Klasyczni i współcześni w jednym stali domu….

Nie rozumiałam, nie rozumiem i zapewne nigdy nie będę rozumieć, dlaczego w naszym pięknym kraju, w naszym środowisku taneczny, które ma tak ciężko i „pod górkę” na wszelkich polach i frontach, toczy się też wojna podjazdowa, a przynajmniej nacechowane wrogością zawieszenie broni między artystami baletu i artystami reprezentującymi szeroko pojęty taniec współczesny. Czemu to jedna, to druga strona wyraża się pogardliwie o kolegach z branży, dlaczego obie nie potrafią stworzyć wspólnego frontu, tak, aby łatwiej było walczyć o prawa tancerzy i tańca w polskiej kulturze? Co zawinili jedni drugim i na odwrót? I czy w ogóle może być mowa o jakiejś winie i jakichś zarzutach? Czy nie jest to przypadkiem „polska zawiść bezinteresowna”? Na parę z tych pytań odpowiedział trafnie i z dużą szczerością Karol Urbański w swoim tekście dla portalu taniecPOLSKA Resentyment jako źródło  zafałszowań we wzajemnym postrzeganiu tańca klasycznego i tańca współczesnego w Polsce (http://www.taniecpolska.pl/tekst/115).

Sama jestem głównie, acz nie jedynie, miłośniczką baletu, choć nie tylko w wydaniu stricte klasycznym. Trudno zresztą poza sztandarowymi dziełami XIX-wiecznymi znaleźć na współczesnej scenie balety wyłącznie klasyczne tzn. posługujące się wyłącznie techniką tańca klasycznego. Nie mniej jednak cenię inne formy tanecznej ekspresji od tańca współczesnego w najróżniejszych jego przejawach i technikach aż po taniec towarzyski, ludowy, a nawet łyżwiarstwo figurowe (coś z pogranicza tańca i sportu). I nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, żeby wartościować czy „nie lubić” jednych, a wywyższać drugich, bo po pierwsze – rodzaj uprawianej sztuki to kwestia osobistego wyboru, własnej wrażliwości w połączeniu z uwarunkowaniami fizycznymi, drogą życiową i przysłowiowym łutem szczęścia. To, że ja na pierwszym miejscu stawiam balet, to także kwestia mojej osobistej wrażliwości i gustu, i byłoby mi bardzo przykro (i niejednokrotnie bywało), gdyby ktoś deprecjonował mój wybór jako widza, albo też w ogóle deprecjonował moją osobę ze względu na to, że  bardziej „lubię” balet niż, powiedzmy, taniec butoh… A jednak i  to się zdarza.

Poniekąd rozumiem, że jeszcze kilkanaście lat temu podział był bardziej ostry, widoczny i w jakiś sposób naturalny, a polska rzeczywistości sprzyjała takiej baletowo-współczesnej opozycji. Jak słusznie podkreślił Karol Urbański: Taniec klasyczny kieruje się logiką dyscypliny, a taniec współczesny kieruje się natomiast logiką indywidualności. Dodałabym, że taniec współczesny częściowo narodził się z tańca klasycznego, a częściowo w pozycji do niego. Te różnice jednak nie powinny wpływać na sympatie przedstawicieli obu tych „gatunków” tańca dziś, tak jak historia nie powinna wpływać na naszą sympatie do Niemców czy Rosjan. Najbardziej różniący w ostatnim 50-leciu był stosunek czynników oficjalnych w stosunku do obu „gatunków” tańca. To lata odcięcia Polski od światowych zdobyczy w dziedzinie tańca scenicznego zaowocowało w Polsce sztucznym podziałem na tancerzy klasycznych (wyszkolonych w państwowych szkołach baletowych) i tancerzy współczesnych, w większości zdobywających swoje umiejętności poza oficjalnym systemie szkolnictwa zawodowego, gdyż techniki tańca współczesnego były wprowadzane do szkół baletowych w Polsce dopiero w latach 70-tych, a do tego początkowo w bardzo niewielkim wymiarze godzin. Taniec współczesny był tym dodatkowym, a wg obowiązującej wówczas ideologii niebezpiecznym i wywrotowym, a taniec klasyczny – oficjalnym, państwowym, pokazowym. W dodatku zawodowym tancerzem można było być jedynie kończąc szkołę baletową i pracując w zespole baletowym przy którymś w teatrów operowych lub w zespole pieśni i tańca.
Tym większa więc chwała tancerzom współczesnym, czyli tym, którzy chcieli się realizować i realizują się we współczesnych technikach tańca. Tym, którzy sami, bez wsparcia, niejednokrotnie wyłącznie dzięki pasji i uporowi stworzyli w naszym kraju wiele znakomitych zespołów, tysiące spektakli i olbrzymią ilość szkół, warsztatów, itp. Mimo to często w głosach tancerzy współczesnych słyszę wyrzut i zazdrość w stosunku do tancerzy klasycznych – jakby to była ich wina, że zaszłości historyczne spowodowały, że to balet ma instytucje, sceny, etaty. Z drugiej strony „klasycy” pogardliwie wyrażają się o „współczesnych”, jakby obawiali się, że ci „tarzający się po ziemi amatorzy” zabiorą im publiczność, a może i zarobek, jakby zdobycie wykształcenia i umiejętności tanecznych w szkole baletowej, a nie własnym sumptem stawiało ich wyżej niż ich tańczących „modern” kolegów. W czym problem? Czy „inny” oznacza „gorszy”? Podobno tylko dzieci traktują w ten sposób wyróżniających się kolegów, innych niż tzw. większość? Czy to pogardliwe traktowanie kolegów po fachu nie jest właśnie dziecinne? I czy można mieć pretensje, że na nielicznych forach wypowiedzi i działalności (Otwarte Forum Środowisk Tanecznych, Instytut Muzyki i Tańca) i jedni, i drudzy chcą walczyć o swoje? Przecież nie kosztem „tych drugich”, ale raczej dla normalizacji i ujednolicenia sytuacji i jednych, i drugich. Owszem, problemy tych środowisk są różne, ale cel chyba wspólny – poszerzenie obecności tańca w polskiej przestrzeni kulturalnej i społecznej, jego poszanowanie, docenienie i zabezpieczenie tak prawne, jak i finansowe.
Wreszcie słówko o stereotypach. „Współcześni” widzą „klasyków” jako lalki bez wyrazu, bez osobowości, bez namysłu nad wykonywaną sztuką. „Klasycy” widzą „współczesnych” jako tych, którym jest łatwiej, którzy mniej naginają i terroryzują swoje ciało, którzy pozbawieni są elegancji i szlachetności „sztuki wysokiej”. Co za krzywdzące wymysły! Oczywista – w obu przypadkach może się zdarzyć, że nie każdy tancerz zdobywa się na intelektualną pracę nad sobą i swoją sztuką, albo korzystając z założenia, że wszystko jest tańcem, nie prezentuje żadnej wyuczonej techniki, za to cała jego sztuka wyraża się w idei przez niego wymyślonej. I to, i to jest ludzkie. I to, i o może znaleźć swoich zwolenników wśród widzów. I pięknie. Jednym i drugim warto wskazać wzory niedościgłe jak Michaił Barysznikow czy Sylvie Grillem, tancerzy, którzy znakomicie odnaleźli się w obu „gatunkach” tańca.
Wreszcie przykre jest, że ten podział przenosi się, choć słabiej, na publiczność. Zachęceni wypowiedziami swoich idoli, albo wojowniczo nastawieni młodzi zwolennicy jednego czy drugiego „gatunku” powtarzają te same wyświechtane stereotypy. Że „ich taniec klasyczny nie interesuje, bo jest sztuczny i wbrew naturze”, albo „im nie odpowiada brzydkie tarzanie się po podłodze, pokraczne ruchy”. Nie każdy widz wprawdzie musi kochać jednakowo balet i taniec współczesny (ja jestem tu dobrym przykładem), ale mógłby przynajmniej postarać się zrozumieć i zaakcentować potrzebę istnienia tej drugiej strony. A do tego najłatwiej dojść przez edukację i doświadczenie. Warto zauważyć, że np. łódzka publiczność, mająca od lat możliwość obcowania z najróżniejszymi zespołami baletowymi i zjawiskami tanecznymi z całego świata przy okazji Łódzkich Spotkań Baletowych, szczelnie zapełnia widownię swojego Teatru Wielkiego na każdym przedstawieniu baletowym, niemal niezależnie od tytułu i nazwiska choreografa, a także tłumnie przybywa na bardziej awangardowe taneczne widowiska, natomiast publiczność poznańska, wykształcona przez Poznański Teatr Tańca (Międzynarodowe Warsztaty Tańca Współczesnego i Międzynarodowy Festiwal Teatrów Tańca) i Festiwal „Malta”, wydaje się wciąż sztucznie podzielona na bywalców Teatru Wielkiego – niechętnych nowinkom i widzów PTT, rzadko odwiedzającym gmach pod Pegazem przy okazji spektakli baletowych. Czyżby więc nawet rzecz tak błaha jak miejsce, gmach mogło tak mocno łączyć lub dzielić?

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii lektury, ogólnie o balecie i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Klasyczni i współcześni w jednym stali domu….

  1. Chiaranzana pisze:

    Hmm, temat w Polsce to chyba odwieczny ( od czasu kiedy zajmuje sie tancem). Jak dla mnie klasycy raczej nie rozumieja tego co chca przedstawic swiatu tancerze wspolczesni a tancerze wspolczesni … zazdroszcza ze tym klasykom sie udalo , ze dostali sie do szkol baletowych, ze maja taka figure umozliwiajaca im wykonywanie pewnych ewolucji.
    Wreszcie jak wszedzie liczy sie kariera, zawisc, dazenie po trupach, wysmiewanie z innosci, nie rozumienia jej. Ja zetknelam sie z tym o dziwo ze strony tancerzy wspolczesnych, niezaleznych niz ze strony klasykow. Co jest jeszcze zastanawiajace to brak wrazliwosci, tolerancji i zrozumienia ze strony tancerzy wspolczesnych, wrecz ich agresja wywoluje u mnie kompletne zdumienie. Co powoduje tez monotonie w wspolczesnej tworczosci tanecznej, tak przynajmniej ja to odbieram a dzis nic sie raczej nie zmienilo, kongresy kongresami ale to ludzie maja sile sprawcza i to oni przede wszytskim powinni sie zmieniac i chciec tych zmian

  2. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Cóż – temat niemal odwieczny bo akurat niekorzystne zmiany w mysleniu o tańcu związane z ideologią socrealistyczną zbiegł się z rozwojem i rozkwitem tańca współczesnego. Gdy rozkwitał na bazie przedwojennych ruchów i reform, u nas najpierw kraj dźwigał się z ruiny, a potem… balet klasyczny i ew. rewolucyjno-ludowy był jedynym słusznym. Stąd te wszystkie zaszłości. Ale to dziś nie powinno miec żadnego znaczenia dla ludzi wrażliwych i myślących a za takich mam twórców i wykonawców zarówno baletu, jak i tańca współczesnego. .. Przez te narastającą opozycje dwóch gatunków tańca wzrosły i umocniły się wzajemne uprzedzenia o głupocie, niedouczeniu, o „kręcących sie bez sensu bąkach” i „czołgających sie po ziemi amatorach”. Az wstyd powtarzać. Ewentualna wrogość, z jaką ze strony „współczesnych” sie spotkałaś (ja też) świadczy chyba o tym, jak bardzo z powodu przeszłości i trudności w tworzeniu swojej sztuki, zapiekli sie w walce i gniewie na cały świat.

  3. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    dziś rano zmarł Rudi van Dantzig – artysta, który w swojej twórczości doskonale łączył to co klasyczne, z tym co współczesne. W Teatrze Wielkim w Poznaniu można oglądać „Cztery ostatnie pieśni” w jego choreografii.

  4. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    zapraszam do lektury mojego tekstu na podobny temat, a raczej o niektórych historycznych przyczynach i skutkach:
    http://www.taniecpolska.pl/tekst/125

  5. Kasia Ś. pisze:

    W ogóle odnoszę niemiłe wrażenie, że ludzie lubią krytykować rzeczy wykraczające poza krąg ich ścisłych zainteresowań, zwłaszcza gdy konkurują z rzeczami faworyzowanymi. Takie to trochę dziecinne dążenie do pokazania innym, że „moje” jest fajniejsze niż „wasze”. Jednak od dojrzałych odbiorców na przykład właśnie sztuki powinno się wymagać dojrzałego podejścia, bez uprzedzeń i nieuzasadnionej wrogości. Dobrze jest mówić/pisać o tym i działać wedle tej zasady. Mam nadzieję, że również dzięki Twojemu głosowi, Kasiu, powyżej opisana wrogość wreszcie zniknie 🙂

  6. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Kasia Ś – dzięki za dobre słowo. Zachęcam tez do zapoznania sie z moim tekstem tu: http://www.taniecpolska.pl/tekst/125
    i innymi tekstami na portalu taniecPOLSKA. To miejsce, gdzie staramy sie tworzyć bazę wiedzy i rzetelnej informacji o tym co dzieje sie i działo się w polskim tańcu artystycznym

  7. jaromir pisze:

    Odnoszę wrażenie, ze gdy pisze się o obu tych środowiskach i relacjach stawia się je na równych poziomach ( płaszczyznach ) . W rzeczywistości panuje ogromna asymetria jeżeli chodzi o ich pozycję. Klasyczni tworzą w oparciu potężne instytucje jak sceny operowe, czy wyodrębnione zespoły przy wielkich teatrach, mają etaty i fundusze nieporównywalne ze współczesnymi. Wynika to z zaszłości , ale i w krajach, gdzie w tej dziedzinie panuje wolny rynek, jak USA, zespoły tańczące klasykę mają jednak większy prestiż, bardziej znaczącą pozycję. Może to jest zasadniczym powodem, ze jedni stanowiąc nowe, są jak rewolucjoniści, przyjmują postawę walki, a klasycy bronią swego, jak klasy panujące, nie przebierając w środkach.
    I taką sytuację obserwujemy jako silną niechęć wzajemna obu środowisk.
    Zauważmy jednak, że taniec rozwija się i coraz większa część choreografii i repertuaru na scenach tradycyjnych zmienia się, staje się tańcem współczesnym.

  8. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    jaromirze, ależ nikt nie stawia ich na równych płaszczyznach, bo to niemożliwe, nie tylko w naszym kraju. Po pierwsze: balet liczy sobie 4 stulecia, współczesny nieporównanie mniej i z tego wzgledu jest mniej zinstytualizowany, z racji swych form i rozwoju balet wymaga większych scen etc (w pewnych formach), innego, wcześniejszego szkolenia etc. Chodzi raczej o równość w oczach widza i ROZUMIENIE odmienności „tego drugiego” i możliwości i właściwości. Jeśli współcześni mogą klasykom zazdrościć etatów, scen, infrastruktury, to dzis klasycy mogą współczesnym zazdrościć mobilności, odwagi, aktywności, również zainteresowania mediów. No i fajnie, tylko zazdrościć nie złośliwie, bo to nie wina „klasyków” czy „współczesnych”, tylko historii, sytuacji społecznej, politycznej itd. Chodzi tylko o to, aby nie robić sobie przykrości, nie obrzucać sie inwektywami, nie patrzeć wilkiem, tylko wspierać sie w walce o to, co każdemu z nich jest potrzebne. Co do sytuacji na świecie, to jest różnie: niektóre zespoły współczesne są w swoich krajach duzo bardziej znane niz klasyczne: w Niemczech, Holandii, Hiszpanii… co wynika w rozwoju gatunku, historii i tradycji tanecznej w danym kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*