40 lat minęło – Pedagogika Baletowa obchodzi jubileusz

Rzadko mamy uczucie, że jesteśmy absolutnie „na miejscu” – w odpowiednim miejscu i czasie – podkreślało to kilka osób podczas obchodów 40-lecia Pedagogiki Baletowej na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie. Tego dnia w tym miejscu czułam się właśnie tak – wśród ludzi, którzy podzielają moją pasję, miłość, często poglądy – choć różnimy się w szczegółach lub pomysłach na ich realizację, to cel mamy wspólny. Jednocześnie mimo „życia tańcem” na co dzień nie myśli się aż tak intensywnie o tańcu w Polsce, o jego problemach, o polach do działania, o tym co trzeba/co można zrobić. Wczoraj te myśli towarzyszyły mi bez przerwy… i robiło się jakoś strasznie smutno, mimo, że okazja przecież radosna: 40-lecie pierwszego kierunku wyższych studiów w Polsce poświęconych tańcowi, a konkretnie pedagogice baletu.

Przyznaję, że na uroczyste otwarcie uroczystości i sesję wspomnieniową nie dotarłam. Jako absolwentka siostrzanego kierunku Teorii Tańca historię Pedagogiki Baletowej (w czasach moich studiów: Pedagogika Baletu) znam dość dokładnie. Wybrałam się zatem dopiero na część naukową zatytułowaną Edukacja w sztuce tańca wartością polskiej kultury – historia, teraźniejszość, przyszłość.  Konferencja była podzielona na trzy części: pierwsza w zasadzie obejmowała prezentację systemów kształcenia tancerzy i pedagogów baletu w Polsce, Francji i Rosji oraz omówienie perspektyw zmian i rozwoju tych dziedzin w świetle działań Instytutu Muzyki i Tańca (pokłosie ubiegłorocznej konferencji IMiT na ten temat) i Centrum Edukacji Artystycznej. Joanna Szmajda przedstawiła podsumowanie problemów, jakie zauważono podczas ubiegłorocznego spotkania, a które w większości pokryły się z wynikami ankiety, jaka przeprowadziła Pedagogika Baletowa na potrzeby tej sesji. Chodzi o rozdźwięk pomiędzy nauką tancerzy zawodowych (w OSB) i rynkiem pracy: oczekiwaniami dyrektorów zespołów i choreografów, miejscami pracy, specyfiką pracy w różnych zespołach i różnych instytucjach teatralno-muzycznych. Zdiagnozowano nieprzystawalność (w większości) cech absolwenta OSB do cech poszukiwanych, brak niektórych umiejętności, brak znajomości rynku pracy i poruszania się po nim. W tym celu polska szkoła baletowa ma przejść reformę (dotyczącą siatki godzin, wprowadzenia specjalizacji ze względu na technikę tańca w klasach wyższych, ma też otrzymać większą elastyczność programu nauczania). Nowa podstawa programowa jest już opracowywana, ma wejść do szkół „przy sprzyjających wiatrach” w roku szkolnym 2014/15… Zarówno z ankiety, jak i z wniosków po ubiegłorocznej konferencji poświęconej edukacji tanecznej wynika, że zawodowe nauczanie tancerzy z jednej strony nie zaspokaja potrzeb pracodawców, z drugiej jest coraz mniej atrakcyjne dla samych uczniów (malejący nabór), z trzeciej – oddaje pole (czy też jest uzupełnianie) przez kształcenie prywatne, warsztatowe itp. To znaczy, że zarówno na rynku edukacji tanecznej, jak i na rynku pracy dla tancerzy jest jeszcze miejsce do zagospodarowania, niedostrzegane przez instytucje państwowe (OSB, ministerstwo, CEA).

Podstawowym grzechem OSB jest nabór – przypadkowy, mało liczny, wymęczony, czasem aby tylko kogoś przyjąć, żeby nie zamknęli szkoły. Owszem, kiedyś na ogłoszenie o naborze do szkoły baletowej zgłaszały się setki, jeśli nie tysiące dzieci. Ale to były inne czasy i trudno się na ten stan rzeczy „obrażać”, trzeba wyjść mu naprzeciw. Kiedyś nauka w OSB przyciągała prestiżem zawodowego artysty sceny, magią baletu, która była (!) dostrzegana przez dzieci i ich rodziców, dzięki dostępności sztuki tańca w mediach, była też przepustką do kariery, wyjazdów zagranicznych, lepszego życia, wcześniejszej emerytury… Dziś żaden z tych wabików nie istnieje i nie działa. Dzieci i rodzice bardziej zafascynowani są, w co ubrał się najmniej nawet znany celebryta, niż osiągnięciami gwiazd polskiego baletu, nie mają okazji zetknąć się z tą sztuką ani w telewizji, ani w prasie, finansowo zawód nie jest atrakcyjny, prestiżu nie posiada, na wcześniejszą emeryturę nie ma co liczyć, rynek pracy, przynajmniej ten standardowo kojarzony z baletem się kurczy (zmniejszanie zespołów baletowych, ilości przedstawień i premier, konkurencja ze strony artystów z całego świata). Do OSB przychodzą najczęściej tyko zapaleńcy, dzieci które same namówiły rodziców, bo gdzieś kiedyś uległy fascynacji, „zachorowały” na balet. Ale tych jest garstka! W Polsce żyją natomiast tysiące dzieci, na pewno zdolnych, utalentowanych, z predyspozycjami do nauki baletu, które nigdy baletu nie widziały, które nawet nie przypuszczają, że istnieją takie szkoły i trzeba do nich zdawać w wieku 10 lat…. Wydaje się, że tylko aktywne poszukiwanie takich dzieci po szkołach podstawowych i w ruchu amatorskim może zagwarantować „baletówkom” sukces. Wiem, w zapracowanej w dwójnasób szkole baletowej nikt – ani nauczyciele, ani uczniowie nie ma czasu biegać po szkołach i namawiać „przyjdźcie do nas”. Słyszę jednak, że dyrektorzy mają otrzymać większą możliwość eksperymentowania i innowacyjności w szkołach, mają też możliwość uczestniczyć w programach i projektach współpracy, pisać projekty, startować o dofinansowanie… Pieniędzy zawsze jest za mało, ale być może udało by się pozyskać jakąś kwotę na wynagrodzenie osób, ludzi z pasją i wiedzą, „łowców głów”, którzy objechali by województwo i przy okazji promując sztukę baletową, zachęcali do przyjścia na egzamin do OSB? Słyszę, że dzieci nie mają okazji do praktyk scenicznych, pracują ciężko nad przygotowaniem występów na koncerty półroczne i roczne, które są prezentowane tylko raz. A więc może w ramach nowej elastycznej siatki godzin „praktyki sceniczne” odbywać w ramach wizyt w szkołach i domach kultury? Wieczorów baletowych lub skromniejszych prezentacji na wyjedzie? Wiem, że to trudne organizacyjnie, męczące, ale może od czasu do czasu? A przede wszystkim – może warto dla efektu?

Nie będę przytaczać wszystkich szokujących dla nas faktów na temat systemów edukacji tanecznej (szczególnie wyższej) we Francji i Rosji, które przytoczyły dr Barbara Sier-Janik i mgr Joanna Sibilska-Siudym. Ciche westchnienia zachwytu wyrywające się z pierwsi zebranych lub okrzyki zachwytu mówiły wszystko… We Francji doprowadzony do perfekcji system szkoli, edukuje i egzaminuje tancerza na różnych etapach zawodowej kariery (ok. 5 tyś. zawodowych tancerzy), a pedagoga kształci wyłącznie na studiach wyższych dopuszczając specjalne ścieżki kariery pedagogicznej dla wybitnych tancerzy baletowych z dużą praktyką (także muszą się kształcić i zdawać egzaminy, ale zamiast wymaganych od wszystkich 600 godzin różnych przedmiotów muszą zaliczyć 200 godzin przedmiotów pedagogicznych). Uzyskanie dyplomu tancerza zawodowego, a co za tym idzie wejście do normowanego prawnie systemu zatrudnienia etc. (w większości jednak na roczne odnawialne kontrakty zamieniane obowiązkowo na umowę stałą po 6 latach) warunkuje zdanie odpowiednich egzaminów. Tu przypomniały mi się utyskiwania naszych tancerzy –freelancerów, że nie są uważani za zawodowców, nie ma jasno określonych granic albo trzeba zdawać egzamin ZASP… – we Francji nie mieli by lżej, o ile aspirowali by do bycia „tancerzem zawodowym”.

W Rosji oczywiście szkolnictwo i system kształcenia nastawiony jest wciąż jeszcze bardziej na balet klasyczny, ale także rozwija się nadspodziewanie. Funkcjonuje 8 szkół baletowych, do których zdaje się po 4 klasie szkoły podstawowej, nauka trwa siedem lat i 10 miesięcy a po tym okresie i zdanych egzaminach otrzymuje się tytuł licencjata. Szkoły baletowe w Petersburgu i Moskwie są przekształcone w Akademie, gdzie pod jednym dachem mieszczą się uczelnie na poziomie średnim (matura i wspomniany licencjat) i wyższym – magister. Oprócz tancerzy kształcą choreografów, pedagogów, historyków, krytyków i teoretyków tańca i pianistów – korepetytorów baletu. To właśnie wzbudziło największy zachwyt słuchaczy – że pianista – specjalista w dziedzinie baletu uczy się akompaniować do lekcji i występu również poznając podstawy baletu, a na egzaminie końcowym poza innymi bardzo wymagającymi częściami, musi zagrać cały balet z dyrygentem! Warto też zaznaczyć, że tam uczniowie szkół baletowych wchodzą na spektakle taneczne do teatrów za okazaniem legitymacji szkolnej. O ile pamiętam, jeszcze nie tak strasznie dawno – podobnie rzecz się miała u nas….

Wiele kontrowersji wzbudziła druga część konferencji poświęcona perspektywom zawodowym uczniów szkół baletowych. Już wcześniej przytoczona ankieta wskazała słabości systemu kształcenia, które przekładają się na raczej nieciekawą sytuację młodego tancerza. Oczywiście – prawdą jest to, co wskazała w krótkim wystąpieniu dr Zofia Rudnicka, że spektakli baletowych (zwłaszcza klasycznych) jest coraz mniej, a konkurencja ze strony tancerzy spoza Polski coraz większa. Niemożna się jednak zgodzić, że to jedyny powód tego, że zatrudnienie w zawodzie znajduje jedynie 1/3 tancerzy po szkole baletowej i że niektórzy zmuszeni są lub po prostu wyjeżdżają za granicę. Skoro dyrektorzy chętniej przyjmują do zespołów Rosjan, Chińczyków czy Australijczyków MUSI to oznaczać, że w swojej masie polski absolwent nie jest konkurencyjny (mimo, że jest miejscowy, więc odpada bariera językowa czy koszty utrzymania). W balecie trudno mówić o absolwentach ogólnie, bo zawsze jest to historia jednostkowa – każdy tancerz, każdy artysta jest inny i wiele zależy od tego, czy akurat poszukiwany będzie niski o zdolnościach akrobatycznych szatyn, czy wiotka, subtelna blondynka. Wiele zależy od szczęścia, emploi, osobowości, a także cech pozaartystycznych, jak rzutkość, otwartość, upór, a nawet bezczelność. Trudno wspierać się tym, że „nasi absolwenci tańczą na najlepszych scenach” – bo jedni tańczą, inni nie. Często to osobisty wybór i nie ma na niego wpływu rynek pracy w Polsce – ktoś od zawsze chciał wyjechać i spróbować swoich sił „na zachodzie”, ktoś inny panicznie boi się opuścić własne miasto i jeśli nie znajdzie pracy w tamtejszym balecie, woli iść do pracy w sklepie. To są osobiste, trudne, czasem dramatyczne problemy, wynikające z wielu czynników poza wykształceniem. Ale wykształcenie, w tym przygotowanie do podejmowania wyzwań, dopasowywania się i poruszania na rynku pracy jest kluczowe. Przyjmując, że otrzymujemy w procesie selekcji utalentowane dziecko o szerokich możliwościach wykonawczych (predyspozycje do klasyki, swoboda wyrazu we współczesnym, inteligencja, ciekawa osobowość) to po pierwsze szkoła nie może tego zaprzepaścić (np. zniechęceniem, znudzeniem, stresem, niewłaściwym traktowaniem, brakiem wsparcia), po drugie wyposażyć go w takie cechy i umiejętności, które przydadzą się w jak najszerszym poszukiwaniu pracy (od Polskiego Baletu Narodowego po taniec w rewii, show telewizyjnym, teatrze muzycznym, czy udział w projektach festiwalowych).  Skoro większość absolwentów polskich OSB takich wymogów nie spełnia, to znaczy, że jest co poprawiać, jest nad czym pracować. Odważnie wypowiedziała się mgr Bożena Kociołkowska, że polski system edukacji baletowej istnieje bez większych zmian od 50 lat, więc jego bezkrytyczna obrona po prostu nie ma sensu. Wskazała na brak wystarczającej liczby dobrze przygotowanych pedagogów tańca współczesnego, brak nauczania muzyki w OSB (kiedyś była gra na pianinie), brak sal do prezentacji szkolnych spektakli, współpracy miedzy szkołami i z teatrami, problem z wykorzystywaniem utworów muzycznych i fragmentów słynnych choreografii podczas koncertów szkolnych (opłacanie praw autorskich). Bożena Kociołkowska podkreśliła też, że w Polsce dyrektorami szkół baletowych rzadko bywają ludzie tańca, i prawie nigdy wybitni artyści, a to jednak wizja artystyczna szkoły powinna w tych specyficznych placówkach przodować. Z kolei mgr Anna Sąsiadek, tancerka, a obecnie także szkolny psycholog w OSB w Warszawie zwróciła uwagę na to, że szkoła baletowa w dużym stopniu zabija w uczniach pasję do tańca, zarówno poprzez  małe lub za słabe pozytywne motywowanie, ale także przez monotonię, inwestowanie tylko w najlepszych, skupianie się na jednej technice tańca itd. Dzieci nie znają rynku pracy dla tancerzy poza baletem, są przez szkołę „zamykane w balecie”, podczas gdy tylko nieliczny procent ma rzeczywistą szansę pracować w zespole baletowym w randze solisty. Inni powinni wiedzieć, że istnieją jeszcze najróżniejsze teatry, rewie, projekty, możliwości artystycznego wyżycia się i pracy w zawodzie wyuczonym jednocześnie. Idąc dalej można by zapytać, czy skoro jest rynek na tancerzy innych specjalności, a z drugiej popyt na naukę innych technik tańca, to może specjalizacja na jakimś etapie nauki, czy nawet utworzenie klas „współczesnych”, „jazzowych” czy „hip-hopowych” nie jest przyszłością szkół baletowych? Padł też kontrastowy, ale cenny głos dr hab. Beaty Książkiewicz, prowadzącej prywatną szkołę baletową, że przy wszystkich niedociągnięciach systemu i problemach powinniśmy doceniać, że u nas gros wykształcenia baletowego odbywa się w państwowych bezpłatnych szkołach z dobrym zapleczem, podczas gdy na zachodzie, czy w USA większość dzieci chcących tańczyć, chodzi rano do normalnej szkoły, a popołudniami do prywatnych, drogich szkół baletowych, gdzie jedni tańczą dla przyjemności, hobbystycznie, inni przygotowują się do zawodu. Podkreśliła też wzrastające znaczenie szkół prywatnych także w Polsce – być może ten system nauczania dla wielu uczniów może być bardziej atrakcyjny czy odpowiedni, niż wyjazd do szkoły z internatem w innym mieście.

Na koniec organizatorzy konferencji uraczyli nas trzema świetnymi wystąpieniami z pogranicza sztuki tańca, ale niezmiernie istotnych. Prof. Zofia Konaszkiewicz mówiła o portrecie psychologicznym tancerza, a właściwie o budowaniu psychiki młodego człowieka – młodego artysty poprzez konkretne, czasem wydawałoby się oczywiste, a zaniedbywane działania, jak pozytywne stymulowanie, zachęcanie do otwartości, kreatywności, budowanie woli itd. Podkreśliła także wagę relacji mistrz- uczeń, która w zawodach artystycznych jest niezbędna. Najważniejszym błędem jest zapominanie o tym, że w szkole baletowej, w zwykłej szkole, czy w rodzinie po pierwsze wychowujemy i kształtujemy człowieka, jego wiarę we własne siły – jeśli  o tym zapominamy kształcąc rzemieślnika zawodu, nie narodzi się artysta. Dr Joanna Gorwa zaprezentowała wyniki badań nad przeciążeniami związanymi z pracą tancerza. Zmierzyła ona wielkości przeciążeń, jakim podlegają poszczególne stawy i grupy mięsni, wskazała na błędy w wykorzystywaniu ciała, które skutkują pogorszeniem stanu zdrowia, zużyciem ciała i kontuzjami, a które kierując się wynikami tych badan można by wyeliminować. Wymagało by to szkolenia we współpracy z pedagogami tańca, tak, aby uczniowie i tancerze wykonywali ewolucje taneczne poprawnie zarówno pod względem techniki tanecznej, jak i biomechaniki. Wykład wywołał zdumienie i prawdziwie odkrył przed słuchaczami nowe pokłady wiedzy i możliwości nauki ścisłej w pomocy tancerzom. Mowa była także o lekarzach i braku fachowej pomocy lekarskiej dla tancerzy, która nie ograniczała by się do rad „musi pan/pani przestać tańczyć” – na świecie specjaliści potrafią tak wspomóc ciało tancerza, tak zaordynować leczenie, rehabilitacje czy ćwiczenia, aby nawet dość zużyty staw czy ścięgna nie eliminowały artysty z zawodu. Równie ważny, a nawet odkrywczy był wykład mgr Magdaleny Machlarz Dieta tancerza zgodna z immunologicznym profilem żywieniowym. Nikt w Polsce i niewiele osób na świecie bada wpływ diety na wydolność i zdrowie tancerzy, gdy tymczasem za pomocą dobrze dobranej diety można leczyć wiele dolegliwości, wspomagać ciało w radzeniu sobie z wyzwaniami różnego typu. Immunologiczny profil żywieniowy to dobór diety zgodnej z indywidualnymi potrzebami danego człowieka – opiera się na zbilansowanej zdrowej diecie zdrowego człowieka z uwzględnieniem wieku, płci, wykonywanego zawodu, wysiłku fizycznego, a także ew. chorób, dolegliwości czy specyficznych uczuleń oraz alergii autoimmunologicznych. Czasem jeden element diety wywołuje długotrwałe, ale trudno definiowalne dolegliwości jak przewlekłe zmęczenie, brak energii, bezsenność, ból głowy itd. Wyeliminowanie go z diety lub zaproponowanie bardziej odpowiedniej diety może spowodować wielką zmianę w jakości życia i wydolności organizmu.

Trzeba dodać, że poza konferencją naukową jubileusz był też, a może przede wszystkim, okazją do spotkania towarzyskiego studentów, pedagogów i absolwentów PB z różnych lat i różnych miast. Takie spotkania środowiskowe są zawsze bardzo cenne i przynoszą wiele nieoczekiwanych, na gorąco formułowanych pomysłów i projektów. Były też nagrody i medale pamiątkowe (m.in. Złota Gloria Artis na prof. Roderyka Lange) oraz rozbudowany, piękny i różnorodny koncert baletowy, w którym różne pokolenia studentów i absolwentów zaprezentowały się w rolach choreografów, pedagogów i wykonawców.

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii edukacja, ogólnie o balecie i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „40 lat minęło – Pedagogika Baletowa obchodzi jubileusz

  1. Kasiu! Dziękuję za relację z obchodów naszego Jubileuszu. Dziękuję przede wszystkim za Twoją obecność. Pozdrawiam

  2. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    To ja dziękuje za zaproszenie i tak ciekawy program! No i trzymam kciuki za kolejne minimum 40 lat 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*