż choćby twórca na głowie stanął, to w moim sercu nie „przeskoczy” wersji choreograficznej Emila Wesołowskiego, którą uważam za najpiękniejszą, najsensowniejszą, najlogiczniejsza i jeszcze parę naj… na świecie. Nawet nie dlatego, że na niej się wychowałam, że obejrzałam ją tyle razy, że nawet ja tego nie zliczę, że uważam ją po prostu za „moją”, za część mojego wychowania, wykształcenia, również emocjonalnego. Nic na to nie poradzę. A jednak… nie znaczy to, że  nikt nie ma szansy zachwycić mnie swoją wersją – co okazało się właśnie we Wrocławiu przy okazji premiery Romea i Julii w choreografii Jacka Tyskiego. Sam choreograf przed premierą stwierdził, że wcale nie ma poczucia, że on czy inny twórca musi silić się na stworzenie absolutnie własnej, innej niż wszystkie interpretacji, że uważał, że chce zrealizować ten balet „po bożemu”, bez wyjątkowo oryginalnych, wydumanych pomysłów. Że dramat Szekspira, plan dramaturgiczny i emocje zawarte w muzyce Prokofiewa same prowadzą choreografa przez to, co w balecie powinno się znaleźć. Rzeczywiście, poza może jednym małym wyjąteczkiem tak stało się w spektaklu przygotowanym przez balet Opery Wrocławskiej, wystawionym – co wciąż warte podkreślania – z muzyką graną na żywo przez orkiestrę Opery Wrocławskiej (bo w wielu teatrach granie z „żywą” muzyką spektakli baletowych wcale nie jest taką oczywistością”). Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz