O fotografii baletowej i nie tylko

Czasem zupełnie niespodziewanie pewne sytuacje przypominają mi, że mimo iż staram się, aby moja praca i moja pasja nie były „całym moim życiem”, to jednak żyję w jakiejś szklanej bańce, poza którą świat wygląda inaczej, a wiedza o balecie nie jest tak powszechna, jak mogłabym mniemać. Takie sytuacje działają bardzo otrzeźwiająco, zwłaszcza gdy mają miejsce przy okazjach – wydawałoby się – gromadzących osoby „wtajemniczone”, a ich uczestnicy to – zdawałoby się – elita, odbiorcy kultury i sztuki wysokiej, którzy na niejednym spektaklu, również baletowym, byli. Uzmysławia to dwie rzeczy – na jakim skraju wiedzy uznawanej za niezbędną wykształconemu człowiekowi znajduje się wiedza o sztuce tańca oraz – jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Ale dość ogólników, przejdźmy do konkretnego przykładu.

Jakiś czas temu miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu promocyjnym książki wydanej przez Teatr Wielki – Operę Narodową, a zatytułowanej Rozmowy na nowy sezon. Źródła powstania tej publikacji zostały dość pokrętnie, ale i zabawnie przedstawione przez kierownika Działu Literackiego (mojego byłego Szefa) Marcina Fedisza – sprawcy zamieszania i ostatecznie wydania książki. Otóż Teatr poprosił Ewę Łętowską (przedstawiać nie trzeba) i Krzysztofa Pawłowskiego (filozofa i miłośnika opery, który wraz z prof. Łętowską pod pseudonimem Acus napisał książki O prawie i mitach i O operze i o prawie) o napisanie tekstów do tzw. książki sezonu, czyli publikacji, która co roku ukazuje się przez kolejnym sezonem artystycznym TW-ON i prezentuje repertuar na ten sezon zaplanowany. Wyszło – jak powiedziała prof. Łetowska coś, co nie zostało do książki sezonu włączone bo… nie zostało zaakceptowane. Na szczęście praca Ewy Łętowskiej i Krzysztofa Pawłowskiego nie poszła na marne, bo Marcin Fedisz wpadł na pomysł wykorzystania ich w publikacji lżejszego kalibru – owych Rozmów, a dla dopełnienia przeglądu tytułów omawianych w Rozmowach  o balety (bo Acus skupił się tylko na operach) o podobne „rozmowy” poprosił specjalistów od Terpsychory, których ma w teatrze na wyciągnięcie ręki: Pawła Chynowskiego i Ewę Krasucką. No i tu przechodzimy do meritum. Pawła Chynowskiego miłośnikom baletu przedstawiać nie trzeba, pisałam o nim zresztą tutaj. Sądzę, że miłośnikom baletu Ewy Krasuckiej też nie ma potrzeby przedstawiać, ale dla porządku napiszę, że jest to główna, rzec można nadworna i etatowa fotografka Polskiego Baletu Narodowego – najszybsze oko fotograficzne uwieczniające na kliszy (teraz raczej na karcie pamięci i twardym dysku) kunszt polskich i nie tylko polskich tancerzy. I to właśnie rozmowa o specyfice fotografii baletowej wywołała u mnie szok poznawczy, o którym pisałam na początku.

Otóż w toku rozmowy ze zgromadzoną na spotkaniu publicznością okazało się, że niektórzy obecni nie mają pojęcia, że balet możne na zdjęciach wyglądać dobrze albo źle i że podstawową umiejętnością fotografa dokumentującego tę sztukę nie jest włączenie trybu po-klatkowego i strzelania zdjęć co sekunda, ale zrobienie zdjęcia w odpowiednim momencie (co to jest ten odpowiedni moment trzeba było osobno tłumaczyć) i jeszcze wybór takiego zdjęcia z kilkunastu, na którym taniec (w domyśle: ciało tancerza podczas tańca) prezentuje się nie tylko pięknie, ale także poprawnie, a najlepiej idealnie wg prawideł sztuki i techniki baletowej. Po wypowiedzi Pawła Chynowskiego, że niektórzy fotoreporterzy oburzają się, że nie są wpuszczani na próby generalne baletów, a teatr woli służyć własnym serwisem fotograficznym lub „cenzuruje zdjęcia’ mające ukazać się w druku, na sali pojawiła się konsternacja. Jak to „cenzuruje”? Po co, dlaczego? Okazuje się, że w dzisiejszym pojmowaniu świata, również świata sztuki, widzowie domagają się obnażenia, dostępności na wyciągniecie ręki, odkrycia tajemnic, odarcia z woalu idealności… Tylko – nie na tym polega istota baletu. TRZEBA pamiętać, że technika tańca klasycznego i pokrewnych powstała dla ukazania ciała w jego najdoskonalszej postaci, w pozach, które (niektóre wzorowane na klasycznych posagach) mają ukazywać owo ciało w harmonijnych ustawieniach, płaszczyznach i przyjemnie dla oka skomponowanych ułożeniach. To ma wyglądać pięknie, to ma wyglądać idealnie! Gdy tancerze tańczą przy pomocy kroków pomocniczych i przemieszczeń ciała z pozy do pozy, wtedy nasze oko nie zauważa tych niezwykle krótkich momentów, kiedy ciało np. w podskoku przybiera nie zawsze idealne ułożenie, gdy w szybkim demi-plie tancerka przysiada by lekko wskoczyć partnerowi na ramię, gdy tancerz kręcąc piruet przez mgnienie oka jest odwrócony do nas tyłem. Nasz wzrok odnotowuje pozy kulminacyjne, zatrzymane i utrzymane – dlatego w tańcu klasycznym tak ważna jest równowaga (aplomb), aby utrzymać pozę i tzw. ballon, czyli umiejętność „zawisania w powietrzu” podczas skoku. To i tylko to jest celem baletu – przynajmniej celem estetycznym (zapominamy na chwilę o treści czy ideach, które ma przekazywać). Dla każdego tancerza wreszcie treścią jego pracy jest dążenie do ideału, czyli poza wspomnianym oddaniem treści, napełnieniem tańca uczuciami i emocjami –jak najbardziej perfekcyjne technicznie wykonanie. Perfekcja jak wiadomo nie istnieje, a ideałów nie ma – ale dążenie do nich jest duchem techniki tańca klasycznego. Stąd żaden tancerz nie chce, aby oko aparatu zarejestrowało i uwieczniło na zawsze niezbyt dobrze wykonane pas, albo inny tzw. brud wykonawczy (nie obciągniętą stopę, tzw. odkręcone biodro, niedoskonałe ułożenie rąk, ciało w ¾ obrotu). Tego widz nie widzi podczas spektaklu, czemu zatem ma widzieć na zdjęciach? Zgromadzeni uczestnicy spotkania w Operze Narodowej nie byli w stanie się z tym pogodzić.

Oczywiście, nie należy mylić fotografii baletowej z fotografią dokumentalną, artystyczną czy reporterską, gdyż w tych wszystkich innych typach fotografii wszystko to, co w baletowej zakazane, byłoby dozwolone. Ważny jest też cel – czy fotografujemy i potem pokazujemy zmęczone twarze i zniszczone stopy tancerek dla sensacji (patrzcie jaki to ciężki zawód!), czy też dla pozbawionego emocji pokazania wszystkich stron pracy tancerzy. Czym innym będzie album fotografii baletowej prezentujący artyzm tancerzy Polskiego Baletu Narodowego (oby się taki kiedyś ukazał!), a czym innym wystawa fotogramów zza kulis powstawania spektaklu. Zawsze jednak wybór zdjęć musi być zaakceptowany przez sfotografowanych tancerzy, bo to oni, bardziej niż ktokolwiek (no może za wyjątkiem modelek) pracują ciałem i wyglądem, i dobra prezentacja tego wyglądu jest dla nich ważna. Zresztą – czy ktokolwiek z nas chciałby być fotografowany i „upubliczniany” w momencie i stanie niewyględnym? Niektórzy widzowie chcieli polemizować, podając argument ukazywania „prawdy” o sztuce przez fotografię. Ale czy w takim razie mamy na fotografiach operowych ukazywać wnętrze jamy ustnej śpiewaka w chwili wykonywania arii, albo kropelki śliny, które, zdarza się, że prysną w chwili wysiłku?

Każdy rodzaj fotografii ma swoje miejsce i funkcję. W przypadku pracy Ewy Krasuckiej mówimy o fotografii baletowej, której zadaniem jest pokazać artyzm naszych warszawskich tancerzy i przekazanie charakterystycznych momentów choreografii. Czasem jest to fotografia dokumentująca, jak zdjęcia z prób zamieszczane w programach do spektakli, a czasem artystyczna, gdy precyzja tańca jest na zdjęciu mniej ważna, niż artystyczny efekt – np. rozmazanie sylwetki tancerza. Wreszcie pojawiała się fotografia reporterska, bo i takie „galerie” swego czasu można było oglądać np. na facebookowym profilu Opery, ale jak przypomniała sama fotografka zdarzyło się, że została za te zdjęcia zbesztana przez niektórych użytkowników Internetu. Oburzali się oni, że takie nieformalne pokazywanie gwiazd PBN nie licuje z ich artyzmem i wysokim statusem…

Ewa Krasucka dobrze ujęła istotę sprawy – fotograf ma przede wszystkim nie szkodzić tancerzowi i nie psuć mu roboty – to znaczy nie pokazywać jego sztuki gorzej, niż jest wykonywana, nie ośmieszać, nie obrzydzać i nie dokumentować wpadek. Bo przecież wpadki, błędy i niedoróbki się zdarzają, ale są drogą, a nie celem. To tak, jakby niewprawny fotograf ujął tylko fragment obrazu namalowanego przez mistrza pod złym kątem i prześwietlił część kliszy, a potem pokazywał zdjęcie obrazu jako odzwierciedlenie twórczości tegoż malarza. Inne pytania zadawane przez światłe osoby zgromadzone na widowni spotkania (przez litość nazwisk nie wymienię) dowiodły mi po raz kolejny, jak nikła jest wiedza, nawet wśród bywalców teatrów operowo-baletowych, na temat baletu. O właściwym słownictwie nie wspominając… Baletmistrz wciąż pokutuje jako synonim tancerza, w dodatku nieumiejętność mówienia o balecie nie budzi w osobie wypowiadającej się wstydu czy zażenowania. Ktoś, kto w tzw. towarzystwie nazwał by dyrygenta „machaczem” lub malarza „pędzlarzem” zapewne wzbudziłby co najmniej zdziwienie. Błędna terminologia w stosunku do tańca (nie tylko baletu): mylenie tancerza z baletmistrzem, primabaleriny  z  balerina i divą, a  tańca współczesnego z nowoczesnym „obciachu” nie robi. Oby do czasu.

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii edukacja, ogólnie o balecie i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „O fotografii baletowej i nie tylko

  1. Ela pisze:

    Wiem, że czasem tak łatwo powiedzieć, ale naprawdę nie warto się przejmować, tylko dalej robić swoje – to co się kocha w co się wierzy najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*