Wielkie staropolskie WOW!

Uwielbiam się tak mylić! Przed premierą wieczoru Fredriana w Polskim Balecie Narodowym myślałam sobie: no tak, wystawiają tę Przypowieść sarmacką Conrada Drzewieckiego wcale nie dla Drzewieckiego, tylko ze względu na muzykę Moniuszki… Do tego „uszczęśliwili” Anię Hop tym Na kwaterze tegoż Moniuszki – wprawdzie pewnie jakoś z tego wybrnie, trzymam kciuki, ale co z tego wyjdzie? Wyszło! Oj, jeszcze jak wyszło! Myślę, że byłam świadkiem narodzin prawdziwie „kultowego” spektaklu baletowego i mam jedynie nadzieję, że mimo jego absolutnej niepoprawności politycznej, (o czym dalej) TW-ON będzie go grał, aż scena kameralna będzie jęczeć. Przekonałam się również, że niezwykła „pigułka”, w której w niezwykle skondensowanej formie Drzewiecki pomieścił niemal sto procent treści Zemsty Aleksandra hr. Fredry również się nie zestarzała i mimo, że nie jest to „klasyczny Conrad” można, a nawet trzeba Przypowieść sarmacką wystawiać. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Przynoszą swój taniec

Już 11. edycja warsztatów choreograficznych Kreacje była nie tylko rozbudowana ilościowo (wzięło w niej udział aż 14 tancerzy Polskiego Baletu Narodowego), ale i interesująca artystycznie. Może nie odnotowałam takiego błysku i prawdziwych olśnień, jak w roku ubiegłym (o czym pisałam tu), ale widać, że Kreacje, nawet dla debiutantów, nie są już „szkolnymi wprawkami”. Młodzi adepci sztuki choreograficznej w większości stawiają na minimalizm sceniczny, czystość środków wizualnych, z których najważniejszym stało się światło i efekty świetlne. W warstwie ruchowej choreografowie najczęściej sięgają do szeroko pojętego słownika tańca współczesnego, niewielu z nich wykorzystało np. taniec na pointach i elementy tańca klasycznego czy neoklasycznego. Widać niekiedy inspirację kontakt improwizacją, a przede wszystkim – dzięki wielonarodowemu składowi PBN – inspiracje twórczością rodzimych mistrzów. Można powiedzieć, że zagraniczni artyści warszawskiego baletu przynoszą na naszą scenę (świadomie lub podświadomie) swój taniec, czasem łącząc go z inspiracjami płynącymi z zatańczonych już w Polsce spektakli, m.in. Krzysztofa Pastora, dyrektora PBN. Jak zwykle warto też podkreślić to, czego na scenie podczas trzech pokazów efektów Kreacji, czyli wieczorów tanecznych nie widać, że i od strony organizacyjnej, technicznej czy menadżerskiej warsztaty są przygotowane przez tancerzy, którzy zajmują się oświetleniem, koordynacją techniczną, doborem kostiumów, przygotowaniem programu wieczoru, czy wreszcie samym poprowadzeniem pokazów w roli inspicjenta. Oprócz okazji do wyłonienia przyszłych talentów choreograficznych, Kreacje dają bowiem również sposobność artystom baletu do popróbowania swoich sił w innych, około teatralnych zawodach, które w przyszłości mogą być naturalnym przedłużeniem ich kariery zawodowej po zejściu ze sceny. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Perły Tańca – dlaczego to takie ważne

Dlaczego to takie ważne, że pojawił się konkurs (mam nadzieję, że coroczny), a właściwie środowiskowa nagroda dla przedstawicieli sztuki tańca? Jest przecież nagroda Terpsychory (przyznawana przez ZASP), są konkursy baletowe, wprawdzie tylko dla uczniów szkół baletowych, ale jednak… Wszystkie one niestety mają zasięg medialny niezwykle skromny. Skoro rządcy dusz – wydawcy i redaktorzy – uznali w pewnym momencie, gdzieś po transformacji i w trakcie prywatyzacji prasy, że taniec sceniczny „nikogo nie interesuje”, przestali informować i o tych ważnych dla środowiska wydarzeniach (związanych np. z Międzynarodowym Dniem Tańca) i zauważać młode talenty, ba, zapowiadać, a zwłaszcza recenzować baletowe premiery. Tylko bardziej spektakularna inicjatywa i wydarzenie z rozmachem ma szanse się do nich przebić. Taką rangę i siłę oddziaływania może zapewnić właśnie nagroda wsparta przez ważne instytucje, z odpowiednimi partnerami medialnymi. To niezwykłe osiągnięcie niespożytej Bożeny Kociołkowskiej, że konkurs został zorganizowany przez Instytut Muzyki i Tańca oraz Fundację Sztuki Tańca w partnerstwie z Teatrem Wielkim – Operą Narodową i Centrum Edukacji Artystycznej, a honorowy patronat objął minister kultury. Patronat medialny TVP Kultura i zainteresowanie Telewizji Polskiej to także ważny aspekt tego przedsięwzięcia. Opowiadając o gali wręczenia Pereł Tańca, na której miałam przyjemność być, spotkałam się z odzewem co najmniej trzech osób: „Tak, widziałem, słyszałem coś w telewizji”. To bardzo ważne! Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii edukacja, ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

W samo południe w Teatrze Bolszoj

Choć nie wybierałam się do Moskwy specjalnie, żeby obejrzeć spektakl baletowy (celem był spektakl opery Don Carlos z udziałem naszego znakomitego basa Rafała Siwka, o czym piszę TUTAJ), to nie mogłam nie skorzystać z okazji, aby nie zetknąć się na żywo i na macierzystej scenie z tym wspaniałym zespołem i solistami. Szczęściem Bolszoj od jakiegoś czasu ma dwie sceny, na których gra i opery i balety (w zależności od potrzeb i gabarytów przedstawienia), więc choć na historycznej scenie szykowano się do wieczornej opery, na nowej scenie, otwartej w 2002 roku w południe można było obejrzeć składankę baletową z bardzo ciekawym repertuarem i w jak najbardziej pierwszorzędnej obsadzie. W dodatku ceny biletów na nową scenę są o wiele przystępniejsze niż na spektakle w budynku głównym i wynoszą w przeliczeniu od 45 do 270 zł, więc nie wahałam się ani chwili. Kupiłam przez Internet bilet na parterze, aby, skoro już jestem w Bolszoj, nic mi nie umknęło, i dzięki temu mogłam na żywo obejrzeć Klatkę Jerome Robbinsa, Etudes Haralda Landera i można powiedzieć – kultową Carmen-Suitę Alberta Alonso. Dwie pierwsze choreografie były transmitowane w cyklu „Bolshoi Ballet Live” do kin, trzecia – będzie transmitowana  w maju tego roku, była więc i będzie okazja do porównań.

Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Żarliwa – o Karolinie Jupowicz

Teatr Wielki – Opera Narodowa poinformowała, że z końcem 2018 roku swoją pracę, a tym samym karierę artystyczną, w zespole Polskiego Baletu Narodowego zakończyła pierwsza solistka Karolina Jupowicz. Nie będzie hucznego pożegnania, spektaklu, ukłonów i uścisków, bo artystka od jakiegoś czasu nie wychodziła już na scenę, ale i tak żałuję, że wierni widzowie i wielbiciele talentu tej wspaniałej tancerki nie będą mieli okazji do złożenia jej podziękowań za wszystkie wzruszenia artystycznej, jakimi ich obdarowała.

Swoją drogą cóż to był wspaniały rocznik w Warszawskiej Szkole Baletowej, gdy kończyły ją ramię w ramię Karolina Jupowicz i Izabela Milewska, wkrótce na długie lata dwie wybitne postaci warszawskiej sceny baletowej, tak różne i z powodu emplois, i scenicznego i artystycznego temperamentu, a obie doskonałe! Co więcej – były role, choć nieliczne, które obie artystki wykonywały na zmianę, jak choćby psotna Lisa w Córce źle strzeżonej, Aurora w Śpiącej królewnie i dramatyczna partia Julii w Romeo i Julii. Dopiero oglądanie tak różnych, a pod względem taneczno-technicznym doskonałych wykonań uświadamiało, jak wiele może dać od siebie artysta baletu, jak nadać własny rys postaci, a nawet choreografii – przez sposób wykonania, rozłożenie akcentów, czy grę aktorską wreszcie. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , | 5 komentarzy

Drzewko bonsai i Mandaryn w czasach #metoo

To było do przewidzenia. Zrezygnowałam z części swoich wcześniejszych planów wyjazdowych, aby tylko móc wybrać się do Kieleckiego Teatru Tańca na premierę dwóch baletów do muzyki Béli Bartóka: Drewnianego księcia i Cudownego Mandaryna. Ten pierwszy balet był zresztą bodaj nigdy nie wystawiany w Polsce na profesjonalnej scenie, natomiast Mandaryn, choć miał kilka ciekawych inscenizacji także nie gości na polskich scenach od dawna. Powód to oczywiście z jednej strony problem ze skomponowaniem tych dzieł z innymi w pełnowymiarowy wieczór, bo każde z nich trwa mniej niż godzinę (a wieczory baletowe nie cieszą się takim powodzeniem, jak pełnospektaklowe balety z akcją), z drugiej – chyba wciąż muzyka Bartóka przerasta przeciętnego widza. Partytury to wspaniałe, iskrzące się inwencją, mroczne, miejscami tylko ilustracyjne, ale ilustrujące nastrój, a nie wydarzenia. Prawdziwe fajerwerki orkiestracji, wielka siła ekspresji, przytłaczająca momentami masa dźwięku… czy ta muzyka po 100 latach od skomponowania nadal jest dla słuchacza trudna? Nie odnoszę takiego wrażenia, ale na pewno nie jest „łatwa i przyjemna”. Jeśli zaś dołożymy do tego mroczne i brutalne libretto Cudownego Mandaryna, to wystawianie Bartóka na baletowej scenie to wciąż ryzyko frekwencyjne. Ryzyka Kielecki Teatr Tańca się nie boi, dzięki czemu pojawiła się okazja, aby tak mało jednak znane dzieła obejrzeć właśnie w Kielcach. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wesele w Ojcowie i Harnasie

Gościnny występ zespołu Baletu Cracovia Danza na Dniach Sztuki Tańca organizowanych przez Teatr Wielki – Operę Narodową bardzo mnie ucieszył, bo do tej pory miałam nieliczne tylko okazje podziwiać ten zespół w repertuarze tańców dawnych, a ostatnio każdy mój plan wybrania się do Krakowa niweczyły jakieś nieprzewidziane okoliczności. Cracovia Danza poszerza swój repertuar o wycieczki w inne regiony tańca i efektem tego poszerzania są m.in. dwie polskie pozycje repertuarowe: Wesele w Ojcowie i Harnasie. Wesele w Ojcowie właściwie można by zresztą poniekąd „podciągnąć”, jeśli nie pod „taniec dawny”, to na pewno pod baletową historię, bo dzieło powstało w 1823 roku i nazywane jest pierwszym polskim baletem narodowym. Szkoda,  że nasze sceny nie mają ochoty go kultywować, bo choć libretto jest wątłe, to piękna wystawa i kostiumy oraz tak modne obecnie historycznie poinformowane wykonanie muzyki Karola Kurpińskiego i Józefa Damsego mogłoby zrobić z niego perełkę. Ostatecznie w XIX wieku był to prawdziwy przebój scen i to nie tylko polskich (zagranicznych widzów chyba musiały zachwycać polskie ludowe stroje i żywiołowe krakowiaki i mazury), który osiągnął w samej tylko Warszawie zawrotną liczbę 400 wystawień. Również XX-wieczne Harnasie ze znakomitą muzyką Karola Szymanowskiego robiły furorę na Zachodzie (słynna paryska premiera w 1936 roku w choreografii Serge’a Lifara tańczącego rolę Harnasia), ale obecnie także zbyt rzadko goszczą na rodzimych scenach. Niestety, publiczność niechętnie chodzi na wieczory baletowe złożone z kilku krótszych form, więc dyrekcje równie niechętnie takie wieczory włączają do repertuaru, a i Wesele w Ojcowie, i Harnasie to balety jednoaktowe, niespełna godzinne. Tym większa chwała zespołowi Cracovia Danza, że je wykonuje i że przywiózł je do Warszawy, zgrabnie łącząc oba „wesela” (bo Harnasie przecież też rozgrywają się podczas góralskiego wesela, z którego Harnaś uprowadza Młodą). Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nasz, a jakby nie nasz Chopin

Mam prawdziwy problem z wieczorem baletowym, czy też spektaklem baletowym w dwóch częściach, zatytułowanym Nasz Chopin, który z okazji 100-lecia odzyskania Niepodległości przygotował Polski Balet Narodowy. Moje uczucia i odczucia po obejrzeniu premiery są tak dwoiste, że długo zbierałam się do napisania tej recenzji, i długo ważyłam wszystkie moje „za” i „przeciw”. Postawiłam sobie dwa pytania i dałam sobie dwie sprzeczne (acz tylko pozornie) odpowiedzi: czy przyjemnie mi się ten spektakl oglądało? – Tak. Czy chciałabym go zobaczyć jeszcze raz? – Nie. Dlaczego? Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ulotny wdzięk zasuszonej róży – Giselle we Wrocławiu

Giselle – najsłynniejszy balet romantyczny można wystawić trzymając się wiernie tradycji i pieczołowicie odwzorowując XIX-wieczną choreografię i stylistykę, albo pokusić się o całkowicie nowe odczytanie i interpretację tego baletowego zabytku. Używam słowa „zabytek” w jego najlepszym, godnym szacunku znaczeniu, bo klasyczna Giselle jest czymś ponadczasowym, wartym zachowania, jak zasuszona idealna róża, albo stara fotografia, na której nasi pradziadkowie zasiedli przed obiektywem w swoich najlepszych ubraniach. W mediach przy okazji gdańskiej i wrocławskiej premiery Giselle pojawiło się tu i ówdzie inne słowo – ramotka. Choć w formie zdrobnienia, nadal to słowo o wydźwięku pejoratywnym, tymczasem sądzę, przy całej mojej miłości dla baletów klasycznych, że na takie określenie prędzej zasługują późniejsze balety ze skomplikowaną i nieprawdopodobną akcją, jak Paquita czy Córka faraona, zaś Giselle – nawet w XIX-wiecznym kostiumie, z wieśniaczkami w tiulowych spódniczkach i damami dworu w aksamitnych beretach – dzięki swojej prostocie i subtelności – nadal pozostaje świeża. Premiera w Operze Wrocławskiej, która odbyła się 27 października udowodniła, że jeśli zaprezentujemy dzieło z pietyzmem, szacunkiem i obdarzymy je miłością, nie zapominając o marginesie swobody twórczej, dostosowującej je do dzisiejszych wymogów sztuki baletowej i realiów scenicznych, widz bez mrugnięcia okiem „kupi” ten XIX-wieczny zabytek. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 3 komentarze

Bałtycka Giselle

„Kaszubska Giselle”, „Giselle w tawernie Fala”, „Albert jako narzeczony celebrytki Batyldy” – przyznam, że zapowiedzi nowej wersji słynnego baletu romantycznego, rozpowszechniane przez Operę Bałtycką niespecjalnie zachęcały do obejrzenia spektaklu. Oczywiście rozumiem, ze miały zaciekawiać, podobnie jak streszczenie, opublikowane w sieci, a później w programie do przedstawienia, ale na szczęście okazało się, że nie miały wiele wspólnego z efektem scenicznym, na który wpływ miały artystyczne osobowości i doświadczenie realizatorów. To te nazwiska spowodowały, że chciałam nową Giselle w Operze Bałtyckiej zobaczyć, pomimo wyżej wspomnianych zapowiedzi zalatujących smażalnią i flądrą. A może to miał być swoisty kamuflaż, aby piękno spektaklu zrobiło na widzach jeszcze większe wrażenie? Bo gdańska Giselle choć nowa i „unowocześniona”, odarta z tiulowych paczek romantycznych i tradycyjnego niemieckiego „romantyzmu”, jest na równi z „tradycyjną” piękna, czysta i subtelna. A tego właśnie oczekuję od tego tytułu. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz