Maraton z Aurorą

Nie ukrywam, że niezależnie od wspaniałych nowych baletów, pojawiających się teraz co roku na warszawskiej scenie, zawsze czekam na wielkie tytuły klasyczne, w których może się pokazać niemal cały zespół Polskiego Baletu Narodowego. W moich i nie tylko moich oczach to sprawdzian formy poszczególnych artystów i całego zespołu – wielkie wyzwanie, któremu sprostać mogą tylko najlepsi. To także okazja do pokazania się warszawskiej publiczności młodych tancerzy: solistów, koryfejów, a nawet członków corps de ballet. Śpiąca królewna jest w tym wypadku idealnym materiałem do pracy: znane dzieło, mnóstwo partii solowych stanowiących mniejsze lub większe wyzwanie, prezentujące cały arsenał technicznych i wyrazowych trudności. Być może dla zespołu mało komfortowe jest to, że w Polsce Śpiącą królewnę (trochę z braku alternatywy) traktuje się jako przedstawienie dla dzieci, zatem na widowni zasiadają głównie milusińscy, często w bardzo młodym wieku. Dzieci to wdzięczna publiczność, jeśli chodzi o siłę wyrazu tancerza i jego zdolności aktorskie, ale niekoniecznie jeśli chodzi o niuanse techniczne i wykonawcze tak wspaniałej i trudnej choreografii. Na szczęście na widowni dało się też zauważyć wielu baletomanów i uczniów szkoły baletowej, którzy z wielkim zaciekawieniem śledzili debiuty w poszczególnych partiach na kolejnych przedstawieniach.

Bo też było co oglądać i czym się zachwycać. Po obejrzeniu czterech (z pięciu) przedstawień Śpiącej królewny myślę, że szczęśliwy to zespół, który może zaprezentować aż trzech znakomitych książąt Desire i dwie (a w domniemaniu cztery lub pięć, jeśli brać pod uwagę wykluczone z udziału w przedstawieniach z powodu kontuzji lub stanu zdrowia Agnieszkę Pietyrę, Dagmarę Dryl i Aleksandrę Liashenko) cudownych śpiących królewien, oraz z powodzeniem obsadzić w kilku wariantach większość partii solowych w akademickim balecie Petipy i Czajkowskiego. Polskiemu Baletowi Narodowemu to się udało! Przede wszystkim znakomicie zaprezentowała się para debiutująca w rolach głównych: Maria Żuk i Sergey Popov. Żuk dawno temu zachwyciła mnie w jednym spektaklu Jeziora łabędziego, potem jakoś przygasła. W ubiegłym sezonie była niezrównana jako Nikja w Bajaderze, Klara w Dziadku do orzechów, sprawdziła się także w Kopciuszku. Aurora to zdecydowanie ukoronowanie jej występów w klasycznym repertuarze – dosłownie i w przenośni błyszczała w roli śpiącej królewny. Tańczyła z wyjątkową elegancją, prześlicznie prezentowała się w pozach charakterystycznych dla tej roli, zwłaszcza w attitude. Tańczyła z wystarczającą lekkością, aby zaprezentować się jako dziewczęca księżniczka, ale także z siłą i precyzją niezbędną w tak wymagającej i trudnej roli. Z równym powodzeniem zachwycała delikatnością i wdziękiem kroczków en pointe, jak i energią w sokach i piruetach. W III akcie w nowym kostiumie i brylantowym diademie wyglądała i tańczyła oszałamiająco! Nie było by oczywiście tak pełnej i doskonałej roli Aurory bez dobrego partnera, jakim okazał się Sergey Popov. Często snułam przypuszczenia, że dla tego tancerza partia Desire może być idealna, nie sądziłam jednak, że tak ogromne poczyni postępy, do takiego poziomu doprowadzi zarówno precyzję w skokach i piruetach (na elegancji nigdy mu nie zbywało). Wydaje mi się, że ostatni sezon bardzo wzmocnił kondycję artysty, dodając mu również pewności siebie. Jako Desire był elegancki i romantyczny, a wszystkie ewolucje wykonał bardzo dobrze. Jego jete entrelace charakteryzuje się teraz lekkością i swoistym „spowolnieniem” w fazie lotu oraz pewnym lądowaniem. Arcytrudną wariację w III akcie wykonał bezbłędnie, świetny był także aktorsko i podczas partnerowania Marii Żuk. Razem stworzyli świetny duet. W tym samym przedstawieniu p raz pierwszy w role Króla i Królowej wcielili się Robert Bondara i Anna Lipczyk. Bondara wydawał się dość nieobecnym duchem władcą, który jednak był dość dobroduszny, Anna Lipczyk nawiązała do najlepszych wzorów i była zarówno czułą matką, jak i, kiedy trzeba, dumną królową. Podczas swojego drugiego spektaklu oboje dopracowali stronę aktorską ról i byli bardzo przekonujący. Nieco mniej spodobał mi się Łukasz Tużnik jako Catalabutte – trochę zapomniał, że to rola charakterystyczna, w której trzeba (jako mistrz ceremonii) nawiązać kontakt z publicznością (tą dziecięcą), ale i on ze spektaklu na spektakl udoskonalał swoją interpretację. Trudno nie napisać choć słowa także o wykonawcach, dla których były to kolejne występy w rolach Wróżki Bzu i Złej Wróżki Carabosse: Magdalenie Ciechowicz i Sergeyu Basalaevie. Ciechowicz w świetnej formie – wytańczyła z wdziękiem wszystkie ewolucje, które w poprzednich sezonach sprawiały jej trudność, a Basalaev jak zwykle stworzył pełnokrwistą postać nie pozbawionej elegancji, ale i komicznej (i przerażającej) Złej Wróżki.

Drugiego wieczoru miałam niekłamaną przyjemność oglądać obsadę głównych ról, która może być spełnieniem marzeń każdej małej dziewczynki. Dziewczynka taka nie doceni może doskonałości wykonania i technicznych detali sztuki baletowej, ale całym sercem chce być taką śpiącą królewną i znaleźć swojego księcia… Ewa Nowak już poprzednio podczas swego debiutu uwiodła mnie dziewczęcą delikatnością i na poły wstydliwym wdziękiem w partii Aurory. Do tego aż trudno sobie wyobrazić, że ta filigranowa tancerka potrafi unieść tak doskonale ciężar tej partii. Przede wszystkim jej wykonanie jest bardzo dopracowane pod względem aktorskim i wyrazowym, każdy ruch klasycznych pas przepojony jest ciepłem i kruchym wdziękiem. Nic tam nie jest tylko odtańczone lub wykonane. Wzruszające. O Maksimie Woitiulu w partii Desire trudno pisać inaczej niż w superlatywach. Tancerz ten występuje w warszawskiej Śpiącej królewnie od początku swojej kariery w stołecznym teatrze (debiutował jako Błękitny Ptak), a potem przez lata na przemian tańczył tę partie oraz role Desire. Woitiul ma wszystko: ujmującą aparycję, diabelską sprawność w wirtuozowskich skokach i piruetach, doświadczenie i umiejętności w partnerowaniu oraz wyrobienie aktorskie. Gdy wspominam dziś jego początki w Warszawie, widzę jak bardzo tancerz może i musi wypracować inne elementy warsztatu, niż tylko umiejętności techniczne – mało kto się z nimi rodzi. Jego Desire jest żywiołowym marzycielem: aż płonie chęcią odnalezienia zaklętej królewny, a potem mało nie pęknie z radości, gdy Aurora zgadza się zostać jego żoną. Podczas partnerowań mimo całkowitego skupienia na partnerce nieustannie gra twarzą – ukazuje i czułość, i zachwyt, i szczęście młodego człowieka w obliczu miłości, wpatrzonego w ukochaną. Tego samego wieczoru można było także podziwiać trzecią błyszczącą w swej roli wykonawczynię – Anę Kipshidze jako Wróżkę Bzu. Dawno już nie widziałam, aby jakaś tancerka tak promieniała na scenie. Wykonując absolutnie perfekcyjnie wszystkie pas nie przestawała emanować radością tańca. Artystka ta ma także naturalny dar podkreślania i zamykania każdego ruchu i gestu w partiach klasycznych: ruchem głowy, kierunkiem spojrzenia, ustawieniem korpusu podkreśla właściwą linię pozy – jednym słowem pokazuje „kwintesencję” każdego pas: co ma wyrażać, czemu służyć, czym zachwycać. Dla odmiany Jacek Tyski był bardzo żywiołową i dość „improwizującą” w ramach choreografii Wróżką Carabosse. Udało mu się stworzyć nastrój grozy połączony jednak z komizmem postaci, wyrazistością pozwalającą dzieciom zrozumieć całą scenę rzucania zaklęcia i dynamiczny wyjazd wróżki w asyście szczurów i diabłów.

Nie miałam okazji oglądać trzeciej z rzędu Śpiącej królewny, ale za to zafundowałam sobie dwa spektakle jednego dnia: przedstawienia o 12-tej i 19-tej 7 października. Rano ponownie oglądałam cudowną Ewę Nowak, tym razem unoszoną w ramionach przez Vladimira Yaroshenkę. Także ten książę niezmiernie mi się podobał – był tak swobodny i pewny na scenie, że wydało mi sie, że tańczył już u nas tę rolę – tymczasem był to również debiut (o czym zapomniała poinformować widzów obsadowa wkładka). Jego Desire był bardziej zapatrzony w marzenie, w scenie z Wróżką Bzu bardzo przekonująco grał to, że ogląda wizję zaklętej królewny. Technicznie także zaprezentował się bez zarzutu – może jedynie jego lądowania po wysokich skokach budzą mój lekki niepokój, ale nie z powodu jakichkolwiek problemów, tylko z powodu lekkiego braku amortyzacji. Przy tej okazji warto wspomnieć o kolejnych debiutach w rolach Króla i Królowej: Sergeyu Basalaevie i Dominice Krysztoforskiej. O ile Basalaev doskonale wczuł się w rolę monarchy z dumnym wyrazem twarzy dla poddanych i dobrocią oraz ciepłem dla ukochanej córki, o tyle Krysztoforska przez cały czas pozostawała albo nieobecna myślami, albo z wyrazem dumy malującym się na królewskim obliczu. Wyglądała tak pięknie w prześlicznych kostiumach królowej (ze swoim wzrostem i postawą), że żal było, że nie złagodziła swojej gry odrobiną czułości.

Nie był to oczywiście koniec debiutów w Śpiącej królewnie. W rolach wróżek w pierwszym akcie i wróżek oraz postaci z bajek z aktu trzeciego wystąpiło wielu utalentowanych młodych tancerzy; niekiedy byli to artyści, których od kilku lat mamy przyjemność oglądać na naszej scenie, inni byli to tancerze niemal zupełnie nieznani warszawskiej publiczności. Yuka Ebihara zaprezentowała się aż w czterech partiach solowych: jako Wróżka Śmiałości, Wróżka Brylantów, Wróżka Żywotności i księżniczka Florina. We wszystkich wypadła bardzo pięknie – jako Śmiałość była wystarczająco dynamiczna, zabrakło mi jednak odrobinę więcej zdecydowania w pracy rąk, jako Brylant rzeczywiście skrzyła się i błyszczała, podobnie było w wariacji Wróżki Żywotności, najpiękniej pokazała się jednak moim zdaniem jako eteryczna Florina. Tego samego wieczoru Carlos Martin Perez jako Kot w butach towarzyszył Marcie Fiedler w tańcu kotów – ulubionym fragmencie wszystkich dzieci. Drugiego dnia była okazja przyjrzeć się dużej liczbie młodych tancerek, które pojawiły się w solówkach wróżek: Svetlana Siplatova subtelnie odtańczyła wariację Wróżki Delikatności, Paulina Jurkowska dobrze wypadła jako Wróżka Beztroski, ucieszył mnie także widok Emilii Stachurskiej jako Wróżki Szczodrości. Zupełnie nowymi „kotami” byli Bartosz Anczykowski i Karolina Sapun – pełni kociej gracji i filuterni. Yurika Kitano była Czerwonym Kapturkiem, a Adam Kozal i Roseanna Leney wykonali taniec Kopciuszka i księcia. Nawet tak doświadczona artystka jak Izabela Milewska miała okazję przygotować nową partię – z wrodzonym wdziękiem i maestrią zatańczyła Wróżkę Delikatności podczas porannego spektaklu 7 października. Tego samego dnia otrzymaliśmy niemal zupełnie nowy zestaw „klejnotów”, czyli wróżek drogocenności: Palina Rusetskaya była Brylantem, Paulina Jurkowska Złotem, a Margarita Simonova – Szafirem. Zestawu dopełniała Alicja Złoch jako niezawodna Wróżka Srebra. Rusetskaya okazała się świetnie przygotowana do swojej partii – doskonale radziła sobie ze zmianami kierunków i ich podkreslaniem w swojej wariacji oraz skokami lądowanymi w arabesce. Pozostałe panie były jeszcze odrobinę niezgrane, co w ich tańcach wspólnych przeszkadzało w odbiorze. Wróżki Drogocenności mają bardzo niewdzięczne zadanie – tak na prawdę muszą zatańczyć synchronicznie niczym corps de ballet dwa tańce, a jednocześnie zwykle są to artystki przyzwyczajone do tańca solo, Brylant ma nawet swoje dwie wariacje. Najbardziej oczekiwanym debiutem tego dnia był na pewno występ Patryka Walczaka jako Błękitnego Ptaka partnerującego wspomnianej już Ebiharze. Wychowanek warszawskiej szkoły baletowej znakomicie poradził sobie z morderczymi wariacjami Błękitnego Ptaka, nieco słabiej partnerował, ale i tak całość sceny „ptaków” wypadła doskonale. Lekki skok i dobra kondycja aż do końca kody wykazały, jaki talent mamy do dyspozycji. Wielkie gratulacje dla młodego tancerza, czekamy, aby w równie wspaniałym stylu wykorzystał kolejne szansy na zaistnienie na scenie PBN. Z równą przyjemnością oglądało się Annę Hop i Raphaela Rautureau w krótkim tańcu Kapturka i Wilka – tak aktorsko, jak tanecznie dopracowanym w najmniejszym szczególe. Na ostatek pozostawiono nam (7 października, godz. 19) debiut drugiego naszego tancerza jako Błękitnego Ptaka – Bartosz Zyśk partnerował Ewie Nowak. Zyśk także odznacza się lekkością i siłą skoku, jednak drobne zachwiania w dwóch miejscach i jednym partnerowaniu nieco zepsuły bardzo dobre wrażenie z solówek. Mimo to oglądało się go z przyjemnością.

Poza debiutantami i wykonawcami głównych partii trzeba by wymienić jeszcze masę nazwisk pięknie tańczących solistów: Pawła Koncewoja (Błękitny Ptak) partnerującemu Dagmarze Dryl (Florina). Wielka szkoda, że w tej partii artystka doznała kontuzji, która uniemożliwiła jej debiut w roli tytułowej. Ewa Nowak i Iwona Kurowska zachwycały jako Wróżka Żywotności (zwana też Wróżką Kanarków), dodatkowo Nowak była uroczą Florianą. Marta Fiedler była rozkoszną Białą Kotką, podobnie jak Aneta Zbrzeźniak (wykonująca też partie Wróżki Beztroski i Wróżki Szafirów), Magdalena Ciechowicz – prawdziwie władcza jako Wróżka Śmiałości i Izabela Milewska jako Florina w duecie z Vladimirem Yaroshenką. Żeby jeszcze orkiestra traktowała Czajkowskiego z należytym szacunkiem i dokładnością, a dyrygent nie poduszczał do połknięcia kilku taktów w finale I aktu – były by to spektakle idealne.

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie, recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Maraton z Aurorą

  1. kot w butach pisze:

    Wspaniale się czytało tę recenzję. Nie jestem żadnym ekspertem dziennikarskim, ale naprawdę świetnie napisane.
    No… ale było co chwalić, więc i przyjemnie pisać o takich wspaniałościach!
    Kasiu jeśli możesz i wiesz, zdradź proszę co się stało Dagmarze? Jaka to kontuzja?

  2. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Nie wiem dokładnie, więc nie będę siać plotek – jakiś uraz łydki. Wyglądało to o tyle niefajnie, ze tancerka wykonała całe pas de deux Floriny i Błękitnego Ptaka, po czym juz nie weszła na końcówkę czyli mazura tańczonego przez wszystkie postaci z bajek – zastąpiła ja błyskawicznie przebrana Yuka Ebihara, która tego dnia tańczyła Brylant… Miejmy jednak nadzieje, że to nic poważnego – wiadomo jednak, że Aurory nie da się zatańczyć (a na pewno nie powinno) z żadną kontuzją 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*