Dwa oblicza Harlemu

Listopad gwałtownie przyspieszył, a przynajmniej przyspieszyło życie taneczne i baletowe na polskich scenach. W Warszawie Dni Sztuki Tańca umożliwiły baletomanom obejrzenie przedstawień prezentowanych przez zespoły z Włoch, Stanów Zjednoczonych, Łodzi i oczywiście przez stołeczny Polski Balet Narodowy. W tym samym czasie w Kielcach tamtejszy Teatr Tańca przygotował premierę Zobaczyć jazz a w Lublinie odbywały się Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca, których główną, choć nie jedyną atrakcją były występy Batsheva Dance Company. Z przyczyn zależnych i niezależnych ode mnie ja skupiłam się na Dance Theatre of Harlem w Warszawie i premierze KTT w Kielcach.

 Amerykanie przyjechali do Polski z dwoma wieczorami złożonymi z nowszych i dawniejszych choreografii, ja obejrzałam pierwszy, 16 listopada, i jak mi doniesiono, jestem poszkodowana, bo wieczór drugi był zdecydowanie lepszy i bardziej interesujący. Właściwie nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać po Dance Theatre of Harlem. Znałam jego historię, wiedziałam o tym, że zespół powstał aby „zmieniać ludzkie życie. Szczególnie życie dzieci z nowojorskiego Harlemu, rozwijać je przez sztukę tańca”. Nie wiedziałam natomiast, że niedawno (2012) zespół de facto został reaktywowany po przerwie w działalności jako grupa zawodowych tancerzy. Nie wiedząc o tym, oglądałam wieczór baletowy w ich wykonaniu z mieszaniną łagodnego zdziwienia i wyrozumiałości. Mając w pamięci rodowód zespołu sądziłam, że oglądam występ talentów wyłowionych w różnych momentach życia z najróżniejszych środowisk, nie zawsze takich, w których do szkółki baletowej chodzi się  w różowych rajstopkach w wieku 6 lat. W pamięci miałam też historię Misty Copeland, której balet pozwolił nie tylko wyrwać się, ze wszystkimi tego konsekwencjami, ze swego środowiska, ale przede wszystkim po raz kolejny potwierdzić, że dla tancerzy o ciemniejszej karnacji (nie napisze „ciemnoskórych”, bo co na to poprawność polityczna?) jest miejsce na baletowej scenie. Takim tancerzem, długo przed nią, był właśnie Arthur Mitchell, pierwszy solista – Afroamerykanin w New York City Ballet, współzałożyciel  Dance Theatre of Harlem. Po nielicznych obejrzanych w Internecie fragmentach występów zespołu wyobrażałam sobie sceniczną mieszankę baletu klasycznego i etnicznych wpływów, nasyconą energią, jakiej biali (tu mogę nie obawiać się posądzenia o brak poprawności?) mogą tylko Afroamerykanom zazdrościć.

fot. R. Neville

Tymczasem… nie wiem doprawdy czemu przypisać rozczarowujący występ Dance Theatre of Harlem w Warszawie. Po części pewnie repertuarowi, który obejrzałam podczas pierwszego wieczoru. Choreografie z lat 2016 i 2017, może poza Change Dianne McIntyre, nie wykraczały poza słabą przeciętność. Nawet jeśli drugie w kolejności Equilibrium zapowiadało się na bezpretensjonalny przyjemny, swobodny kawałek w wykonaniu sprawnych trzech tancerzy, to szybciej się skończyło, niż publiczność zdążyła zauważyć w nim jaki taki urok. Na początek poczęstowano nas zaś bardzo ciężkostrawnymi Brahms variations Roberta Garlanda, które, jak można było przeczytać w programie, miały łączyć początki baletu na dworze Ludwika XIV z klimatem Harlemu. Początki baletu – tak, z całą pewnością, z jednym choreograf utrafił – tancerze miejscami wydawali się początkujący w swej sztuce wykonawczej. Do dziś zachodzę w głowę, co się stało. Czy zawinił jet lag, a może jakaś nagła trema, czy jeszcze jakieś inne, a nieznane mi czynniki zewnętrzne lub wewnętrzne, że artyści Dance Theatre of Harlem wypadli po prostu słabo. Zarówno elementy wykonania poszczególnych tancerzy, jak i skład zespołu prezentowały się bardzo nierówno. W jednym momencie solista strzelał nogami piękne entrechats, w drugim, po prostym piruecie, musiał się ratować odstawieniem nogi, bo groził mu upadek po utracie równowagi. Gdy jedna z tancerek w Change z prawdziwą sceniczną charyzmą czarowała publiczność swoimi ewolucjami i energią, tuz obok niej druga nie dawała rady wstać na czubki point. Ktoś stwierdził, że tancerze mieli słabe stopy, inni domniemywali, że nie wytrzymują kondycyjnie, ktoś wreszcie ocenił, że artyści źle się czują w tym repertuarze, są jakby skrępowani. Wszystko to jednak, jeśli byłoby choć po części prawdą, byłoby zaskakujące, bo przecież – jak się doczytałam w programie – wszyscy to profesjonaliści, a nie „dzieci Harlemu”, wykształceni, wyćwiczeni i tańczący w swoim zespole swój repertuar. Właściwie zachwycił najbardziej mnie, a po brawach sądząc, także większość widowni, jeden solista we fragmencie ostatniej choreografii wieczoru, Harlem on my mind Darrella Grand Moultrie. Anthony Santos w swojej solówce Harlem’s finest pokazał, co to jest płynny ruch wynikający z ciała i ogarniający je w całkowitym zespoleniu z muzyką, a przy tym wyrazisty, skupiający w jednej chwili uwagę dwutysięcznej widowni. Pewnie nie bez związku jest fakt, że artysta jest wychowankiem Alvin Ailey School. Litościwie pominę więc wpadki i upadki (!) innych wykonawców. To zresztą może się zdarzyć, zwłaszcza przy gościnnych występach w nieznanym miejscu. Sęk w tym, że, sięgając do klasyka „jak ma zachwycać, jak nie zachwyca?” Jak wspomniałam ponoć drugi wieczór w wykonaniu artystów zza oceanu był lepszy, wśród choreografii była jedna autorstwa Alvina Aileya, więc może…

Następnego dnia zmieniłam miejsce pobytu, choć niestety nie klimat, bo w Kielcach tego dnia zalegał taki sam smog, jak w Warszawie, i wybrałam się na premierę wieczoru Zobaczyć jazz. Hymn of Life & Golden Ages. Pierwszą część w technikach modern jazz i jazz rock przygotował Jean Claude Marignale (Mister Dynamite), drugą – swego rodzaju sentymentalną podróż do złotej ery jazzu, swingu i charlestona –  sprokurował Jean Charles Zambo (JoYsS). Jeśli u Dance Theatre of Harlem brakowało mi energii i swobody, to na scenie KTT w pełni objawiła się „czarna dusza” w białym ciele, a porwana energetycznymi rytmami publiczność ledwo mogła usiedzieć na swoich miejscach. Wprawdzie trudno pisać o Zobaczyć jazz jako o typowym spektaklu tanecznym, nawet afabularnym, choć akurat w paru miejscach szczątki fabuły się pojawiły, służące jednak bardziej wytłumaczeniu, co to ten jazz i skąd się wziął, niż budowaniu jakiejś prawdziwej akcji scenicznej. Wieczór okazał się niezwykle rozrywkowym „wykładem” z historii i współczesności tańca jazzowego i jeśli tak go traktować, to spełnia swoje zadanie. Mnie jednak trochę przeszkadzała niespójna konstrukcja (zwłaszcza w pierwszej części, gdzie najpierw obejrzeliśmy interesującą, symboliczną choreografię modern, a po chwili zostaliśmy wrzuceni w zupełnie inną estetykę i inny rodzaj tańca, daleko odbiegać od pierwszej, bardziej „artystycznej” części). Po przerwie jasne już było, że zanosi się na wędrówkę po historii, bo mieliśmy już nie tylko głos z offu, ale i upostaciowionego narratora, który tańcem zapowiadał najpierw wizytę w ekskluzywnym Cotton Clubie lat 30-tych, a potem w bardziej demokratycznym Savoy Ballroom, gdzie w późniejszych latach „biali” i „czarni” wspólnie tańczyli modne tańce.

Fot. B. Kruk / KTT

Każda z części osobno mogła się podobać, nawet żartobliwa scenka na ławeczce w wykonaniu dyrekcji KTT, Elżbiety i Grzegorza Pańtaków (którzy także później, w dalszych częściach czarowali mistrzostwem tańca w parze), ale jako całość mnie nie przekonała. Jakby każdy obrazek był z innej bajki i oprócz komentarza z offu tłumaczącego niezorientowanym widzom historię tańca jazzowego, nic ich nie łączyło (oprócz źródłowej techniki tańca rzecz jasna). Nie zmienia to faktu, że bawiłam się wspaniale, a publiczność dostała widowisko w stylu rewii połączonej z szalonym tańcem jazz rock rodem z najlepszych współczesnych teledysków. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie: jedni najprawdziwsze girlsy, a nawet elementy tańca erotycznego, inny swobodną zabawę w sali tanecznej i wspólną zabawę prostymi układami, które powielone przez tłum tancerzy robią nagle oszałamiające wrażenie. No i ta muzyka, zbyt rzadko obecnie pojawiająca się w otaczającej nas rzeczywistości: tak słoneczna, radosna, namiętna, chciało by się powiedzieć: mięsista  smakowita! Tak, w Kielcach z pewnością jeśli nawet nie zobaczyłam prawdziwego Harlemu, to jego wspaniały portret tak.

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*