Jak się kształcić poza systemem?

Z wielkim opóźnieniem (ale już dawno się przekonałam, że nie samą sztuką żyje człowiek), relacjonuję drugą cześć konferencji dotyczącej edukacji tanecznej w Polsce.

W związku z trudnościami edukacji instytucjonalnej miłośnicy tańca, jego badacze i popularyzatorzy starają się radzić sobie w ramach kształcenia pozainstytucjonalnego, któremu poświęcony był drugi dzień konferencji. Zaprezentowało się m.in. Polskie Forum Choreologiczne, które stawia sobie za cel wzmacnianie i budowanie kadry naukowej zajmującej się badaniem tańca (nie tylko artystycznego zresztą) oraz inspirowanie powstawania i publikację prac o tańcu.  Służą temu Studia Choreologia – coś między czasopismem naukowym a tomem pokonferencyjnym – wydawane mniej więcej raz na rok mieszczące artykuły i referaty członków stowarzyszenia. Jest to stowarzyszenie ewidentnie o profilu naukowym, zatem można próbować przy jego wsparciu robić karierę naukową na polu tanecznym – chodzi głównie o możliwość publikacji naukowych. Dwa wystąpienia były poświęcone alternatywnym formom kształcenia czyracznej rozwoju artystycznego dorosłych tancerzy i choreografów. Jednym jest Alternatywna Akademia Tańca – projekt Art. Stations Fondation, drugim forma atelier choreograficznego lub warsztatów choreograficznych tworzonych przy zespołach tanecznych. Ich różnorodne formy pozwalają na pierwsze choreograficzne próby i ich sceniczną prezentację tancerzom tych zespołów, a czasem i gości z zewnątrz. Alternatywna Akademia Tańca działająca przy Starym Browarze w Poznaniu to zjazdy studentów i wykładowców (często praktyków, artystów, performerów, przedstawicieli różnych sztuk nie tylko tańca). Atelier i warsztaty choreograficzne do tej pory prowadziły lub prowadzą trzy zespoły w Polsce: Polski Teatr Tańca, Teatr Tańca w Bytomiu i Polski Balet Narodowy (Kreacje). Każda z tych form przeznaczona jest dla kogo innego: poznańska Akademia ma charakter otwarty, sponsorowany, teoretycznie otwarta dla każdego, kto się zapisze, przyjedzie na kilka-kilkanaście dni do Poznania i zechce dzielić się doświadczeniami z nauczycielami i innymi uczestnikami, bo taką formę ma Akademia. Warsztaty choreograficzne w zespołach są z małymi wyjątkami zamknięte, służą rozwojowi talentów choreograficznych wewnątrz zespołów, choć PTT zapraszał też do stworzenia na scenie Atelier młodych choreografów gościnnych.

Z innymi problemami kształcenia zmagają się ci, którzy pragną pisać o tańcu, zajmować się jego opisem, krytyką i popularyzacją. Wprawdzie na uczelniach wyższych istnieją już kierunki kształcące w tej dziedzinie (m.in. Teoria Tańca – studia podyplomowe), jednak nie są one ani dla wszystkich dostępne, ani też nie wypełniają całego spektrum potrzebnej krytykowi wiedzy. Krytyk zresztą powinien kształcić się nieustannie. Stąd pomysł na „mobilną akademię krytyków tańca”, której zajęcia odbywałyby się każdorazowo w innym miejscu w Polsce. Idea zakłada współpracę „studentów” wykładowcami także poza zjazdami, drogą elektroniczną – pisanie tekstów i ich ocena przez nauczycieli, coś w rodzaju warsztatów z pisania on line. Wszystko zależeć będzie od obrotności organizatorów, którzy chcą pozyskać w każdym miejscu, gdzie będzie się odbywać zjazd akademii sponsorów i partnerów finansujących np. noclegi dla uczestników. Poza dyskusją i referatami można dodać, że w Polsce nie brak osób chętnych do pisania o tańcu, ale problemem jest miejsce publikacji tych tekstów, jako że myśl krytyczna o tańcu i balecie praktycznie nie funkcjonuje poza okazjonalnymi tekstami w kilku miesięcznikach i okrojonych do minimum nielicznych recenzji gazetowych, pisanych dość sztampowo. To jednak nie było przedmiotem rozmowy – przynajmniej tym razem. Ważnym głosem było wskazanie, że poprzez zlikwidowanie dyplomu dla absolwentów kursów instruktorskich z dziedziny tańca (instytucja z ogromną tradycją i wielkim dorobkiem w postaci wspaniałych pedagogów tańca i choreografów) państwo obniża nie tylko rangę tych kursów, ale i rangę zawodów tanecznych w ogóle. Dawniej absolwenci tych kursów otrzymywali dyplom z pieczęcią i orzełkiem, zaświadczający o zdaniu egzaminów końcowych itd. Teraz ministerstwo zaproponowało w zamian jednokartkowy świstek zaświadczający o… uczestnictwie w kursie. Tymczasem kursy instruktorskie niejednokrotnie mogą konkurować z nowo otwartymi kierunkami studiów tanecznych, szczególnie liczbą godzin zajęć praktycznych metodycznych, bo przygotowują głównie do uczenia dzieci i młodzieży. Kursy mogą się poszczycić ogromną liczbą wykształconych wspaniałych pedagogów, instruktorów i choreografów.  Postulowano przywrócenie dyplomu, miast „zaświadczenia o odbyciu kursu”.

Przyznam, że nie zrozumiałam celów referatu dotyczącego profilaktyki zdrowotnej jako elementu kształcenia zawodowego. Tzn. domyślam się, że należałoby młodych tancerzy wyposażać w taką wiedzę, na wszelkich etapach kariery służyć im pomocą i radą, a przede wszystkim odpowiednim leczeniem, kompatybilnym z ich celami i etapem rozwoju. Niestety, nie podano  żadnych pomysłów ani recept jak to miało by być robione. Rozumiem, że szkoły powinny wprowadzić taki element do swojego programu kształcenia. natomiast z podanych przykładów wynikało, że większość tancerzy spotyka się w razie problemów zdrowotnych z niekompetentnymi lekarzami, którzy nie znają zupełnie specyfiki zawodu i nowoczesnych form terapii i potrafią jedynie albo operacyjnie osunąć dolegliwość, ale pozbawić tancerzy możliwości powrotu na scenę, albo od razu postulować zmianę zawodu (!) i ograniczenie aktywności fizycznej… albo w najgorszym razie nawet okaleczyć. Problem z nikłą wiedzą na temat specyfiki zawodu tancerza od strony medycznej jest chyba jednak (poza lobbingiem środowiska) trochę poza tematem tej konferencji, a prezentacja gęsto utkana zdjęciami rentgenowskimi i z rezonansu magnetycznego była zupełnie nieczytelna i pozbawiona konkluzji.

Niezwykle interesujące były wystąpienia gości z za granicy: Genevieve Meley-Othoniel i Frederica Moreau z Ministerstwa Kultury Francji oraz Gianni’ego Malfera z Danse Suisse. Każdy z tych krajów zmaga się z odmiennymi niż w Polsce, ale też trudnymi problemami w dziedzinie edukacji tanecznej. Francja ze swoją wielką tradycją baletową, zespołami tanecznymi, centrami choreograficznymi i olbrzymimi nakładami na rozwój tańca na poziomie krajowym i samorządowym, może być wzorem do naśladowania. I tam jednak istnieje problem rozwoju krytyki tanecznej karier naukowych na kierunku taniec – z powodu braku kadry. W Szwajcarii dla odmiany nie istnieje nawet zawód „tancerz”. Większość tancerzy w zespołach w Szwajcarii stanowią obcokrajowcy, przybywający z wszelkich zakątków świata, zwłaszcza do zespołu Bejarta. W Szwajcarii funkcjonują tylko dwie szkoły tańca, dzielące się między sobą zakresem kształcenia: jednak bardziej klasyczna, druga skupiająca się na technikach współczesnych.

Konferencję zakończył panel z udziałem młodego pokolenia tancerzy i choreografów, których zapytano o ich drogę edukacyjną i wnioski z niej. Kilkoro z rozmówców kształciło się bądź za granicą, bądź też częściowo poza oficjalnym systemem edukacyjnym (na warsztatach, kursach) i podzieliło się swoimi doświadczeniami z tych lat. Ze smutkiem należy zauważyć, że na ich próby wskazania, jak należałoby ulepszyć polską edukację taneczną, przedstawiciele tego środowiska zareagowali niechęcią, a nawet oburzeniem. Postulaty młodych artystów wynikające z ich własnego doświadczenia były następujące: po pierwsze w państwowych szkołach baletowych kształcenie jest zbyt jednostronne, jednokierunkowe, nastawione na wykształcenie „idealnego” tancerza klasycznego (co jednak zbyt rzadko się udaje). Co za tym idzie, dominuje jedna technika, a dzieci i młodzież o mniej ”idealnych” warunkach dowiaduje się „że tancerzem nigdy nie zostanie”. Tymczasem dzisiejszy świat tańca nie tylko jest niezwykle otwarty i pojemny, ale także znajdujący miejsce dla tancerzy bardzo charakterystycznych, specjalizujących się w zupełnie innych technikach niż klasyka. Oczywiście, taka otwartość musiała by być poprzedzona zmianą profilu szkół (lub choćby niektórych z nich), a także zmianą programach nauczania itd. Drugi postulat dotyczył kształcenia kreatywności i samodzielności w młodym artyście w szkołach. Większość młodych tancerzy podkreślała, że tej samodzielności musiała się nauczyć sama, głównie za granicą, wrzucona w świat, który to od nich oczekiwał wyborów, działań, stawiania celów własnej edukacji. W polskich szkołach wprawdzie istnieją, na coraz większą skalę konkursy zachęcające do aktywności i twórczości choreograficznej uczniów itp., ale nadal jest to margines w stosunku do codziennego „stawania przy drążku” na rozkaz nauczyciela (w kulisach potwierdzano, że wiele dzieci z wielkim potencjałem, wyłowionych z ruchu amatorskiego, zniechęciły pierwsze lata w SB, gdzie miast tańczyć „przyrastały do drążka”).

Warto zaznaczyć, że każda ze stron (młodzi absolwenci szkół lub tancerze wykształceni poza szkołami, a nawet poza Polską i pedagodzy z polskich szkół) mają częściowo rację. Trudno oczekiwać od szkół baletowych w ich obecnej formule, by nauczyciele z każdym z uczniów (choć jest ich przecież SB niewielu) omawiali o jego celach, oczekiwaniach, indywidualnych potrzebach. Z drugiej – na tym właśnie powinno polegać indywidualne podejście do ucznia w każdym rodzaju edukacji (także powszechnej) i zwykłe zainteresowanie nauczyciela postępami i samorealizacją ucznia. W obecnych programach nauczania nie da się wcisnąć więcej lekcji technik tańca współczesnego, ale trzeba dążyć do tego, aby doprowadzić do równowagi lub być może w obliczu małej ilości uczniów – sprofilowania niektórych szkół. Drugiej strony podkreślano, że większość osób wypowiadających się w panelu kształciło się jednak (a przynajmniej zaczynały edukację taneczną) w czasach transformacji, kiedy jednak szkolnictwo baletowe było jeszcze bardziej niż obecnie skostniałe i jednostronne, i nie można ich słów wprost stosować do dzisiejszego stanu. Kierunki postulowanych zmian są jednak słuszne i nadal nie straciły nic na aktualności. Paneliści przyznawali też, że im kilka i kilkanaście lat temu było o wiele trudniej zdobywać wiedzę i umiejętności z zakresu tańca współczesnego, że dziś jest pod tym względem dużo lepiej, istnieje dużo więcej możliwości ich zdobywania w kraju, choć wciąż głównie poza edukacją instytucjonalną.

 

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jak się kształcić poza systemem?

  1. Chiaranzana pisze:

    Jak dla mnie, postulaty z konferencji sa dziwne i troche absurdalne. Staram sie zrozumiec ze absolwentow nie zadowala papierek – zaswiadczenie ale dyplom z monogramem. Nie wiem czy to takie wazne? wazniejsze jest to co sie wynosi z danego szkolenia. A jesli chce sie miec mgr, doktorow i instruktorow w jednym to chyba wypadaloby stworzyc nowa edukacje dla tancerzy?
    Zrozumialam, ze szkoly baletowe powinny sie przestawic na … taniec wspolczesny czy jak? Szkola baletowa powinna chyba uczyc baletu a kazda dziedzina tanca sie rozwija, balet tez. Jest tez duzo szkol nie lubiacych balet.
    Jesli chodzi o krytykow i pole do dzialania dla nich, zgodze sie – nie ma mozliwosci na dzien dzisiejszy pisania o tancu (ja przynajmniej nie mialam, znalazlam to dopiero poza granicami kraju), jak dla mnie brakuje tez grantow na badania naukowe w dziedzinie tanca.

  2. Katarzyna Gardzina-Kubała pisze:

    To nie są jedyne postulaty – to kilka wybranych kwestii. Kwestia dyplomu kursów instruktorskich – najbardziej doraźna i łatwa do uratowania: skoro dotąd kurs instruktorski dawał „poważny” dyplom, to czemu to zmieniać. Jakbym włożyła 2 lata nauki i pracy w coś solidnego to chciałabym mieć solidne wykształcenie. Oczywiście pracodawca, który zna się na tańcu jak zobaczy”papierowe zaświadczenie” z dobrego ośrodka kursów to przyjmie jego okaziciela do pracy. Ale ilu takich jest?Chodzi więc zarówno o sytuacje,gdy absolwent kursów przychodzi do np. dyr. domu kultury z takim świstkiem, a obok niego stawia się absolwent tych samych kursów sprzed 2 lat z dyplomem „jak się patrzy”. – Wybór podyktowany choćby wyglądem dokumentu jest oczywisty… Po drugie chodzi o sprawę wbrew pozorom bardzo ważna w Polsce dla tańca czyli o problem budowania lub zaniżania prestiżu tańca i jego reprezentantów – tak zrozumiałam istotę problemu. Na pytanie co trzeba zrobić by uczyć muzyki w ministerstwie pada odpowiedź, że skończyć Akademię Muzyczną, aby uczyć WF-u trzeba skończyć AWF (czyli zdobyć wykształcenie wyższe), a aby uczyć tańca…? Obecnie nic – dyplom kursów był jakimś wyznacznikiem. Oczywiście właśnie trwa budowanie bazy edukacyjnej (na poziomie wyższym) dla tancerzy – była o tym mowa, ale stworzenie studiów wyższych wymaga kadry i spełnienia wymogów minimum kadrowego, którego jeszcze długo nie będziemy mieć o czym pisałam – tancerze rzadko biorą się za karierę naukową, a brakuje głównie praktyków, którzy mogli by być jednocześnie wykładowcami.
    Co do sprofilowania szkół baletowych to chodzi o to aby jedyna jak na razie placówka dającą dyplom zawodowy w Polsce mogla dawać dobre wykształcenie z dziedziny tańca współczesnego na tym samym poziomie co tańca klasycznego. W obecnym systemie nie jest to możliwe, chyba ze stworzy się dwa profile np. od którejś klasy szkoły. Przy tak małych klasach jak obecnie nie jest to opłacalne. Była taka próba w SB w Warszawie i dość liczna klasa w którymś momencie dzieliła się na 2 -jedni ze specjalnością klasyka, drudzy – z racji temperamentu, talentu albo specyficznych warunków fizycznych – współczesną. Chodzi o to, że obecnie osoby które chcą być dyplomowanymi tancerzami współczesnymi (bez klasyki lub tylko z podstawami z niej na tyle, na ile to tancerzowi stricte współczesnemu potrzebne) nie mają takiej możliwości w naszym kraju. Muszą kształcić się w systemie warsztatowym lub za granicą i wracać do Polski, gdzie zrobią ew.dyplom ZASP, co dla tancerzy poza stałymi zespołami jest bardzo trudne (np. wymóg pracy scenicznej udokumentowanej). Dla chcącego oczywiście jest wszystko możliwe ale powoduje zniechęcenie i zgorzknienie. Stąd rodzi się zazdrość między „współczesnymi”, a „klasykami”. Zwłaszcza, że potem np. „współcześni” słyszą że wybrali drogę na skróty bo nie poszli do SB – tymczasem po prostu mogą się tam nie dostać (ze względu na warunki), mogą sie tam nie odnajdywać itd. A za granicą wykształcą się, zdobędą dyplom, etc.-który nie jest ważny w Polsce… (nie mówiąc o tym, ze wciąż nie każdego na to stać).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*