Czy oglądanie baletu wymaga kompetencji?

Jeszcze zanim napisze ten tekst wiem, że wielu osobom się narażę, ale niech tam – nie pierwszy to raz, a zapewne i nie ostatni. Od razu więc, wyręczając potencjalnych oponentów i oponentki ustalę: tak, jestem „starą konserwą” – wraz z kolejnymi latami może coraz mniej „konserwą”, a coraz bardziej „starą”, ale generalnie nie należę do wielkich admiratorów awangardy w sztuce, chociaż uczę się. Mój konserwatyzm jest jednak o wiele głębiej zakorzeniony, bo jak mi się wydaje jestem tzw. „dobrze wychowana” ze wszelkimi tego potwornymi konsekwencjami. Np. jestem poograniczana różnymi „nie można” i „nie wypada”. Generalnie słabo jestem przygotowana do dzisiejszych wspaniałych czasów, kiedy wolno wszystko, kiedy autorytety (a co to?) idą w kąt, a instytucje narodowej kultury, starając się udowodnić, że nie są wielbłądami, mizdrzą się do tzw. szerokiej publiczności, albo i „niepubliczności”.

Teraz kiedy już wyrzuciłam z siebie to wszystko, napiszę wreszcie, co mnie na tyle poruszyło, że musiałam „wypisać się na blogu, choć od miesięcy nie znajduje czasu, aby coś tu skrobnąć. Rok temu zresztą to samo wydarzeni poruszyło mnie podobnie i podobne impresje wywołało. Spotkanie promocyjne książki Rozmowy na nowy sezon cz. 2, jakie odbyło się w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej tym razem wywołało we mnie inne, ale równie silne uczucia. I znów najmniej będzie o samej książce, choć gdyby porównać z poprzednią edycją, to rozmowy prof. Ewy Łętowskiej i Tomasza Pawłowskiego są równie inspirujące i rozwichrzone, rozmowy Ewy Krasuckiej i Pawła Chynowskiego równie kształcące, natomiast memy Marty Frej chyba nieco mniej udane (z nielicznymi wyjątkami). Może tytuły oper i baletów były mniej inspirujące, może ich tematyka za trudna do przełożenia na mem, ciężko orzec dlaczego tak się stało. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie | Dodaj komentarz

Michigan Ballet Academy w Polsce

W ciągu ostatnich dwóch tygodni miałam przyjemność kilka razy spotkać się z adeptami sztuki baletu z Michigan Ballet Academy i ich pedagogami podczas tournée tej grupy po Polsce. Amerykańska młodzież wystąpiła kolejno w Świdniku, Wejherowie, Warszawie, Siedlcach, Białymstoku i Łodzi. Ponadto tancerze MBA uczestniczyli w licznych lekcjach baletu (m.in. otwarta lekcja w Świdniku i Białymstoku, lekcje w Gdańskiej Szkole Baletowej, a nawet lekcja z zespołem Polskiego Baletu Narodowego). To musiało być niesamowite przeżycie dla grupki młodych ludzi, którzy wprawdzie poświęcają swój czas, siły i pasję doskonaleniu się w tańcu klasycznym i innych technikach, ale też niektórzy z nich nie byli nigdy w teatrze na spektaklu operowym, czego mogli doświadczyć podczas wolnego wieczoru w Warszawie. W czasie swojej podróży po naszym kraju mieli okazję tańczyć zarówno z amatorskimi zespołami i uczestnikami zajęć baletowych w domach kultury i ogniskach, miłośnikami baletu ze studia baletowego w Warszawie, Caro Dance w Siedlcach, uczniami szkoły baletowej w Gdańsku, jak i z najlepszymi artystami  Polskiego Baletu Narodowego. Ale po kolei… Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Lektury (nad)obowiązkowe

Doskonale pamiętam czas, kiedy na księgarskich półkach z dziedziny tańca stał co najwyżej Słownik baletowy nieocenionej Ireny Turskiej. Dziś – w porównaniu z latami 90-tymi czy nawet dwutysięcznymi mamy niemal wysyp publikacji, głównie z do tej pory całkowicie zaniedbanego obszaru szeroko pojętego tańca współczesnego. Z książkami o balecie je trochę gorzej (nie wiem – czy to jeszcze gorsza nisza, niż taniec współczesny, czy co?), ale od czasu do czasu także pojawia się jakaś jaskółka. Ostatnio miałam przyjemność zapoznać się z takimi właśnie nowinkami wydawniczymi, zupełnie różnymi, zupełnie też inaczej traktującymi tematykę taneczną i baletową. Wszyscy lubimy czytać biografie i autobiografie, zapewne dlatego, że łatwiej przyswajamy sobie różne fakty przez pryzmat przeżyć konkretnych osób, ciekawych postaci, interesujących życiorysów. Epoki historyczne, prądy w sztuce, przemiany w społeczeństwie nagle stają się ciekawsze i łatwiejsze do zrozumienia, gdy oglądamy je oczyma ludzi tym zmianom współczesnych lub poprzez ciekawie opowiedziane losy jakiejś postaci. Obie moje ostatnie lektury spełniają to właśnie kryterium. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii lektury, ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Cztery fale wspomnień

Czerwony krąg i bezlistne drzewo wyznaczają przestrzeń dla obrazów z przeszłości. Poza nią porusza się stary Prospero (muzyk i aktor Abbas Bakhtiari, perkusjonista grający na bębnie daf), ustępując miejsca obrazom ze swojej przeszłości. Tak zaczyna się Burza, balet Krzysztofa Pastora, który po dwóch latach od swej prapremiery w Amsterdamie trafił na scenę warszawskiego Teatru Wielkiego w wykonaniu zespołu Polskiego Baletu Narodowego mocno ponoć zmienionej wersji. To przedstawienie wyjątkowe w całej twórczości Pastora, przynajmniej tej, którą mieliśmy okazję oglądać na warszawskiej scenie oraz przy innych okazjach. Wyjątkowy, bo sytuujący się gdzieś po środku między przedstawieniem fabularnym a baletem idei. Niezwykłym, bo skomponowanym z tak wielu różnych elementów, a przy tym niezmiernie czystym i klarownym tak pod względem narracji, jak i estetyki. Z mojego punku widzenia jest to też spektakl wyjątkowy, bo z moją miłością do baletu klasycznego w innym wypadku pewnie narzekałabym, że w tym balecie za mało mi tańca. Ale w przypadku Burzy tak nie jest, bo taniec w takim wymiarze, takiej estetyce i takim wydaniu, jaki założył sobie choreograf jest idealnie wkomponowany w całość. Zresztą Burza należy do tych rodzajów baletów, na który będzie się chodziło nie dla tańca samego w sobie, nawet nie dla wykonania, choć wszyscy występujący w solowych partiach tancerze byli wyśmienici, ale na przeżycie duchowo-estetyczne. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | 3 komentarze

Taniec śmierci, taniec snu

Trudno w tym jednym wpisie połączyć dwa spektakle które oglądałam w tym miesiącu, ale czasu na pisanie coraz mniej, a wrażenia jednak potrzebują ujścia. No i nie wypada na długie miesiące zaniedbywać swych, choćby i nielicznych czytelników. Dla REM – projektu interdyscyplinarnego (znienawidzone słówko „projekt” w tym wypadku jednak ma uzasadnienie) i dla transmisji jak najbardziej klasycznego baletu Giselle z Covent Garden można jednak z łatwością znaleźć wspólny mianownik. Oba traktują o przejściu – od życia do snu, do śmierci, do innej, oniryczne strefy, oba też wprowadzają widza w rodzaj transu (choć w Giselle tyczy się to tylko II aktu), zanurzają w czymś innym, odległym, fascynującym i niewypowiedzianym. A zatem ad REM… Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

A ja się wybieram na REM

A ja się wybieram  na REM. REM to projekt interdyscyplinarny, łączący teatr, choreografię baletową, literaturę, wideo-art i muzykę. Instalacja, której podstawowy sens wyrasta z napięcia między dwoma pozornie nieprzystającymi do siebie doświadczeniami: snu i śmierci. To projekt (przedstawienie?, instalacja?) niezwykły, począwszy od osoby autora, producenta, inicjatora i reżysera w jednym, aż po wykonanie i miejsce. W ubiegłym roku oglądałam PASSION – podobny spektakl i żałuję, że nie widziałam pierwszego, który całą serię (cykl?) zapoczątkował. Nie dlatego nawet, że znalazły się w tym przedstawieniu sceny warte zapamiętania, że wystąpili moi ulubieni tancerze, a nieco enigmatyczne przesłanie było dla mnie bodaj najmniej ważne. Dlatego, że projekty Piotra Hulla (producenta, reżysera, wydawcy magazynu Żurnal ArtBook, właściciela salonu Wilcza 18/1 oraz współwłaściciela Barberian Academy & Barber Shop, świetnego fryzjera wreszczie) to niesamowity przykład spełniania marzeń. No bo kto by pomyslał, że były piłkarz, który stał się fryzjerem, będzie rezyserował i prezentował swój spektakl z udziałem tancerzy Polskiego Baletu Narodowego na scenie kameralnej Teatru Wielkiego ? A tak własnie jest – zdziwienie, niedowierzanie, smichy-hihy nie zmienią faktu, że jemu sie udało. To niezmiernie inspirujące. To znaczy, że możemy wszystko, że każdy z nas może osiagnąć to, co zamierzy, może spełniac swoje marzenia. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Złośnica cudnie poskromiona

Nie pamiętam skąd i odkąd wiem, że są balety – wielkie dzieła wielkich twórców – których wartość została tak doceniona, a forma estetyczna tak obwarowana, że przenosi się je ze sceny na scenę, z roku na rok wraz z całą oprawa sceniczną. Właściwie, co w tym dziwnego? Przecież balet to sztuka wizualna, odbierana za pomocą wzroku, przede wszystkim choć nie tylko, rodząca w nas doznania natury estetycznej. Zatem integralnymi elementami inscenizacji, które to wrażenie estetyczne wywierają, to, oprócz libretta (treści), choreografii i muzyki, także scenografia i kostiumy, a nawet światło. Odkładając na chwilę na bok wymowę, wydźwięk moralny czy intelektualny dzieła baletowego (zwłaszcza współczesnego, bo do klasycznych baletów XIX-wiecznych przykładałabym nieco inną miarę i stosowała inne kryteria), to w jakimś stopniu zawsze było dla mnie oczywiste. Poprzez swoje doświadczenia widza wytworzyłam sobie kategorię baletów, które są całością, mają być niezmienne, nawet jeśli ich wizualna estetyka czasem nieco trąci myszką, albo raczej jest „reliktem niedawnej przeszłości”. Po prostu są świadectwem swojej epoki, a jednocześnie w jakiś sposób ponadczasowe. To trochę jak z malarstwem czy rzeźbą – czy śmiejemy się albo wskazujemy na brak gustu artystów z czasów neolitu, albo baroku za to, że tworzyli tak, jak to było możliwe na ich etapie rozwoju i zgodnie z gustem epoki? Dlaczego zatem mielibyśmy inaczej traktować dzieło baletowe? Wszystkie te rozważania nasunęły mi się przy okazji premiery Poskromienia złośnicy w choreografii Johna Cranki, przygotowanej przez Polski Balet Narodowy. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , | 2 komentarze

O fotografii baletowej i nie tylko

Czasem zupełnie niespodziewanie pewne sytuacje przypominają mi, że mimo iż staram się, aby moja praca i moja pasja nie były „całym moim życiem”, to jednak żyję w jakiejś szklanej bańce, poza którą świat wygląda inaczej, a wiedza o balecie nie jest tak powszechna, jak mogłabym mniemać. Takie sytuacje działają bardzo otrzeźwiająco, zwłaszcza gdy mają miejsce przy okazjach – wydawałoby się – gromadzących osoby „wtajemniczone”, a ich uczestnicy to – zdawałoby się – elita, odbiorcy kultury i sztuki wysokiej, którzy na niejednym spektaklu, również baletowym, byli. Uzmysławia to dwie rzeczy – na jakim skraju wiedzy uznawanej za niezbędną wykształconemu człowiekowi znajduje się wiedza o sztuce tańca oraz – jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Ale dość ogólników, przejdźmy do konkretnego przykładu. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii edukacja, ogólnie o balecie | Otagowano , , , , , , , , , | 1 komentarz

Od Czajkowskiego do Czajkowskiego – z Poznania do Bydgoszczy

Mamy w Polsce zaledwie kilka zespołów baletowych, wydawałoby się zatem, że miłośnik tej sztuki na nadmiar narzekać nie może. Zdarza się jednak często tak, że z niewiadomych powodów następują przynajmniej raz do roku „zbitki” terminowe, kiedy krytyk baletowy nie wie – sklonować się czy też opanować teleportację? W ubiegłym sezonie zagęszczenie dotknęło koniec sezonu, gdy w ciągu tygodnia odbywały się aż 3 premiery baletowe i trwały Łódzkie Spotkania Baletowe. W tym sezonie już na początku teatry postanowiły wziąć mnie do galopu – a pewnie, niech się dziennikarz rozmnoży przez podział albo dokona bolesnego wyboru… Nic z tego – postanowiłam i dzięki dużemu wysiłkowi organizacyjnego obejrzałam premierę Serenady i Infolii w Poznaniu (24 października), FAR Evana McGregora w Warszawie (25 października) i Dziadka do orzechów w Bydgoszczy (trzeci spektakl – 27 października). Nadmiar wrażeń, niemal wyłącznie pozytywny był ogromny, dlatego między innymi porządkuję je dopiero dzisiaj. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, podróże, recenzje | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ja chcę Giselle!

Minęło już kilka dni od transmisji baletu Giselle z Teatru Bolszoj w Moskwie (można ją było obejrzeć w kinach 11 października), a ja ciągle wracam myślami i do tego wieczoru, i do spektakli Giselle, które oglądałam w dzieciństwie w Warszawie. Tak, w dzieciństwie, bo wkładka obsadowa w moim programie z tego baletu bezlitośnie głosi, że był to rok 1990! To w tamtym okresie po raz ostatni oglądałam balet do muzyki Adolfa Adama na żywo… Potem były już tylko kasety video (nagrywane z telewizji, więc na pamięć nauczyłam się choreograficznej wersji Grigorowicza, właśnie tej, którą teraz oglądaliśmy w transmisji), potem DVD i gościnne prezentacje zupełnie odmiennej wersji – Giselle Matsa Eka. Były co prawda inscenizacje tego baletu w innych miastach Polski, ostatnio bodaj 12 lat temu w Łodzi, ale nie były to czasy, kiedy mogłam jeździć po Polsce „za tytułami” … Zatem niedzielna transmisja wzbudziła tysiące wspomnień i jeszcze większa zadumę: czemu Giselle nie ma w naszym polskim repertuarze? Nie jest to wołanie do dyrekcji PBN (choć nie miałabym nic przeciwko, gdyby ta pozycja pojawiła się w Warszawie), raczej ogólne zdumienie. Pewnie powie ktoś: zaraz, Jeziora łabędziego też nie ma, Śpiącej królewny też nie ma i tak można by wymieniać i wymieniać. Ale mnie frapuje fenomen zaginięcia Giselle. Czytaj dalej

Zaszufladkowano do kategorii ogólnie o balecie, recenzje | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz