Strawiński w dwóch odsłonach

Do Teatru Wielkiego w Poznaniu jechałam jak zwykle na balet. Każda nowa interpretacja i inscenizacja Święta wiosny przyciąga jak magnes. Zmierzenie się i z zabójczo trudną rytmicznie, i emocjonalnie muzyką oraz z legendą otaczającą to akurat dzieło, jest dla choreografów wyzwaniem, celem, lub (rzadziej) postrachem. Każda nowa próba zinterpretowania Święta wiosny budzi w widzu wielkie oczekiwania – ten balet powinien elektryzować, jesteśmy przekonani, że nie pozostawi nas obojętnymi, podobnie jak podczas prapremiery, kiedy to widownia podzieliła się na obozy przeciwników (większy) i zwolenników (mniej liczny) dzieła i doszło do rękoczynów. Tymczasem po wyjściu z poznańskiej premiery Wieczoru Strawińskiego, w którym słynny balet połączono z operą-oratorium Król Edyp, pamiętałam głównie ten drugi, a chronologicznie pierwszy element wieczoru… – operę.

Oedipus Rex (Król Edyp) z łacińskim librettem z trudem mieści się w „szufladkach” gatunkowych. Pół opera, pół oratorium, bardzo statyczny w akcji, a dramatyczny w treści, z wprowadzoną, bardzo ważną postacią narratora streszczającego każdą scenę przed jej pokazaniem na scenie – dzieło zadziwiająco jednorodne. Spaja je surowa, monumentalna muzyka Strawińskiego, przenikająca słuchacza do kości. Król Edyp to tragedia grecka żywcem wcielona do świata opery – kojarzy się w monumentalnymi ruinami Myken, czystością i surowością wielkich posągów. Coś z tych skojarzeń pojawiło się w poznańskiej inscenizacji w reżyserii Jacka Przybyłowicza. Surowość szarych schodów przywodzących na myśl widownię teatru greckiego łagodzi pojawiająca się od czasu do czasu przesłona z „frędzli” zza której wyłaniają się postaci lub chór. Sceny oddzielane są od siebie czasem poprzez opadnięcie surowej czarnej kurtyny, a trony Edypa i Jokasty, na których bohaterowie przemieszczają się (!) po scenie), wyglądają jak wykute z jednego bloku kamienia. Rozegranie całej akcji-nie akcji sprawia wrażenie prostego i bogatego jednocześnie, bez uszczerbku dla siły przekazu. Jest przewodni motyw ksiąg rozłożonych na stopniach amfiteatru w tle, podawanych z rąk do rąk, układanych w stosy, przewracanych. W nich zawiera się historia Edypa, naznaczona przekleństwem i fatalnością. Opero-oratorium stało się w tej inscenizacji opero-oratorio-baletem, bo głównym bohaterom niemal bez przerwy towarzyszy ósemka tancerzy-narratorów, którzy poza spełnianiem funkcji przenoszenia rekwizytów i przemieszczania jeżdżących tronów są także „niemymi mówcami” komentującymi gestami i tańcem przebieg opowieści. Może największe zastrzeżenia miałam do pierwszej sekwencji, na samym początku opery, gdy pojawił się taniec solistów w parach dziwnie nie licujący z poważnym, statycznym, ciężkim wprowadzeniem w historię króla Teb. Potem taniec i ruch idealnie wplotły się w strukturę spektaklu i zlały w jedno, dopełniając i opowieść, i przestrzeń gry. Kilka rozwiązań reżyserskich podobało mi się niezmiernie, dobrze posłużył podest-most między sceną a widownią umieszczony przy jednej z kulis, świetne było też wyjście zbolałego, wypędzonego, oślepionego Edypa. Zastrzeżenia miałam tylko (podobnie, jak kilka innych osób, z którymi dzieliłam się wrażeniami) do sposobu oślepienia się króla – wydało mi się zbyt dosadne, a może jakieś takie…nie na miejscu, ale nie zdradzę szczegółów, niech każdy w miarę możliwości zobaczy sam. Wykonanie było bardzo udane! Orkiestrę świetnie poprowadził Gabriel Chmura, nadając brzmieniu odpowiedni ciężar i emocjonalność, znakomicie śpiewał (jak zwykle zresztą) chór opery poznańskiej. Klasą sam dla siebie był Jacek Laszczkowski w tenorowej, ale bardzo mocnej, choć wysoko napisanej partii Króla Edypa. Nie wiadomo, czy bardziej podziwiać silę wyrazu aktorskiego, czy wokalnego – zresztą w tym wypadku absolutnie nie można ich rozdzielać. Podobała mi się także Agnieszka Zwierko jako dumna Jokasta i Posłaniec – Jaromir Trafankowski. Szlachetnym, dramatycznym narratorem był Aleksander Machalica, który przypomniał słuchaczom, czym może być doskonale podawane SŁOWO.

Nie znałam wcześniej choreografa Paula Juliusa, ani żadnej jego choreografii, stąd nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po jego interpretacji Święta wiosny. Biografię ma imponującą – wspaniałe zespoły, nagrody, itd. Chyba jednak spodziewałam się (podświadomie) czegoś zupełnie innego… Z tym Świętem mam spory kłopot, bo nie potrafię zbyt wiele jego obrazów przywołać z pamięci. To nie jest zła choreografia, to nie jest zły balet, tylko – mało angażujący, mało poruszający, mało… oryginalny? Widywało się najróżniejsze interpretacje dzieła Strawińskiego i Niżyńskiego. Jak napisała w teście do programu Anna Królica – Wymianie mogą ulec wszystkie elementy: scenografia, choreografia, a nawet muzyka, chociaż z nią najściślej związany jest ten balet. Także libretto, nawet przy pozostawieniu tytułu bez zmian nie jest zobowiązujące: podkreśleniu może podlegać motyw ofiary, wiosny, brutalności, erotyki, społeczności lub jednostki, relacji damsko-męskich, może być to także balet abstrakcyjny. W interpretacji Paula Juliusa trudno było się dopatrzyć jednak jednego motywu przewodniego. Widać, że choreograf chce, aby balet był o „czymś”, nie wiadomo jednak było, jakie relacje zachodzą między uczestnikami tańca (spotkania?, rytuału?) W finale jest wprawdzie zupełnie osobny (tak wyrazowo, jak i pod względem użytego języka tańca) taniec Ofiarowanej, ale wszystkie poprzedzające go sceny nie bardzo się z nim łączą, ani do niego nie przygotowują. Neoklasyczny taniec – zwłaszcza żeńskiej części zespołu – z mocno balanchinowskim upozowaniem głów, rąk i korpusów, dziwnie nie licował z dźwiękami muzyki Strawińskiego. Całość zresztą wydawała mi się jakaś mało przemyślana. Przez cały czas na scenie stoją ustawione w krąg błękitne lampy-klosze, wyznaczające okrągłą przestrzeń tańca (na końcu okazuje się, że klosze tych lamp wypełnia woda, która ma do odegrania swoją rolę w balecie, stąd rozumiem, czemu musiały być ustawione od początku na scenie). Przestrzeń mamy zatem okrągłą, ale taniec często tyleż rozgrywa się po okręgu i w okręgu, jak i w liniach. To powoduje rozdźwięk i zaciera czystość linii. Żeby nie tylko ganić, muszę przyznać, że parę scen było pięknych wizualnie i przyjemnie się je oglądało, szczególnie obraz, gdy dziewczęta pojawiają się każda w swoim punkcie świetlnym i wykonuje przypisaną  sobie choreografię. Świetne było też zakończenie pierwszego aktu, gdzie kulminacją był krótki, popisowy taniec solowy jednego z mężczyzn obsypanego z „nieba” wirującym w powietrzu pyłem. Jednak na dobrą sprawę uwagę przykuwał tylko finał – nareszcie zjednoczony z muzyką, pierwotny w wyrazie taniec Ofiarowanej (Shino Sakurado) i jej wyniesienie w górę wraz z ostatnim akordem. Dzięki tym ostatnim sekundom balet ostatecznie zdobył poklask u publiczności i tancerze długo musieli wychodzić do ukłonów.

 

O Katarzyna Gardzina-Kubała

Katarzyna K. Gardzina-Kubała  - Z wykształcenia rusycystka, absolwentka Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich na Uniwersytecie Warszawskim (2000) i podyplomowych studiów dziennikarskich na tej samej uczelni (2002), a także Studiów Teorii Tańca na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (2005 - absolutorium). Z zamiłowania dziennikarka i krytyk muzyczny oraz baletowy. Pracę rozpoczęła w dziale kultury „Trybuny”, przez wiele lat z przerwami była krytykiem muzycznym „Życia Warszawy”. Współpracowała z większością fachowych polskich czasopism muzycznych, czasopismami teatrów operowych w Warszawie i Poznaniu. Publikuje w programach teatralnych do spektakli baletowych oraz w prasie lokalnej, była gościem programów TVP Kultura, n-Premium i TV Puls, Radia Dla Ciebie i Drugiego Programu Polskiego Radia.

Od wielu lat jest członkiem Ogólnopolskiego Klubu Miłośników Opery „Trubadur” oraz administratorem baletowego forum dyskusyjnego balet.pl. Na łamach kwartalnika klubowego „Trubadur” opublikowała ponad 3 tysiące tekstów i wywiadów z artystami opery i baletu. W 2008 roku wraz z gronem krytyków tańca podjęła próbę reaktywacji kwartalnika „Taniec”. Autorka ponad stu książeczek-komentarzy do serii oper, baletów i operetek wydanych w zbiorzeLa Scala. W2010 roku opracowała cykl 25 krótkich felietonów z zakresu historii i teorii tańca w ramach kolekcji „Taniec i balet”, wydanej przez wydawnictwo AGORA i „Gazetę Wyborczą”. OD tego samego roku była stałym współpracownikiem magazynu tanecznego „Place for Dance”.

W roku szkolnym 2007/2008 prowadziła cykl zajęć fakultatywnych wg autorskiego programu „Wiedza o operze i balecie” w VII Liceum Ogólnokształcącym im. Słowackiego w Warszawie, jako edukator operowo-baletowy odwiedziła liczne szkoły podstawowe i gimnazjalne z wykładami o sztuce baletowej. Od kilku lat prowadzi wykłady w LO Słowackiego w Warszawie 'Teatr muzyczny i świat mediów". W roku 2010 wspólnie ze Sławomirem Woźniakiem zrealizowała warsztaty poświęcone baletowi w warszawskim OCH-Teatrze.

W latach 2008-2010 pracowała na stanowisku sekretarza literackiego Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie. Zajmowała się redakcją programów do spektakli operowych i baletowych oraz koncertów, redakcją afiszy i publikacji informacyjnych teatru, pisaniem autorskich tekstów do programów oraz redakcją merytoryczną strony internetowej teatru.

Od 2010 jest stałym współpracownikiem Instytutu Muzyki i Tańca. W ramach współpracy przygotowuje noty biograficzne i materiały informacyjne o polskiej scenie baletowej dla portalu taniecPOLSKA [pl], teksty problemowe oraz realizuje wykłady dla dzieci i młodzieży, popularyzujące sztukę tańca – program „Myśl w ruchu” Instytutu Muzyki i Tańca. W latach 2013-14 była członkiem komisji jurorskiej opiniującej spektakle na Polską Platformę Tańca 2014 w Lublinie.

Jest także współautorką serii książek dla dzieci „Bajki baletowe” (Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, Kopciuszek, Romeo i Julia, Coppelia, Don Kichot, Pulcinella) wydawanych przez Studio. Blok. Prowadziła autorski cykl spotkań z artystami opery i baletu O operze przy deserze w klubokawiarni Lokal użytkowy na warszawskiej Starówce oraz w ramach Fundacji "Terpsychora" spotkania z ludźmi tańca i warsztaty dla dzieci w warszawskiej Galerii Apteka Sztuki. Autorka bloga baletowego „Na czubkach palców”. Obecnie współpracuje z Cikanek film. Sp. z o.o. - dystrybutorem na Polskę transmisji i retransmisji operowych, baletowych, teatralnych i wydarzeń kulturalnych do kin.
Ten wpis został opublikowany w kategorii ogólnie o balecie, podróże, recenzje i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*