Kreatywni kreacjoniści

Co roku z coraz większą wyrazistością widać, że pomysł Kreacji – warsztatów choreograficznych dla tancerzy Polskiego Baletu Narodowego – sprawdza się znakomicie. Jedna sprawa to coraz wyższy poziom prezentacji warsztatowych, które przybierają coraz bardziej wyrafinowane, rozbudowane i bogate formy. Druga – to widoczna integracja zespołu wokół Kreacji. Widać gołym okiem, jak artyści cieszą się z wspólnego dzieła, jak nad nim pracują i dopracowują na ile to możliwe (i to przecież po godzinach swojej normalnej pracy!). Niebagatelnym zyskiem z Kreacji jest próbowanie swoich sił przez tancerzy w nowych rolach, co w czasach, gdy artyści baletu po końcu kariery nie mogą liczyć na żadne formy pomocy w przekwalifikowaniu ani na wsparcie finansowe, może być otwarciem drzwi do drugiego zawodu. Tancerze i tancerki, nawet, jeśli nie zostaną w przyszłości menagerem, oświetleniowcem czy inspicjentem (ale czemu nie?), przekonują się, że potrafią poradzić sobie z nowymi wyzwaniami, że choć taniec to dziś całe ich życie, to może być też inaczej i że realizowanie innych zadań też może dawać satysfakcję.

Najważniejszy pozostaje jednak efekt artystyczny, choć też dwojaki. Jeden jest oczywisty: próby choreograficzne tancerzy pozwalają im posmakować pracy choreografa, widzom i dyrekcji zaś wskazać na nowe, już rozwijające się lub dobrze rokujące talenty w tej dziedzinie. Dla artystów, którzy już zaistnieli jako choreografowie nadal jest to możliwość pracy całkowicie na własne konto, eksperymentowania, niemal bez obawy porażki, trochę na zasadzie szkolnego laboratorium. Tu można zrealizować (w ramach możliwości technicznych małej sceny i czasowych oraz minimum finansowego) nawet najbardziej szalone pomysły – spróbować tego, na co w innej sytuacji, jako artysta pracujący na zamówienie, nie zawsze można się poważyć. Drugi aspekt artystyczny, to praca młodych choreografów z kolegami z zespołu. Ta współpraca, opierająca się na zasadach zaufania, przyjaźni, ale także innego „oka” wybierających choreografów daje czasem zaskakujące rezultaty i odkrywa przed widzami inne oblicza znanych już tancerzy, albo z masy zespołu wyciąga kogoś, kto w normalnej pracy baletu nie miał okazji jeszcze zaistnieć. Tu – w niewielkich obsadowo formach – każde nazwisko zostanie zauważone.

W tym roku zresztą choreografie zaprezentowane przez uczestniczących artystów (aż dziesięciu!) wcale nie były takie małoobsadowe. Widać, że zarówno choreografowie (wśród których tak na prawdę była tylko jedna debiutantka), jak i tancerze, śmielej podchodzą do warsztatów. Choreografowie całkiem nieźle radzą sobie z większymi grupami, a jak widać z drugiej strony wśród kolegów znajdują dobry odzew i chętnych do współpracy. Tak jak Kurusz Wojeński, który w ubiegłym roku wystrzałowo zadebiutował na Kreacjach choreografią FryDay. W tegorocznym Tył na przód mocno eksperymentował z elementami scenografii i projekcjami komputerowymi (autorstwa Piotra Bednarczyka), czyniąc z materii nieożywionej (choć ożywianej wspomnianymi projekcjami) partnera tancerzy. Może nawet chwilami partner ów zdominował nieco artystów baletu, ale ostatecznie miał być „machiną”, upostaciowieniem „pracy”-korporacji, która ich kształtuje i wciąga. Ciekawy język tańca, jaki proponuje Wojeński, a szczególnie oryginalne partnerowania nieco straciły przez niedoświetlenie pierwszego planu. Po spektaklu choreograf wyjaśnił mi, że wynikło to z przyczyn technicznych – przy mocniejszym świetne na tancerzy projekcja na pudłach ustawionych w tle nie byłaby dobrze widoczna. Przyjmując to tłumaczenie zgłaszam jednak do prawie wszystkich młodych choreografów zastrzeżenie, że tworzenie „klimatu” choreografii nie polega na pogrążaniu jej w mrokach sceny. Taki chwyt na dłuższą metę zniechęca widza, gdy musi wysilać wzrok, a i tak nie dostrzega wszystkiego, co mają do pokazania i wyrażenia tancerze. Tym bardziej, że Viktor Banka, Adam Myśliński, Karolina Sapun, Remigiusz Smoliński, Łukasz Tużnik i Bartosz Zyśk pokazali, na co ich stać.

O ile Tył na przód zapowiadany był jako humorystyczny (a mnie raczej przyprawił o głębsze przemyślenia), o tyle Szpile Joanny Drabik z założenia nie miały nic pokazywać, swobodnie czerpiąc z codziennych ludzkich zachowań – a okazały się nieodparcie zabawne. Może nie do końca przekonuje mnie stwierdzenie zawarte w programie, że kluczowe rekwizyty, jakimi są tu krzesła na kółkach i buty nabierają tu nowych znaczeń, ale to nieważne. Drabik potrafiła zaaranżować banalne przecież jeżdżenie na biurowych fotelach, zabawę „w krzesła”, czy inne proste gry ruchowo-mimiczne w taki sposób, że śledziło się je jak skomplikowaną choreografię, nieźle się przy tym bawiąc. Wyglądało, że i wykonawcy, wśród których wyróżnił się niesłychanie mimiczny Carlos Martin Perez, mieli dobrą zabawę. Może choreografia zyskałaby na wyrazie po niewielkim skróceniu, zbędne było też wyciemnienie oddzielające dwie części, wykorzystane na przeformowanie szyku foteli na scenie – można to było zrobić na oczach widzów – otwarta formuła choreografii na to pozwalała.

Współczynnik przenikania Roberta Bondary to kolejna, zupełnie inna od poprzednich kameralna choreografia tego młodego, a dobrze już znanego choreografa. Po Zniewolonym umyśle w Opera Nova, Personie w PBN i Ciurlonisie zrealizowanym w Wilnie można wyodrębnić coś, co nazwałabym ruchowym alfabetem czy językiem tańca Bondary, jednak w mniejszych formach artysta skłonny jest do eksperymentów i dają one bardzo ciekawe rezultaty. We Współczynniku… kluczowa wydaje się dynamika ruchu, ale też koegzystencja w owym ruchu scenicznym trzech jednostek, co tworzy klasyczny, a jednocześnie zupełnie nie-klasyczny trójkąt, zwłaszcza, ze jednakowe kostiumy sugerują że między dwoma tancerzami i tancerka nie ma żadnej różnicy. To ona jednak (Aleksandra Liashenko w zupełnie innej plastyce i estetyce tańca) wydaje się być centrum – to jej „cieniami” są na początku tancerze (świetni Paweł Koncewoj i Boartosz Zyśk), to wokół niej się koncentrują w końcówce, ją też unoszą na ramionach, ale i trochę „maltretują”. Choć choreograf w programie mówi o „stosunku człowieka do samego siebie” i o „niezdarnym poszukiwaniu ulotnej równowagi”, dla mnie była to choreografia bardzo ulotna, niemal, acz nie do końca abstrakcyjna, oferująca całe morze skojarzeń lub tylko świetne doznania estetyczne.

Viktor Banka po ubiegłorocznym ciekawym debiucie choreograficznym w swoim Murmuration poszedł o krok dalej w stronę czystego tańca, choć i on w programie do Kreacji wskazywał na pewne inspiracje interakcjami między ludźmi. Mnie najbardziej przekonuje nawiązanie tytułu do szumu skrzydeł grup ptaków, bo jak małe stadka ptaków po scenie przemieszczali się w różnych konfiguracjach tancerze Banki. Króciutkie i dynamiczne duety ustępowały miejsca solówkom. Charakterystyczne, trochę orientalne w wyrazie falowanie rąk tancerzy to jednak jedyne, co na dłużej zostaje w pamięci, mimo znakomitego żywiołowego wykonania – tak jakby choreografia ta była wyciętym z większej całości fragmentem bez początku i końca.  Nie wiem, jakimi ścieżkami tym razem wędrowała inspiracja Eduarda Bablidze, ale w ID 01 chyba pobłądziła. Artysta do tej pory prezentował klarowne, ale niepozbawione ciekawych niuansów choreografie oparte na baletowej klasyce. Tym razem klasyka (technika tańca i użycie point) pozostały, klarowności natomiast, wdzięku, subtelności czy czytelności zabrakło. Taniec poza klasycznymi pozami także stał się jakiś poplątany, partnerowania w duetach dwóch par ubranych na biało jakieś nazbyt skomplikowane, mało estetyczne. Wszystko razem wyglądało na suche odrobienie baletowej lekcji pełnej udziwnień, na tle „kosmicznej” projekcji i w koszmarnym fluorescencyjnym świetle… Szkoda.

Zaskoczeniem było Solo un pianato Tomasza Fabiańskiego. Na tle pozostałych choreografii dość oszczędnych w warstwie inscenizacyjnej i szczątkowo tylko fabularnych, ta okazała się kawałkiem poruszającego teatru. Wbrew pozorom zagadnienia psychiki człowieka, upośledzenia fizycznego i psychicznego mogą być wdzięcznym, choć trudnym tematem dla tańca. U Fabiańskiego w Solo… jest coś z łagodnego nierealnego świata psychicznego oddalenia, różowej mgły, w której pogrąża się umysł uciekający przed traumą, cierpieniem… Jest też dramatyzm poszczególnych „solo” postaci, które pojawiają się na scenie – partnerki niewidomego (pełna wyrazu Marta Fiedler), szalonej tancerki (cudowna scena Paliny Rusetskiej do przekształconego kalekiego motywu z Jeziora łabędziego), czy pary zakochanych – Daria Majewska i Sergey Basalaev. Sam Fabiański także odmalowuje portret swego bohatera we wspaniałym solo czerpiącym z tańca klasycznego, ale i pełnego emocji. Całość bogata inscenizacyjnie (muzyka Cherubiniego, Mansella, Rachmaninowa i Wagnera, dobre światło, projekcje, elementy scenografii, rekwizyty m.in. wielka smutna lalka) tworzy świat nierealny, utopiony w melancholii i porozrywany jak świadomość osoby cierpiącej. Trochę szkoda, że zabrakło jakiejś klamry, która domknęła by formę. Zarzut ten dotyczy zresztą większości choreografii prezentowanych podczas VI Kreacji. Tak jak proste szkolne wypracowanie choreografia powinna mieć początek, rozwinięcie i zakończenie. To zakończenie – choćby było tylko zawieszeniem w bezruchu, jednym akcentem muzycznym lub świetlnym musi być na tyle wyraziste, aby stawiać kropkę nad „i” i aby zwyczajnie dać znak odbiorcy, że wypowiedź artystyczna została zakończona.

Nie miał z tym kłopotów Lachlan Phillips w Aisthesii, który po bardziej awangardowych próbach choreograficznych w poprzednich sezonach, tym razem z całą świadomością postawił sobie za cel zmierzyć się z techniką klasyczną i twórczym jej wykorzystaniem. Umiejętnie zmiksował taniec na pointach i klasyczne pozy oraz wirtuozowskie skoki z elementami modern – plastycznością górnej połowy ciała tancerzy, działaniami w parterze (acz nielicznymi), ostrymi ruchami o odmiennej od klasycznej estetyki. Wszystko to skomponował z Cadenza for solo violin Krzysztofa Pendereckiego wykonywana na żywo na scenie przez Dorotę Karinę Dudę (młodą skrzypaczkę w glanach, jak opowiadał o niej choreograf na konferencji prasowej) i Fjogur Piano Sigur Ros. Powstał balet na skrzypaczkę i trzy pary tancerzy, pełen zmiennych nastrojów, raz dynamiczny, to znów romantyczny (co podkreślają brzoskwiniowe długie romantyczne paczki trzech tancerek), mieszający w subtelny sposób różne techniki, nastroje i odcienie. Jest tu i duża dawka tanecznego popisu w wysokich skokach mężczyzn i nieustannym „tuptaniu” na poinatch pań. Wszystko razem w jakiś twórczy sposób nawiązuje do stylu Balanchine’a i jego wariacji na temat techniki i estetyki klasycznej – świetne!

Paulina Jurkowska zadebiutowała na Kreacjach bezpretensjonalną choreografią Deeperness w typie rozrywkowym interpretującą muzykę z albumu Nexo zespołu Oxen. Jazzująca w ogólnym zarysie choreografia do trzech różnych fragmentach na cztery tancerki pozostawia miłe wrażenie. Zgrały się i estetyka ruchu, i muzyka, i światła wydzielające z grupy kolejno dwie „dwójki” tancerek, które na przemian podejmują rytm i interpretują wybrana muzykę. Dla odmiany Anna Hop wybrała na wykonawców swojego Arctic pięciu mężczyzn. Jak powiedziała w audycji radiowej poświęconej Kreacjom inspiracją do tej choreografii były… kostiumy, czyli kolekcja szarych ciepłych swetrów autorstwa Żanety Kuroczyckiej (ŻaŻa), z którą współpracowała i przy poprzednich warsztatach. Hop bardzo świadomie zaplanowała, że tym razem stworzy balet niemal bez muzyki wykorzystując tylko kilka efektów dźwiękowych kojarzących się z zimą i uczuciem zimna oraz fragment śpiewu Meredith Monk, ale bez słów, także kojarzący się z odgłosami wiatru. To założenie zaowocowało bardzo kameralnym i siłą rzeczy wyciszonym w pierwszej fazie ruchem, aż do momentu, kiedy to sami tancerze mieli stworzyć sobie muzykę, a raczej rytm do tańca wyklaskując go i wytupując podeszwami butów. Ten fragment z kolei dodał całości bardzo surowego, pierwotnego charakteru, kojarzył się ze stompem, tańcami ludów pierwotnych, nowozelandzkim Haka czy irlandzkim stepowaniem. Tu nie miała znaczenia prostota tańca, ale jego siła, zwłaszcza, że momentami wychodził on poza przestrzeń sceny. Choreografka chciała wyrwać się ze swojej dotychczasowej metody twórczej przekładania nut i akcentów muzycznych na ruch, co wypadało bardzo dobrze i często świetnie przekazywało komiczny wyraz, ale na dłuższą metę mogło się okazać pułapką. To się udało, choć w związku z posuniętą do granic możliwości prostotą choreografii główną siłą Arctic okazali się wykonawcy – pięciu „tańczących facetów”.

Niestety, z powodu niedyspozycji zdrowotnej Maksima Woitiula nie zobaczyliśmy choreografii Michała Chróścielewskiego Dwa światy…. Może za rok? Koniecznie za rok!

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie, recenzje i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Kreatywni kreacjoniści

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*