Baletowe przyspieszenie

Życie baletowe stolicy raptownie przyspieszyło. Chwilowo nie stać mnie na podróżowanie i choć w Poznaniu grają Jezioro łabędzie z przyjemnością zanurzam się w stołecznych tanecznych propozycjach. Na dobre rozpoczynają się IV Dni Sztuki Tańca w Teatrze Wielkim i przy tej okazji na scenie kameralnej TW-ON (dawniej, pozwolę sobie przypomnieć nazwanej Salą im. Młynarskiego, której to nazwy nie wiedzieć czemu obecna dyrekcja wyjątkowo nie lubi), pojawił się wieczór baletowy Miłość i lęk. Na wieczór złożyły się warte dalszego żywota scenicznego choreografie, które zbyt szybko zeszły z afisza. Mamy więc namiastkę widowiska baletowego Kurt Weill, czyli najlepsze choreograficznie, zdaniem autora, Krzysztofa Pastora, fragmenty spektaklu, są dwie choreografie będące pokłosiem warsztatów Kreacje i na koniec porywający The Green Eda Wubbe (dawniej pokazywany w ramach wieczoru baletowego z muzyką Bacha). Z przyjemnością odświeżyłam sobie wszystkie te balety, choć muszę przyznać, ze zmiana perspektywy (z dużej sali na kameralną), a czasem oczywiste przeróbki (suita z Weilla bez elementów scenograficznych) znacznie je zmieniły – na plus lub minus.

Kurta Weilla lubię, ale właśnie za widowiskowość, za całokształt spektaklu. Niektóre fragmenty jak Wie lange noch uważam za genialne, niektóre mniej… np. duet Srebrne jezioro jest poruszający emocjonalnie (na tle całej otoczki zapewnionej mu w spektaklu), ale sam w sobie – wstyd przyznać – nudzi mnie. Gdyby nie znakomity Carlos Martin Perez… Uwielbiam za to Balladę o utopionej dziewczynie, dotychczas tańczoną przez Aleksandrę Liashenko. Teraz, z powodu rekonwalescencji tej ostatniej, partię wykonała Palina Rusetskaya i było to największe zaskoczenie i wydarzenie tego wieczoru. Tancerka już wcześniej bardzo podobała mi się w Śpiącej królewnie w partii Wróżki Diamentów, ale tu pokazała wszechstronność, plastyczność i przede wszystkim zrozumienie dla treści tańca. Przy tym mogła się pochwalić znakomitymi warunkami i rozciągnięciem, które samo w sobie niewiele znaczy, ale w umiejętny inteligentny sposób wykorzystane daje piękne efekty.

Zawsze z przyjemnością (jeśli to właściwie w tym wypadku słowo) oglądam choreografię When sou end and i begin… Roberta Bondary – przemyślaną, dojrzałą, mądrą, niedopowiedzianą, ale nie pozbawioną wyrazistej akcji, czy raczej egzemplifikacji emocji. Dla odmiany Popołudnie fauna Jacka Tyskiego zapamiętałam i odebrałam za pierwszym razem zupełnie inaczej, niż odebrałam je teraz – zapewne za sprawą zmiany wykonawców, ale nie tylko. Wydźwięk tego baletu wydał mi się bardziej erotyczny niż na premierze… Na koniec The Green – wybuch męskiej, animalistycznej, fizycznej siły, ale też równowaga między koncentracją, a niespożytą energią. Popis grupy tancerzy PBN, w którym nie liczy się, kto jakiej rangi się dosłużył, bo TU wszyscy są pierwszymi solistami. Na koniec łyżka dziegciu do tej beczki miodu. Wiem ze „źródeł zbliżonych do…”, że wieczór, mimo że opracowany przed wakacjami na potrzeby wyjazdu zagranicznego i pokazany w Warszawie niejako „przedpremierowo” w zastępstwie odwołanych spektakli Persony, teraz był odświeżany na prawdziwie „wariackich papierach”, wielkim wysiłkiem tancerzy obejmujących niemal z marszu nowe partie. Mimo to poczułam się – jako widz – potraktowana lekceważąco, gdy w dniu (!) przedstawienia nie miałam okazji sprawdzić na stronie internetowej teatru, kogo zobaczę wieczorem na scenie. Wciąż od czasu do czasu Operze Narodowej (rzadziej samemu PBN, ale też się zdarza) umyka fakt, że Internet jest obecnie głównym i (powinien być) najszybszym, i najbardziej elastycznym źródłem informacji, oraz to, że przynajmniej garstce zwariowanych, ale najwierniejszych baletomanów i pasjonatów nie jest wszystko jedno, kogo zobaczą na scenie.

Nie minęły jednak emocje po sobotnim wieczorze (i nie zdążyłam ich jeszcze opisać), gdy już biegłam na poniedziałkowe spotkanie w siedzibie Instytutu Muzyki i Tańca. W cyklu spotkań „Wszystko o tańcu” była okazja porozmawiać z Ashley’em Pagem – brytyjskim tancerzem i choreografem, do niedawna dyrektorem Scottish Ballet. Te kameralne spotkania (na które trzeba się wcześniej zapisywać ze względu na ograniczoną liczbę miejsc) nie cieszą się na razie wielką popularnością – co przykre i zaskakujące. Oto nadarza się okazja, by poznać osobiście wybitnego artystę, wysłuchać historii jego kariery i inspiracji (opowiadanej w sposób bardzo osobisty), zadać pytania. Przez grzeczność nie wyjawię, ile osób, spośród tych, które się wcześniej zgłosiły, pojawiło się na spotkaniu. Niech żałują. Ashley Page okazał się wspaniałym rozmówca, do pewnego stopnia nawet gawędziarzem, z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie i swojej twórczości (!). Wyznał np., że dopiero po 10 latach od swojego debiutu choreograficznego zaczął tworzyć balety, które były „naprawdę jego, oryginalne”, z których może być do dziś zadowolony. Ashley Page jest artystą sztuki tańca, który prezentuje rzadko u nas spotykany typ artysty w harmonijny sposób łączącego obie drogi: tańca klasycznego i współczesnego. Obie z nich darzy szacunkiem, z obu czerpie. Przyznaje, że wiele zawdzięcza (z czasów, gdy był solistą Covent Garden) XIX-wiecznemu baletowy rosyjskiemu, wielkim rolom klasycznym, ale także, że gdyby nie świadoma, odważna, eksperymentalna współpraca przy własnych choreografiach z twórcami spoza baletu, tańca, a nawet teatru, to nie był by tym, kim jest, jego sztuka byłaby zupełnie inna. Otwarcie mówi, że problemem tancerzy klasycznych jest często zamkniecie na resztę świata, na inne rodzaje tańca, sztukę, świat dookoła. Widzi też, że i zbyt awangardowa sztuka ma swoje problemy i schodzi na manowce. Z doświadczenia ze Scottish Ballet wie, jak zachować proporcje między tym, co tradycyjne, a tym, co nowatorskie; tym, że balet ma długą i piękną historię, ale też że musi się rozwijać i stawać się bardziej „współczesny”. Że musi docierać do różnej publiczności i stwarzać sobie nową.

Na swoim przykładzie otwarcie mówił o specyfice szkół baletowych, ich czasem niewłaściwym zorganizowaniu i postępowaniu wobec ucznia, o utracie talentów w procesie nauczania, które traktuje młodego człowieka przedmiotowo, a nie podmiotowo. Sam był bliski rezygnacji z baletu i dopiero nowy nauczyciel z otwartą głowa i nowymi pomysłami przez ostatnie dwa lata nauki naprawdę go ukształtował i dał podstawy do przyszłej pracy – tak jako tancerza, jak i jako choreografa. Wszystko więc, jak widać zależy od ludzi – nie od takiego czy innego systemu, możliwości finansowych i innych. Najważniejsze jest spotkanie właściwego nauczyciela i właściwego ucznia – mimo, że tancerze w szkołach baletowych uczą się w klasach i grupach, to musi się wytworzyć coś na zasadzie stosunku „mistrz-uczeń”, jak w innych zawodach artystycznych,  czy nawet w rzemiośle. Ważne jest również, jak mówi Page, traktowanie ucznia, czy w późniejszym czasie ,tancerza jako partnera. Choreografowie dzielą się na takich, którzy bardzo wiele czerpią z tancerzy, oczekują ich wielkiego udziału w procesie tworzenia i na tych, którzy przychodzą z gotowym materiałem i oczekują jego odwzorowania. On sam określa siebie jako kogoś w połowie – stara się być zawsze doskonale przygotowany do spotkania z wykonawcami, wie, co ma powstać w wyniku ich współpracy, ale cieszy się, kiedy artyści w procesie tworzenia dają coś od siebie i chętnie z tego korzysta. Wspomina, że w Scottish Balet często wymagał od tancerzy niezwykle wytężonej pracy (jak wtedy, gdy podczas tournee tańczyli 50 spektakli Dziadka do orzechów w 8 tygodni), ale starał się zawsze, aby ta ciężka praca dawała tancerzom także radość, przyjemność, a nawet zabawę, no i oczywiście satysfakcję. Myślę, że doświadczenia Page’a, którymi dzielił się podczas spotkania i jego wspomnienia  czasów, gdy brytyjska choreografia ewoluowała w stronę tańca współczesnego są warte wykorzystania. Nasz balet w dużej mierze ominęła ta naturalna ewolucja – nie mieliśmy w repertuarze choreografii Niżyńskiej czy Balanchine’a, które były pomostem między klasyką a współczesnością, choć pojawiały się i znikały jak meteory dużo odważniejsze propozycje repertuarowe. Dziś w naszych głowach i na naszych scenach wciąż nie zawsze jesteśmy gotowi na tę ewolucję, czy raczej rewolucję..

 

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie, recenzje, sylwetki i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „Baletowe przyspieszenie

  1. Pragniemy zwrócić uwagę, że Pani „źródła zbliżone do…” są dalekie od wiarygodności. Nie jest prawdą, że wieczór baletowy „Miłość i lęk” był „odświeżany na prawdziwie ‚wariackich papierach’, wielkim wysiłkiem tancerzy obejmujących niemal z marszu nowe partie”. Był on dawno zaplanowany w repertuarze sezonu 2012/13, a wznowiony został jeszcze przed przerwą urlopową. Pokazaliśmy go na naszej scenie 16 i 17 czerwca, a potem dwukrotnie 20 czerwca na Międzynarodowym Festiwalu Tańca w Kuopio. Nie było więc potrzeby „odświeżać” go teraz, a tym bardziej na „wariackich papierach”. Również obejmowanie nowych partii przez artystów PBN jest zwykłą praktyką i nie wymaga żadnych nadzwyczajnych „wysiłków tancerzy”, a wręcz przeciwnie – sprawia im to zawsze radość kiedy prowadzi do osiągnięć artystycznych.

  2. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    PBN, serdecznie dziękuję za uściślenie – nic innego jednak nie napisałam. Fragment zdania „wieczór, mimo że opracowany przed wakacjami na potrzeby wyjazdu zagranicznego i pokazany w Warszawie niejako „przedpremierowo” w zastępstwie odwołanych spektakli Persony” wskazuje właśnie na to, że spektakl ów był i zaplanowany i juz przygotowany przed wakacjami, a także pokazany warszawskiej publiczności, choć jego oficjalna „premiera” była zaplanowana na październik – i tak się też stało. O odświeżaniu na szybko pisałam w kontekście prac nad spektaklem po trzymiesięcznej przerwie i zmian obsadowych. Oczywiste jest, ze jest to normalna, a nawet pożądana praktyka, że w grane już spektakle wchodzą nowi wykonawcy, tu jednak miałam anonse, że wymagało to sporego wysiłku artystów przygotowujących się jednocześnie do premiery „Ech czasu”, a wcześniej do debiutów w „Śpiącej królewnie”. Przede wszystkim jednak nic z powyższego („na wariackich papierach”) nie miało mieć wydźwięku pejoratywnego – to żywa tkanka teatru. W owym „wariactwie” szukałam jedynie usprawiedliwienia dla nie przekazania publiczności wiadomości, kto wystąpi w, bądź co bądź, nowym (choć złożonym ze starych) choreografii wieczorze – zwłaszcza chodzi mi o debiuty.

  3. Gość 2 pisze:

    Pani Katarzyno, właśnie przeczytałem recenzję, reakcję PBN i Pani odpowiedź. Myślę, że te insynuacje z recenzji były jednak dość mętne i niezbyt taktowne. Dopiero w Pani odpowiedzi wszystko stało się nagle dla Pani „oczywiste” poza tym, że poważny recenzent (nawet jeśli tylko bloger) zdecydowanie nie powinien ulegać plotkom. Obserwując od jakiegoś czasu pozytywne zmiany zachodzące w PBN obawiam się też, że autorzy owych „anonsów” o „sporym wysiłku artystów”, nie zagrzeją tam długo miejsca, jeżeli kwestionują równoległą z występami na scenie pracę nad premierami, wznowieniami i debiutami, czyli normalną praktykę każdego zespołu baletowego. Oczywiście przyjemniej byłoby siedzieć z założonymi rękami, ale do czegóż to prowadzi w balecie? Nie sądzę także, by praca „na wariackich papierach” była „żywą tkanką teatru” – to kolejny afront z Pani strony. I nie wierzę, aby teatr nie poinformował Pani o obsadach i debiutach we wkładce obsadowej, co jest tam zwykłą praktyką. Może czasem trzeba więc jednak posypać głowę popiołem.

  4. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Jesli ktoś z tego powodu poczuje się lepiej moge wysypać na moją głowę i wiaderko popiołu. Nie sądziłam doprawdy, że zwrot „na wariackich papierach” tak kogoś dotknie i zostanie tak negatywnie odebrany, zwłaszcza, że ostatecznie wieczór był sukcesem i był doskonale przygotowany i świetnie wykonany. Przez ponad 2 lata pracowałam w Teatrze Wielkim, a przez kilkanaście przyglądam się – czasem z bardzo bliska – pracy artystów tancerzy i śpiewaków i „żywa tkanka teatru”, ten wyjątkowy mikrokosmos teatralny na co dzień rzadko funkcjonuje stałym rytmem, spokojnie i według planu – i to nie jest ani nic złego, ani nagannego – tak po prostu jest, czasem z większym lub mniejszym natężeniem. W każdym razie nie zamierzałam czynić nikomu „afrontów”. Nie chodziło mi też o to, że MNIE nie poinformowano w ogóle o obsadzie (bo poinformowano po wejściu do teatru we wkładce obsadowej), ale że WIDZÓW nie poinformowano wcześniej i dociekałam powodów tego. Dziś widzę, że obsady pojawiły sie w Internecie – po fakcie nie jestem w stanie stwierdzić kiedy, ale nie jest moim zadaniem robić śledztwo – ostatecznie był to drobiazg. Forma bloga zaś powoduje, że coś o czym z zacięciem pisze wczoraj i czytelnicy komentują, jutro czy za tydzień staje się zupełnie nieistotne. Pozostają tylko znakomite kreacje artystyczne ;))

  5. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    żałuję, że część wpisu o spotkaniu z Ashley’em Pagem nie wywołało równie gorących komentarzy…

  6. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Myślę, że jest to tez dobre miejsce, aby przypomnieć że:
    W poniedziałek, 22 października 2012 o godz. 18.30 Instytut Muzyki i Tańca serdecznie zaprasza do swojej siedziby (ul. Fredry 8, III piętro) na kolejne spotkanie w cyklu Wszystko o tańcu. Gościem Instytutu będzie Kathryn Bennets, dyrektorka Królewskiego Baletu Flandrii w Antwerpii, która realizuje z Polskim Baletem Narodowym balet Williama Forsythe’a Artifact Suite. Prapremiera tej pracy znajdzie się w listopadowym programie nowego wieczoru Polskiego Baletu Narodowego pt. Echa czasu. (17 listopada 2012)

    Ponieważ liczba miejsc jest ograniczona prosimy o wysłanie rezerwacji na adres: imit@imit.org.pl (w tytule maila: „Wszystko o tańcu” 22 października 2012).

  7. Dziękujemy za wyrazy uznania dla wieczoru baletowego „Miłość i lęk” i jego wykonawców. Pozostaje jeszcze do wyjaśnienia kwestia obsad na stronie internetowej teatru. Jako była redaktorka działu literackiego TW-ON zapewne Pani pamięta, że dokładne obsady spektakli baletowych, a zwłaszcza premier z zasady nie są ogłaszane z wyprzedzeniem. Niezorientowanym wyjaśniamy, że wynika to ze specyfiki procesu pracy baletu. Obsady przedstawień mogą bowiem kształtować się praktycznie aż do momentu drukowania tzw. wkładki obsadowej, czyli do godzin popołudniowych w dniu występu. Stąd brak ich wcześniej na stronie internetowej. Pojawiają się tam dopiero wówczas, kiedy mamy pewność. I tak również było w tym przypadku.

    Cieszymy się, że Instytut Muzyki i Tańca skorzystał z obecności gości Polskiego Baletu Narodowego: Ashley’a Page’a i Kathryn Bennetts, którzy przygotowują premierę wieczoru „Echa czasu”, i zorganizował z nimi spotkania w swojej siedzibie. To rzadka okazja do osobistego kontaktu z wybitnymi przedstawicielami europejskiego baletu współczesnego.

  8. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Cytuje: Jako była redaktorka działu literackiego TW-ON zapewne Pani pamięta, że dokładne obsady spektakli baletowych, a zwłaszcza premier z zasady nie są ogłaszane z wyprzedzeniem. Niezorientowanym wyjaśniamy, że wynika to ze specyfiki procesu pracy baletu. Obsady przedstawień mogą bowiem kształtować się praktycznie aż do momentu drukowania tzw. wkładki obsadowej, czyli do godzin popołudniowych w dniu występu.

    Dokładnie to miałam na myśli, pisząc o „wariackich papierach” – jak widac nic w tym złego, ani niezwykłego, tak po prostu bywa… Niemniej aż takie kształtowanie obsad do ostatniej chwili zdarza się rzadko (na szczęscie) i dlatego zgłaszałam pretensje o brak informacji w Internecie – wiem niestety, ze kiedy pracownik odpowiedzialny za umieszczanie materiałów w sieci wyjdzie w piątek do domu, to przez weekend nic już się nie da zrobić… przynajmniej dotychczas. Myślę, że wyjaśnienia ze strony PBN i moje dokładnie pokazały czytelnikom, w tym Gościowi 2, że nie było w tym nic z plotkowania, afrontów i błędów, może jedynie za duzo emocji 🙂

  9. Gość 2 pisze:

    Wyjaśnienia PBN mnie przekonują, ale tylko one. Nie mogę bowiem zaakceptować równania, że „specyfika procesu pracy baletu” (PBN) znaczy tyle, co „wariackie papiery” (K. Gradzina) – jak czytam wciąż na nowo. W tej „specyfice” ja bym raczej upatrywał troskę o wystawianie na premierze tancerzy najlepiej w danym dniu dysponowanych i naturalne niebezpieczeństwo nagłych niedyspozycji w tym zawodzie. Co zdarza się nawet tuż przed spektaklami, skoro słyszymy czasem o zmianach obsadowych z głośników już na widowni.

    Także uparte pretensje o brak obsad w internecie wskazują chyba na brak rozumienia tej „specyfiki”, więc traktuję je jako wydumane. One byłyby pożyteczne z dużym wyprzedzeniem, kiedy kupujemy bilety, ale – jak widzimy – wtedy nie zawsze są one jeszcze pewne w przypadku baletu. Ale komu są one potrzebne w domu, tuż przed wyjściem do teatru z biletem w kieszeni – tego doprawdy nie pojmuję. Przecież dowiemy się tego za chwilę na widowni.

  10. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Gościu 2 – zarówno sformułowanie „wariackie papiery” jak i „pretensje o brak obsad” powtarzam jedynie dlatego, ze to te problemy (tematy, sformułowania?) stały sie kością niezgody w tym wpisie. Chyba wystarczająco wyjaśniłam, że nie miałam niczego złego ani obraźliwego na myśli, a PBN potwierdził iz zdarza się, że obsada zmienia sie aż do ostatniej chwili.
    Co do tego, komu potrzebna obsada w dniu spektaklu odpowiem za moich licznych przyjaciół-baletomanów, a także samą siebie: a po to, aby wydać dodatkowe pare groszy i kupić ulubionym artystom, bądź artystom wyróżniającym sie w danych rolach kwiaty w dowód wdzięczności. Tak, są jeszcze na świecie tacy ludzie, nie będący rodzina bądź znajomymi artystów, którzy chcą ich w ten sposób wyróżnić. Poza tym – byc może to dziennikarskie zboczenie – ja tam lubie być dobrze poinformowana 🙂 Oczywiście, rozumiem, ze czasem jest to niemożliwe i cały ten watek poświęciłam raczej zwróceniu uwagi na ten problem czy dojściu przyczyny tej sytuacji. jeszcze raz posypuję głowę popiołem, jesli ktoś poczuł sie dotknięty, albo źle odebrał moje intencje.

  11. Gość 2 pisze:

    Jasne, kwiaty dla artystów na scenie to zawsze miły widok dla oka – kropka na „i” dla ich występów, a zwłaszcza debiutów w rolach. Często naprawdę na to zasługują.

  12. Lepus pisze:

    Odnosząc się do tekstu Gościa 2

    „One byłyby pożyteczne z dużym wyprzedzeniem, kiedy kupujemy bilety, ale – jak widzimy – wtedy nie zawsze są one jeszcze pewne w przypadku baletu. Ale komu są one potrzebne w domu, tuż przed wyjściem do teatru z biletem w kieszeni – tego doprawdy nie pojmuję. Przecież dowiemy się tego za chwilę na widowni.”

    uprzejmie informuję, że ja na przykład, jeśli nie odpowiada mi obsada, rezygnuję ze spektaklu i np odstępuję komuś bilety.
    Rozumiem, że czasem obsady są podawane do wiadomości publicznej niedługo przed spektaklem, ale brak takiej obsady na stronie TW na parę godzin przed odbieram niestety jako ignorowanie widza.

    • Gość 2 pisze:

      Drogi Lepusie, odpowiadając – rozumiem Twój ból, ale bez przesady z tym „ignorowaniem widza”. Ja tam nie czuję się ignorowany. Kiedyś nie było internetu, a ludzie jakoś żyli, masowo chodzili do teatru i nie przebierali w obsadach, choć nie były tak wyrównane jakościowo jak obecnie. Teraz internet jest, ale nie ma w nim żadnego policyjnego przymusu, więc każdy właściciel strony ma prawo podawać na niej co i kiedy uważa za stosowne. I może też wstrzymywać jej aktualizację w sobotę (a była to sobota), kiedy większość narodu cieszy się weekendem. W teatrach też pracują zwykli ludzie, więc dajmy im żyć.

  13. Lepus pisze:

    Oczywiście, nie było internetu i ludzie żyli. A teraz jest i skoro Opera Narodowa zrobiła swoją stronę to zapewne po co aby informować na niej widza o tym co chciałby wiedzieć. Zwłaszcza, że np plakatów, które kiedyś dość masowo wisiały na mieście (z obsadami), teraz ja jakoś nie widuję.
    A obsady nawet jeśli są wyrównane, to każdy jednak ma prawo woleć jedną od drugiej czy też chcieć na przykład zobaczyć taką, której jeszcze nie widział. I ja własnie jestem takim „przebierającym w obsadach” widzem i nie chodzę na wszystko co teatr oferuje, bo mam bardzo różnorakie doświadczenia w sprawie obsad spektakli.

  14. Torin pisze:

    Gościu 2 – kiedyś nie było baletu i ludzie tez jakoś żyli ! Tylko to nie jest żaden argument ! Abstrahuję nawet od strony internetowej, ja mogę sporo zrozumieć, ale balet, teatr, muzyka to dziedziny w których wykonawca jest postacią co najmniej tak samo ważną jak sztuka którą prezentuje. I uważam za niepoważne niepodawanie obsady. Żadne tłumaczenie do mnie nie trafia. Zakładam, że dyskutanci są mieszkańcami Warszawy, a co ma zrobić baletofan z poza stolicy który chce przyjechać i oglądnąć nie tylko jakikolwiek spektakl w jakiejkolwiek obsadzie, tylko konkretny w konkretnej ?? Liczyć na łut szczęścia ?
    Stwierdzenie, że nie ma policyjnego przymusu w internecie aby aktualizować informacje – cóż nie ma ! Ale jaki jest sens utrzymywania strony która nie zawiera PODSTAWOWYCH informacji ! Z tego co widzę strona Teatru Wielkiego przygotowana jest w oparciu o system który jest w stanie obsłużyć (zaktualizować, dodać wyróżnić) każda osoba mająca jakiekolwiek pojęcie o komputerze. Nie przyjmuje więc tłumaczenia, że się nie dało nie miał kto zamieścić tych informacji itp. NIE. W dodatku uważam, że mimo wszystko obsady powinny być podawane/ustalane nie na 10 minut przed spektaklem tylko z rozsądnym wyprzedzeniem. Dlaczego – wyjaśniłem powyżej, również Lepus wyjaśnił ! Jak tu nie mieć poczucia „wariackich papierów” ???
    A w dodatku dyskusja poszła w poboczna stronę :/

    • Gość 2 pisze:

      Torinie, jeżeli żadne tłumaczenie do Ciebie nie trafią, to szkoda czasu na rozmowę. Dodam tylko, że o tym, co i kiedy „powinno być podawane/ustalane” możemy decydować u siebie w domu, np. podając popołudniową kawę lub ustalając ile do niej łyżeczek cukru. Tu racja, bo jak pisał poeta: wolność Tomku w swoim domku. A nawet jak czegoś nie podamy lub nie ustalimy, bo i tak się zdarza, to też nikt nie ma prawa wystawiać nam „wariackich papierów”. Taka jest moja refleksja na zakończenie tej bezsensownej dyskusji.

      A wracając do obsad? Lubiłbym znać je, kiedy kupuję bilet. A ponieważ robię to zwykle z dużym wyprzedzeniem, kiedy obsad jeszcze nie ma dla przedstawień baletowych, więc ufam teatrowi, że mnie nie zawiedzie. Zdarzały się niespodzianki, ale na przedstawieniach PBN były one zazwyczaj bardzo dla mnie miłe. Więc spokojnie, bo każdy przyjezdny „baletofan”, i baletoman także, może jechać z daleka do Teatru Wielkiego pełen dobrych myśli na temat obsady jaką tam zastanie. Takie jest moje przekonanie, bo naprawdę mają bardzo dobrych tancerzy, jakich nie zobaczysz w żadnym innych polskim teatrze.

  15. Agnieszka pisze:

    Pani Katarzyno, sama pani przyznała że mimo „wariackich papierów” i tym podobnych informacji zaczerpniętych z jakiegoś niezwykłego źródła – wieczór był świetnie przygotowany. Po co więc roztrząsać sam proces przygotowania, do którego zresztą nie miała pani osobistego wglądu? Nie warto sugerować się jakimiś plotkami, publikowanie takiego czegoś szkodzi zarówno wizerunkowi PBN, jak i wizerunkowi pani bloga. Proszę się zastanowić nad tym. Nie tak powinno wyglądać „najbardziej wiarygodne źródło wiedzy o balecie w Polsce” – od kiedy plotki są wiarygodne?

  16. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    Pani Agnieszko, sęk w tym, że ja w moim wpisie absolutnie nie roztrząsałam procesu powstawania wieczoru, o którym pisałam, a wspomnienie o tym, ze był on szykowany po wakacyjnej przerwie w nieco trudnych warunkach miało tylko podkreślić, jak dobrze wypadł mimo owych trudności. Absolutnie nie sądziłam, że może to kogokolwiek urazić i jeśli ktoś tak to odebrał, to już przeprosiłam. Nie opierałam się na plotkach tylko na wypowiedziach tancerzy PBN, których anonimowość mam obowiązek chronić – którzy jednakże nie skarżyli sie czy żalili, tylko po prostu opowiadali, że zbiegło się w czasie przygotowanie wznowienia Śpiącej królewny, premiery Ech czasu i odświeżenia po przerwie tego wieczoru oraz liczne kontuzje w zespole. Żadne to plotki. Takze wpis PBN: „Obsady przedstawień mogą bowiem kształtować się praktycznie aż do momentu drukowania tzw. wkładki obsadowej, czyli do godzin popołudniowych w dniu występu” – wskazał na to, ze tak się zdarza, czyli, ze nie każdy występ jest przygotowany dużo wcześniej i zapięty na ostatni guzik, co jest normalne, ale czasem stwarza nieco trudniejsza sytuacje przed takim występem. Na koniec już post factum w luźnej wypowiedzi na spotkaniu w IMIT Ashley Page powiedział, że PBN dał piękny wieczór baletowych, choć kosztowało go to w tak pracowitym czasie (m.in. próby z nim) bardzo wiele wysiłku. Sądzę, że i Page nie zamierzał nikogo urazić 🙂 Dodam też, że paru samych zainteresowanych, czyli tancerzy wyrażało zdziwienie, czemu mój wpis wywołał aż taką burzę, bo oni nie widzą w nim nic nagannego.

  17. Gość 2 pisze:

    Halo, halo! Lapusie, Torinie! Widzę, że pojawiła się już obsada na „Miłość i lęk” 4 listopada. Zwracam na to uwagę, bo warto dostrzegać również co jest, a nie jedynie narzekać na to, czego nie ma. Miejmy nadzieję, że wszyscy zapowiadani ulubieńcy dotrwają w zdrowiu, bo pogoda raczej kiepska: http://www.teatrwielki.pl/repertuar/balet/kalendarium/milosc_i_lekbrwieczor_baletowy.html?year=2012&month=11&kid=1038

  18. Torin pisze:

    Ha !
    Dziękuję za zwrócenie uwagi ! Czyżby maluśki odzew teatru na nasza dyskusje ?? 🙂 Nawet jeśli nie to i tak miło !

  19. of course like your web-site but you need to take a look at the spelling on quite a few of your posts.
    A number of them are rife with spelling problems and I in finding it very bothersome to tell the reality then again I will certainly come again
    again.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*