Kreowanie własnej przyszłości

To zdecydowanie była najbogatsza i najlepsza odsłona corocznych warsztatów choreograficznych „Kreacje” w Polskim Balecie Narodowym. Co cieszy nawet bardziej niż liczba uczestników, to fakt, że ilość przeszła w jakość i po ubiegłorocznych, mało ciekawych warsztatach, w tym roku można było niemal przebierać w ciekawych i bardzo ciekawych choreografiach i to zarówno autorstwa stałych uczestników warsztatów, jak i debiutantów.

I tak przyjemną w odbiorze, nieźle skonstruowaną, zwłaszcza pod względem rozplanowania w przestrzeni choreografię pt. Miłość zaproponował Arkadiusz Gołygowski. Widać było, że tancerz uważnie przyglądał się wszystkiemu, co w ostatnich latach zagościło na scenie TW-ON i potrafił twórczo z tego czerpać. Choćby z choreografii dyrektora PBN Krzysztofa Pastora, który z upodobaniem korzysta z zabiegu zestawiania na scenie w jednym czasie dwóch par tancerzy wykonujących osobne, zupełnie różne duety. Zabieg ten zupełnie inaczej niż w wypadku tradycyjnego skupienia się na jednej parze zapełnia scenę, ale i zajmuje uwagę widza. Do tego, od czasu do czasu pary te rozdzielają się i/lub wchodzą w interakcje, również z kolejnymi uczestnikami tańca ( w tym wypadku dwiema solistkami). Szczególnie udany był zabieg zestawienia tych solistek jako swego rodzaju „tanecznych bliźniaczek”, czemu też dobrze służyło dobranie podobnych fizycznie tancerek (wspaniałe Dagmara Dryl i Izabela Milewska). Nie wypada nie zauważyć świetnego tańca wspomnianych par: Dominiki Krysztoforskiej i Wojciecha Ślęzaka oraz Anety Zbrzeźniak i Sebastiana Soleckiego. Miło też, że choreograf odważył się nie tylko sięgnąć po piękną muzykę Rachmaninowa (Preludium D-dur op 23), ale i udało mu się doprowadzić do wykonania na żywo (pianista Marcin Mazurek).

To, że „Kreacje” są potrzebne i spełniają swoje zadanie jedynego w swoim rodzaju laboratorium dla choreografów, najdobitniej było widać na przykładzie choreografii Memoryhouse Eduarda Bablidze. Artysta ten bierze udział w warsztatach corocznie i widać, że z edycji na edycję rozwija nie tylko swój warsztat i język, ale przede wszystkim swój sposób myślenia o tańcu, o zadaniach i możliwościach choreografii. To najdojrzalsza z jego prac, korzystająca także z arsenału motywów i pomysłów, jakie pojawiały się w ostatnim czasie na warszawskiej scenie. Tu także widać było nowy sposób myślenia o przestrzeni sceny, o tym, że ważnym i pomocnym elementem spektaklu mogą być projekcje video i światło. Niemal wszyscy zresztą uczestnicy „Kreacji IV” dużą wagę przywiązywali do reżyserii świateł i osiągnęli w pełni profesjonalne efekty. Wracając do choreografii Bablidze – po raz pierwszy artysta skorzystał z bardzo ambitnej, niełatwej do zilustrowania ruchem muzyki Maxa Richtera. I on także, podobnie jak Gołygowski uczynił bohaterami swej opowieści o wspomnieniach kilka postaci, połączonych w pary, mieszających się i przenikających na różnych planach. Niezależnie od wspaniałego występu wszystkich (wyrazista Agnieszka Pietyra, liryczny Vladimir Yaroshenko, błyskotliwa Ana Kipshidze, elegancki Robert Gabdullin, dynamiczny Paweł Koncewoj), swych partnerów przyćmił Maksim Woitiul kreujący być może postać bohatera choreografii, przed oczyma którego przewijają się wspomnienia, z których składa się życie każdego człowieka. Solista błyszczał nie tyle nieskazitelnym tańcem, ile dojrzałą osobowością sceniczną, stuprocentowym zaangażowaniem w bycie na scenie. Oto klasa, której nie dostaje się w prezencie, a do której dochodzi się po wielu latach pracy.

Niezmiernie ciekawą, trochę surrealistyczną choreografię do muzyki Pink Floyd zaproponowała Barbara Bartnik. Różnorodność środków scenicznych, pomysłowa warstwa inscenizacyjna, dynamiczny ruch czerpiący głównie z techniki modern i contact improvisation złożyły się na intrygujący portret jednostki żyjącej w otoczeniu innych jednostek, tworzących grupę, ale też potrafiących z tej grupy nas alienować. Jeśli mogłabym postawić jakiś poważniejszy zarzut w stosunku do tej części „Kreacji”, to tylko taką, że w obsadzie nieco nie na miejscu wydawał się być Adam Kozal. W stosunku do swoich partnerów (Anna Hop, Ewa Nowak, Adam Myśliński) był on za bardzo „fizyczny”, „pierwotny”, podczas gdy całość chyba miała tchnąć takim trochę oderwanym od konkretu surrealizmem. Nie zmienia to faktu, że Human object to bardzo obiecujący debiut choreograficzny koryfejki PBN.
Michał Chróścielewski chyba nieco na wyrost zatytułował swoją pracę do muzyki Giorgio Morodera Nieśmiertelni. Taniec pary w czarno-czerwonych strojach utrzymany w charakterze tanga świetnie sprawdził by się na konkursie tańca na lodzie i nie jest to bynajmniej zarzut. Być może to kolejne nieodkryte pole transformacji zawodowej tancerzy baletowych, godne rozważenia. Było w tej choreografii coś, co aż prosiło się o przeniesienie na lodowisko – rozłożenie akcentów, mocne kulminacje, płynność wykonania, utrzymane pozy przez parę (Alexandra Vadon i Patryk Walczak). Niemniej, ujmując rzecz oględnie, dostrzegało się w Nieśmiertelnych więcej dobrego rzemiosła, niż choreograficznego artyzmu.

Trochę podobnie rzecz się miała z pracą debiutującego na warsztatach Tomasza Fabiańskiego (od roku tancerza PBN). Choreografia zatytułowana Adios Nonino do muzyki Astora Piazzolli była wprawdzie twórczym rozwinięciem tanga, przefiltrowanego niewątpliwie przez klasyczne wykształcenie tancerza i elementy hiszpańskich tańców narodowych, ale zabrakło powiewu lekkości. Wszystko było ułożone niczym w telewizyjnym show dance i choć przed warsztatowe zapowiedzi mówiły o „krótkiej historii o miłości”, to na scenie widać raczej było taneczne mistrzostwo, popis i precyzję.

Rewelacyjnym zaskoczeniem było Ganz Anders w choreografii Lachlana Philipsa do muzycznego collage’u. Czystość inscenizacji (jednobarwne tło, białe kostiumy, granie sylwetkami w formie cieni w połączeniu z dynamicznym ruchem, pełnym kontrastów (od ruchów gimnastycznych po bardzo fizyczny modern wynikający z contact improvisation) i mocno etniczną oraz elektroniczną muzyką dało znakomity efekt. Odmienne w nastroju części choreografii złożyły się na coś w rodzaju choreograficznej sonaty o kontrastowych elementach. Utwór wydawał się być całkowicie abstrakcyjną symfonią ruchu, a jednak pewne mini-historie czy mini-sytuacje dawały się wychwycić. Na koniec pojawiło się zapowiadane jako idea choreografii „zjawisko odmienności”, wyrażone różnymi kolorami farb, jakimi ochlapują się tancerze, ale jak dla mnie to drugie dno nie było mi potrzebne – wystarczała zupełnie radość obcowania z atrakcyjnym, dojrzałym, skomplikowanym w przebiegach, a pięknym w swej prostocie tańcem. Znakomici, tak w swoich tańcach solowych, jak i tworząc całkiem zgrane „corps de ballet” okazali się: Alice Bertschy, Yuka Ebihara, Emilia Stachurska, Izabela Szylińska, Raphaël Rautureau i Bartosz Zyśk.

Dawno temu, chyba przy okazji wieczoru choreograficznego Taniec wg mężczyzn pisałam, że nie ma rzeczy trudniejszej niż bawić tańcem w balecie, rozbawić widza nie za pomocą humoru sytuacyjnego, mimiki tancerzy, ale samego tańca. Ta trudna sztuka znakomicie udała się Annie Hop, dla której były to już trzecie „Kreacje”. Artystka konsekwentnie tworzy małe, ale piekielnie dopracowane choreografie, krągłe, skończone perełki tanecznego humoru i myślenia czystym ruchem. Z drugiej strony nośnikiem humoru lub zaskoczenia jest u niej nie tylko ruch, ale doskonale dobrane elementy składowe, głównie kostiumy. Tym razem forma okazała się większa, za to złożona z „mini-wariacji” kilkorga tancerzy, ze wspólną „kodą”. Punktem wyjścia były hity z lat 50.tych – lekkie, melodyjne, czasami aż infantylne. Do tego obłe, bardzo plastyczne, a jednak jakoś odrealnione ciała tancerzy obciągnięte gładkimi „kombinezonami” w cukierkowych kolorach (tańczą Barbara Bartnik, Anna Hop, Agnieszka Pietyra, Bartosz Anczykowski i Adam Kozal). Trochę ruchów nadmiernie seksownych, trochę pokracznych i karykaturalnych, razem – znakomita zabawa dla widza, a chyba także dla tancerzy. Z wielką przyjemnością obejrzałabym Lab V jeszcze niejeden raz.

O dziwo, jeśli coś podczas tego wieczoru mnie rozczarowało to choreografia  Jacka Tyskiego, rzec można weterana wśród uczestników „Kreacji”, choreografa z długim już stażem. Wszystkie jego poprzednie prace pokazywane w ramach warsztatów PBN były bardzo ciekawe, natomiast tegoroczny Spacer z muzyką Michaela Galasso okazał się zaskakująco miałki, banalny tak choreograficznie, jak i w warstwie ideowej. Miała to być opowieść o trzech przyjaciółkach, trzech tancerkach Polskiego Baletu Narodowego, które znane są z tego, że trzymają się razem, przyjaźnią i wspierają. Miały to być ich portrety, ukazanie ich więzi. Tymczasem ta głęboka, jak sądzę, relacja została sprowadzona do stereotypowego wspólnego chichotania przyjaciółek, całusów na dzień dobry i do widzenia, elementów kłótni. Również czysto choreograficznie liczyłam raczej na taneczne portrety trzech kobiet o różnych temperamentach, a nie tańczony unisono dość jednostajny układ. Szkoda, tym bardziej, że w warstwie inscenizacyjnej zadano sobie sporo trudu kreując przestrzeń dla tej choreografii, operując światłem, elementem „pyłu” sypiącego się z fryzur tancerek i efektownymi kostiumami. Niezależnie od wartości choreografii miło było oglądać na scenie tercet pierwszych solistek: Magdalena Ciechowicz, Marta Fiedler i Karolina Jupowicz.

Nie rozczarował za to inny „etatowy” uczestnik „Kreacji”, który między innymi dzięki nim zdobył status najbardziej utalentowanego i obiecującego młodego polskiego choreografa – Robert Bondara. Zdawało się, że po pełnospektaklowej Personie trudno będzie artyście przebić własne osiągnięcia. Tym razem postanowił on całkowicie odejść od spajającej dzieło choreograficzne idei, czy przypowieści i zabawić się samym konceptem tańca, relacji i współzależności tancerzy w ruchu. Cokolwiek napisałoby się o 8m68, bo taki tytuł nadał swojej pracy Bondara, będzie osobistą interpretacją abstrakcyjnego tańca w bardzo ciekawej przestrzeni (prostokąt sceny wysypany sztucznym śniegiem, (a może piórkami, a może kryształkami?), zmienne światło, dwubarwne kostiumy (mężczyźni w zgrzebnych szarych kombinezonach, panie w czerwonych „sweterkach”). Znakomici byli wszyscy tancerze: Joanna Drabik, Paweł Koncewoj, Aleksandra Liashenko, Anna Lorenc, Kurusz Wojeński, choć szczególnie swoim dynamizmem i siłą wyrazu porażała Aleksandra Liashenko. Była tam i walka, i przyciąganie, odtrącanie i przyciąganie, strach i włączanie się do grupy. Trochę przywodziło mi na myśl dynamizm choreografii Green Eda Wubbe, trochę Święto wiosny Emanuela Gata, a jednocześnie w warstwie ruchowej widać było, że Bondara rozporządza już swoim własnym językiem, ma swój własny styl, ale ma też ochotę na dalsze eksperymenty. I temu właśnie jak najlepiej służą „Kreacje”.

 

 

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie, recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Kreowanie własnej przyszłości

  1. jarek wajchert pisze:

    Dziękuję za dokładną recenzję i takie pogłebione spojrzenie, nie bylem w stanie zapamietac nawet wszystkich. Jednak odnosnie tańca 3 solistek, to nie byla historia 3 solistek PNB , ale kobiet – kur domowych, które „wyzwalaja się ” ze schematu, ciesza sie zyciem, a potem skutkuje ich roznymi reakcjami – tak to odebralem – pyl symbolizowal marnosc? To o inscenizacji, o choreografi jako takiej nie smiem sie wypowiadac.
    Ogólnie super, kilka rzeczy bylo doskonalych, a przynajmniej bardzo ciekawych: Miłośc, Memoryhouse, Ganz Anders, Lab V i 8m68, natomiast Adios Nonino bardzo podobala sie publicznosci.

  2. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Swój komentarz dotyczący choreografii „Spacer” oparłam na wypowiedzi Jacka Tyskiego nagranej podczas konferencji prasowej Kreacji IV i wyemitowanej przez Program Drugi PR (niestety nie mogłam być osobiście na konferencji). Choreograf mówił tam, że „Spacer” to opowieść o 3 solistkach PBN, tych konkretnych, które tańczą w tej choreografii, z którymi pracował już wcześniej. Jak wiadomo z ich publicznych wypowiedzi (materiały prasowe, wywiady w Vivie i Twoim Stylu oraz w rozmowach telewizyjnych Dzień dobry TVN) artystki te po prostu blisko sie przyjaźnią i w choreografii właśnie o tym i o nich miała być mowa. Stąd też np. początek który mógł wskazywać na bycie „kurami domowymi” – a pokazywał po prostu zajęcia pań – np. Marta Fiedler lubi robić na szydełku, drutach, szyć np. maskotki 🙂

  3. Iwona pisze:

    „Choreografia zatytułowana Adios Nonino do muzyki Astora Piazzolli była wprawdzie twórczym rozwinięciem tanga, przefiltrowanego niewątpliwie przez klasyczne wykształcenie tancerza i elementy hiszpańskich tańców narodowych, ale zabrakło powiewu lekkości. Wszystko było ułożone niczym w telewizyjnym show dance i choć przed warsztatowe zapowiedzi mówiły o „krótkiej historii o miłości”, to na scenie widać raczej było taneczne mistrzostwo, popis i precyzję.”
    Ten młody tancerz ma zaledwie 18 lat i pewnie mało kto o tym wie.
    Mistrzostwo i precyzja wykonania to akurat cechy wielkich tancerzy. 🙂
    Szkoda, że dla wielu liczą się tylko nazwiska bardziej znanych tancerzy PBN.
    Publiczność jednak swoimi brawami doceniła tego młodego człowieka, a ja życzę jemu, i reszcie, powodzenia w dalszej karierze. 😉

  4. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Iwono, ależ ja doceniam – doceniałam juz jako absolwenta, doceniałam jako wykonawce na koncercie w Mateczniku Mazowsza i doceniam na scenie PBN. Adios Nonino było takie, jak je opisałam, – to dobra robota, muzyka i wykonanie porywające toteż porwało publiczność i bardzo mnie to cieszy. To że oczekuje od choreografii na warsztatach choreograficznych „artyzmu” to jeden z czynników, który podlega ocenie i magia nazwiska czy stażu nie ma tu nic do rzeczy, podobnie jak wiek choreografa, choć chwała mu że próbuje i z tak udanym (naprawdę udanym w swej klasie) skutkiem. Także kibicuje mu na początku jego drogi artystycznej :)))

  5. Gość 2 pisze:

    Pani Katarzyna tyle dobrego napisała o efektach tego warsztatu, że aż strach coś dodać w obawie przed wodą sodową. Ale fakt, „Kreacje 4” bardzo udane. Zdziwiło mnie tylko rozczarowanie autorski „Spacerem” Jacka Tyskiego na tle poprzednich jego prób choreograficznych. Bo mnie właśnie te wcześniejsze wydawały się dość „miałkie, banalne tak choreograficznie, jak i w warstwie ideowej”. Ta zaś dużo ciekawsza. Bo Tyski podjął wreszcie jakiś temat, dzieli się z nami jakimś własnym spostrzeżeniem. W moim odczuciu drąży dowcipnie tzw. przyjaźń w wydaniu kobiet. Jej objawy? Powierzchowne ploteczki, chichoty, całuski, pusta paplanina, czasem wzajemne prowokacje i złośliwości (to obrzucanie się mąką). A w sprawach zasadniczych, malowanych tu ostrym, dynamicznym tańcem – ostra rywalizacja „unisono” właśnie. Tak to odbieram, ale może się mylę…

    A „8m68” Roberta Bondary świetne pod każdym względem. Abstrakcyjne jak tytuł, ale pomysłowe, mocne, pełne energii, oryginalne w ruchu. Po prostu piękne. I wspaniale tańczone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*