Maraton ze Śpiącą królewną (cz. 2)

Jednym z powodów, dla których tak uwielbiam Śpiącą królewnę jest fakt, że jak żaden chyba balet klasyczny, obfituje ona w drugo- i trzecioplanowe partie solowe, w których zaprezentować może się mnóstwo tancerzy, którzy w innych spektaklach próżno oczekiwali by swoich „pięciu minut”, czy nawet 30 sekund, bo po prostu ról solowych nie ma w nich aż tak wielu. Śpiąca królewna przypomina pod tym względem wielki baletowy koncert lub galę. W dwóch divertissement luźno związanych z akcją (tańce wróżek na chrzcinach Aurory i tańce postaci z bajek na jej zaręczynach) jest okazja do wykazania się w samych klasycznych wariacjach lub duetach. Nawet taniec Czerwonego Kapturka i Wilka, poza aktorsko-interpretacyjnymi, ma swoje czysto techniczne smaczki. Daje to widzom możliwość  przeglądu zespołu, wyłowienia i wyłonienia nowych talentów lub potwierdzenia nadziei do tej pory wiązanych z poszczególnymi tancerkami i tancerzami z corps de ballet, koryfejami czy solistami.

Temu zajęciu można się było z lubością oddać podczas majowych spektakli Śpiącej królewny prezentowanych przez Polski Balet Narodowy, a ilość nowych nazwisk i nowych twarzy, stóp i sylwetek w partiach solowych była tak duża (i ze względu na rotację w zespole, i ze względu na długą przerwę w obecności tego tytułu w repertuarze PBN), że znajomi, a rzadziej uczęszczający do Teatru Wielkiego baletomani pytali mnie co chwila: a kto to? Zachowując jednak baletową hierarchię omówmy tegoroczne debiutu w Śpiącej królewnie od ról drugoplanowych do epizodów (debiuty w partiach głównych opisałam TUTAJ ). Wypada zacząć od dwóch wróżek, czyli Wróżki Bzu i Złej Wróżki Carabosse, symbolizujących przeciwstawne siły dobra i zła. Wróżka Bzu obdarowana jest przez choreografa, zaraz po tytułowej Aurorze, najobszerniejszą partią taneczną, zaś Wróżka Carabosse – wg tradycji obsadzana przez mężczyznę – najmocniejszą obecnością sceniczną, choć pojawia się zaledwie trzy razy, niemal epizodycznie i więcej ma do „zagrania” niż do zatańczenia, za to dramaturgicznie – jest chyba najważniejsza. Wszak bez Złej Wróżki cała bajka byłaby na nic…

Ukłony po spektaklu (fot. KG)

W postać Wróżki Bzu, czyli jakby nieformalnej przywódczyni dobrych wróżek (których, przypomnijmy, jest aż sześć), wcieliły się kolejno: Palina Rusetskaya, Jaeeun Jung i Rachel Vrbancic – wszystkie debiutujące w tej roli. Kiedy ogląda się kolejno trzy spektakle w trzech różnych obsadach, dopiero można zobaczyć, że balet klasyczny, nawet w tej samej inscenizacji i w tej samej choreografii, za każdym razem jest inny, nie tylko z powodu różnych fizyczności i osobowości wykonawców, ale także z powodu detali, które zmieniane są „pod” danego artystę. I tak w Śpiącej królewnie trzy różne Wróżki Bzu miały różne nakrycia głowy (toczek z piórami, czapeczkę z piórkami i tiarę), ale także wykonywały różne rodzaje fouetté lub piruetów w finale divertissement w Prologu. Palinę Rusetską oglądałam dwukrotnie, mogę więc wypowiedzieć się nie tylko na temat wykonania, ale i na temat tego, jak ważne jest „otańczenie” partii, jej sceniczne rozwinięcie po ciągu prób w sali baletowej. Podczas swego debiutu 23 maja artystka była niemal bezbłędna, lekka i sprawna technicznie (zachwianie przy wspomnianym fouetté to drobiazg), jednak brakowało mi odrobiny wykończenia tak, aby Wróżka Bzu była nie tyko wdzięczna, urocza i uśmiechnięta, ale i królewska, wyróżniająca się na scenie. To zostało poprawione, czy też właśnie „rozwinięte”, w drugim oglądanym przeze mnie spektaklu – świetna kreacja, pełna czaru. Niezmiernie pozytywnie zaskoczyła mnie Jaeeun Jung w partii Wróżki Bzu, bo nie miałam do tej pory zbyt wielu okazji by ocenić i docenić umiejętności tej tancerki. Prezentowała się świetnie, była „królewska”, a małe niedociągnięcia techniczne, np. w precyzji pozycji stóp po skoku, rekompensowała przepiękną pracą rąk i olśniewającym uśmiechem. O Rachel Vrbancic mogę napisać, że partia Wróżki Bzu albo trochę ją jeszcze przerosła, albo zadziałał związany z debiutem stres, bo zbyt wiele było w jej wykonaniu wpadek i zachwiań, aby móc oceniać wartość artystyczną tego wykonania. Nie wykluczam jednak, że po dwóch przetańczonych spektaklach mogło by to robić zupełnie inne wrażenie, dlatego tym bardziej szkoda, że przedstawienia Śpiącej królewny zostały skomasowane w jednym majowym terminie i że… tytuł ten nie wróci na scenę w przyszłym sezonie.

Palina Rusetskaya jako Wróżka Bzu (fot. E. Krasucka / TW-ON)

Zła Wróżka Carabosse to partia specyficzna: po pierwsze dlatego, że obsadzana zwyczajowo en travesti, czyli przez mężczyznę w roli kobiety, po drugie – bardzo ważna dramaturgicznie, ale mało rozbudowana tanecznie, po trzecie wreszcie – skupiająca na sobie uwagę zarówno dorosłej, jak i młodszej widowni, jako charakterystyczna i komiczna, a także posiadająca piękną tradycję wykonawczą zarówno na warszawskiej, jak i na światowych scenach.  (Warto zaznaczyć, że bywają też wersje tego baletu, w których Carabosse tańczy kobieta). Znaczy to ni mniej ni więcej, że trzeba być dobrym aktorem, zwierzęciem scenicznym i mieć mocną osobowość i charyzmę, aby w tej partii zaistnieć i błysnąć. Miałam okazję obejrzeć aż cztery różne Złe Wróżki: Kristófa Szabó, Pawła Koncewoja, Rinalda Venutiego i Wojciecha Ślęzaka (tylko ten ostatni wykonywał już te partię wcześniej). Zauważyłam od razu, że dla nowych wykonawców (nie tylko zresztą w tej partii) poszyto nowe kostiumy i wykonano nowe peruki, które w detalach (oraz kolorystyce) różniły się nieco od dawniejszych. Od czasu premiery tej inscenizacji zmieniło się przecież bardzo wiele, choćby w dostępności i jakości różnego rodzaju materiałów i mam nadzieję (tak to też wyglądało), że suknia Carabosse jest teraz nieco lżejsza. jej peruka zrobiła się teraz ciemniejsza, niemal czarna z jaśniejszymi rudawymi pasemkami – wcześniej zdecydowanie charakteryzowała Carabosse jako rudawą (jakie konotacje niesie ten kolor włosów dobrze wiemy). Zaczynając od końca, czyli od spektaklu 31 maja, to Wojciech Ślęzak nie jest moim ulubionym wykonawcą tej roli (choć w przeszłości potrafił świetnie odnaleźć się w dziwacznej damsko-męskie partii w Coś jakby… Matsa Eka). Zdecydowanie tańczy po prostu faceta przebranego za kobietę, co podkreśla też kostium (stary) z czarnym pasem w talii i obszernym kołnierzem, podkreślający męską sylwetkę solisty. W dodatku tancerz ewidentnie ma problem z suknią, ciągle przytrzymując ją ręką lub nawet obiema, odsłaniając swoje skądinąd zgrabne nogi, ale pozbawiając Carabosse licznych smaczków „tańczącej” spódnicy. Ponadto artysta w swoim tańcu solowym staje do piruetu w pozycji przygotowawczej jakby to była co najmniej wariacja księcia, nie zaś płynny i trochę szalony taniec czarownicy. Rinaldo Venuti był jako Carabosse rozkoszny, wystarczająco komiczny, ale nie przerysowany, mający dużo kobiecego wdzięku, natomiast jego spódnica fruwała zdecydowanie za wysoko (rzec można, że żyła własnym życiem). Paweł Koncewoj zdawał się doskonałym kandydatem na wykonawcę partii Carabosse, bo to tancerz silny, pełen scenicznego temperamentu, a przy tym mający już na swoim koncie parę ról komicznych, jak choćby Sancho Pansa czy Fujara/Tysbe w Śnie nocy letniej). Tymczasem podczas swego debiutu w tej roli wydał mi się dość oszczędny w środkach aktorskich, ale także jakby powierzchowny. U niemal wszystkich wykonawców tej roli zauważyłam też niedopracowanie wyjścia Carabosse po scenie z wrzecionem – wróżka powinna uciec z pałacu widząc, że król wysyła za nią pościg w postaci czterech książąt, a nie spokojnie zebrać płaszcz z odłogi, zarzucić go na ramię i wyjść niemal „prywatnym” krokiem za kulisy…. Nie wiem czy tak, czy inaczej było w przypadku kolejnego wykonawcy roli Carabosse, Kristófa Szabó, bo widziałam go w spektaklu, w którym z powodu nagłej kontuzji solistki tańczącej Aurorę, tego akurat momentu po prostu w spektaklu nie było. Reszta partii w wykonaniu Szabó to był prawdziwy interpretacyjny majstersztyk! Tancerz przedzierzgnął się w elegancką Złą Wróżkę, przypominającą trochę postaci z baśni Disneya, komiczne tylko o tyle, o ile śmieszy nas zła postać mizdrząca się i układająca usta w dziubek, a wewnątrz kryjąca mrok, ale i trochę nieporadności. Z całą pewnością Carabosse Szabó miała w sobie i jedno, i drugie: królewską postawę i kobiece rozczarowanie z powodu niezaproszenia na bal, a także zło i mściwość, ale na tyle nie groźne, aby nie przestraszyć zasiadających na widowni dzieci. Żadnej karykatury, żadnych przerysowań i jeszcze te piruety kręcone najpierw w jedną, potem w drugą stronę w solówce – idealnie w rytm muzyki. Zdecydowanie żałuję, że jakiś czas temu, jeszcze za jednej z poprzednich dyrekcji, skrócono scenę Carabosse pilnującej wrót do zamku śpiącej królewny w II akcie, bo tym samym pozbawiono wykonawców tej roli jeszcze jednej okazji do aktorskiej etiudy ze świtą złożoną ze szczurów i diabłów (żałuję też poczynionych wówczas skrótów w początkowej scenie II aktu, skąd zniknął taniec wiejski, a postać zwana enigmatycznie Hrabiną włóczy się mniej niż epizodycznie po scenie zupełnie bez sensu, bo nie ma między nią a Księciem niemal żadnej relacji).

Kristóf Szabó jako Wróżka Carabosse (fot. E.Krasucka / TW-ON)

Pas de deux Błękitnego Ptaka i księżniczki Floriny w III akcie uważane jest za jedno z trudniejszych w literaturze baletowej, a wariacje Błękitnego Ptaka zawierające około 30 skoków obrosły legendą (m.in. dlatego, że bisował je na życzenie oszołomionej zachodniej publiczności Wacław Niżyński). Często też zdarzało się tak, że w warszawskiej inscenizacji na zmianę pary, które wykonywały główne role, w następnym spektaklu wcielały się w Błękitnego Ptaka i Florinę, i tak na zmianę. Tym razem w większości przypadków tak nie było i w „ptasim” pas de deux mieliśmy okazję oglądać również tancerzy, którzy z różnych przyczyn (zwykle z powodu emplois) w rolach Aurory i Desire nie wystąpią. Wspaniale, że mogli (i to z wielkim powodzeniem!) zmierzyć się z tak wymagającymi partiami. I tak: Shunsuke Mizui w parze z Yuriką Kitano stworzyli prawdziwie dalekowschodnią parę egzotycznych „ptaków”, zachwycającą misternym wykonaniem kroczków i skoków, a przy tym pełną lekkości i – co niezwykle ważne – radości z tańca. Rinaldo Venuti i Melissa Abel zaprezentowali raczej lekkie i delikatne wykonanie, pasujące świetnie do ulotnej w tym momencie muzyki Czajkowskiego. Abel była w partii Floriny zachwycająca, jej pozy i port de bras oraz praca rąk – uosobienie poezji i baśniowego wdzięku – każdą chciałoby się zatrzymać w kadrze.  Od Rinaldo Venutiego jeśli oczekiwać czegoś więcej, to wyższego skoku (bo ma do tego i warunki, i predyspozycje) i precyzyjniejszego lądowania. W roli Błękitnego Ptaka debiutował też teraz na stołecznej scenie Dawid Trzensimiech (także w parze  Melissą Abel) i był znakomity, bo skok i poza „zatrzymana” w powietrzu to mocna strona tego artysty. Ponadto tancerz z wielką łatwością prezentuje szeregi drobnych skoczków i changement de pieds, podobnie zresztą, jak i Patryk Walczak, który tańczył już tę partię wcześniej, ale teraz zaprezentował się wręcz rewelacyjnie, brawurowo wieńcząc swój występ wyskokiem w kulisy z podgiętym kolanem przedniej nogi.

Shunsuke Mizui i Yurika Kitano jako Błękitny Ptak i Florina (fot. E. Krasucka / TW-ON)

W partiach wróżek (w Prologu i w III akcie) odnotować należy prawdziwe zatrzęsienie debiutów, wymienię więc tylko niektóre. Melissa Abel, która tak bardzo podobała mi się jako Florina, mniej mnie przekonała jako Wróżka Brylantów. W tej partii trzeba wykonania wirtuozowskiego, ostrego, po prostu błyskotliwego, a w jej tańcu, choć dobrym czysto technicznie, zabrakło mi tej ostrości (m.in. wyrazistszych zatrzymań w pozie po skoku). Błysnęła za to w tej samej roli Rosa Pierro – jej taniec prawdziwie skrzył się właśnie jak brylanty, na myśl od razu przychodziła włoska szkoła tańca klasycznego znana z wirtuozerii i szybkości. Ta sama tancerka wystąpiła też jako Wróżka Beztroski i Kopciuszek, a ponieważ ma sceniczną charyzmę, także i w tych partiach przyciągała uwagę. Jaeeun Jung świetnie zaprezentowała się w wariacji Wróżki Śmiałości, gdzie śmiały nomen omen gest jest równie ważny, jak biegłość techniczna. Warto zauważyć pojawienie się w solówkach wróżek Pauliny Bidzińskiej, Patrycji Szynkarczuk (świetny Czerwony Kapturek w innym z przedstawień), czy Oliwii Góreckiej. Niestety Paulina Jurkowska jako Wróżka Brylantów jakoś nie zaistniała na scenie, nie wiem czemu przypisać, że miałam wrażenie jakby tancerka nie czuła się dobrze w tym solo, być może były to mało wyraziste port de bras… To samo wrażenie miałam podczas tańca Pauliny Bidzińskiej  – Kopciuszka, choć tu kluczowe pozy były wytrzymane i pełne wdzięku, za to elementy łączące jakieś „rozmyte”. No i brakowało mi uśmiechu na wdzięcznej buzi tancerki. Bardzo sprawnie i ładnie w swoich partiach wróżek zaprezentowały się Mai Kageyama, Yurika Kitano i Margarita Simonowa, która odniosła prawdziwy tryumf jako Biała Kotka w parze z Kotem w Butach (świetny Antonio Lanzo i troszeczkę w słabszej formie Adam Myśliński – coś nie tak było z podnoszeniami). W charakterystycznej rólce Wilka w duecie z Czerwonym Kapturkiem wyrazistością błysną Vadzim Kezik, ale i Lorenzo Alberti wraz z Anną Hop dali popis aktorstwa, które nawet tak króciutki taniec potrafi zamienić w prawdziwą perełkę. Jak ważna zaś jest sama sceniczna obecność i charyzma, nawet w roli „chodzonej”, udowodniła Marta Fiedler jako Królowa (elegancka, władcza, ale i pełna ciepła), podczas gdy Blanka Bekier była niemal niezauważalna. W dobre tradycje wykonawcze roli Króla Florestana wpisali się Wojciech Ślęzak i Łukasz Tużnik.

Rosa Pierro jako Wróżka Brylantów (fot. E. Krasucka / TW-ON)

Mimo, że skupiłam się na debiutach, bo one siłą rzeczy przyciągają w takich razach największą uwagę, nie sposób nie napisać paru słów o artystach, którzy wystąpili w Śpiącej królewnie nie po raz pierwszy, a nawet tańczą w niej od dawna i można ich nazwać niemal niezastąpionymi! To przede wszystkim Aneta Zbrzeźniak, której zdarzało się tańczyć podczas jednego wieczoru co najmniej trzy, a nie wiem, czy nie cztery partie: wróżki w Prologu, dwórki w I akcie i np. wróżki lub Białej Kotki w akcie III. To także Marta Fiedler prawdziwie porywająca w partii kapryśnej Białej Kotki, czy Maksim Woitiul, który w I akcie w roli jednego z czterech książąt potrafi znienacka wykreować mini etiudę aktorską wraz ze swymi kolegami – książętami. I to kolejny powód, dla którego Śpiąca królewna nigdy mi się nie nudzi – trzeba tylko uważnie patrzeć.

 

 

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie, recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.